No i sobota też bardzo pracowita. Rano niestety lało. Około 12:30 jednak na tyle się rozpogodziło, że dało się coś robić na ogrodzie. Zebrałem się więc i wyszedłem kończyć obrzeże przy kominku. Dokończyłem je, obudowałem końcówkę z wysepką kwiatową kamieniami wapiennymi, zrobiłem przejście przez obrzeże i nawet wyłożyłem schodek pod przejściem płytami wapiennymi. Słowem skończyłem całe obrzeże. W poniedziałek muszę kupić korę i zasypać świeżą. Już nie będę tam nic robił, dodatkowo teraz kostka z jednej strony i kamienie z drugiej spowodowały, że w środku zrobiło się korytko. Muszę je wypełnić korą. W tamtym roku nawtykałem tam gałązek i praktycznie wszystkie się przyjęły. Skończyłem znowu o 21:00. Dziś leje od rana, a jakże. Pojechałem do rodziców z Konradem i wyciągnąłem ich na dni Benedyktyńskie do Klasztoru nad Wisłą. Kopiłem sobie znowu to karmelowo-miodowe piwo. Zwiedziliśmy też kościół który tam jest. Jest przepiękna ambona, jakby część łodzi. Pochodziliśmy też trochę nad samą Wisłą. Potem wróciliśmy do domu i nie wiem czy tą pogodą, czy pracą jestem okropnie zmęczony. Chętnie poszedł bym do sypialni i tak jak stoję położył się do łóżka i chyba momentalnie zasnął.
Komentarze