Dziś za to była od rana śliczna pogoda. Około 13:00 zebraliśmy się z Basią i pojechaliśmy na rower. Plan był taki, aby pojechać do Wisły tam przejechać trasę wiślaną od Wawelu aż po stopień Kościuszki. Długo się zastanawiałem jak pojechać. Z Basią to ja mam ciężkie życie. Jak się po drodze okaże, że pogoda się popsuje, albo nie będzie w nastroju. Czy np. jakaś górka będzie zbyt forsowna. Będzie zmęczona, a trzeba jeszcze wrócić. Jednym słowem muchy w nosie i wyładuje złość na mnie. Zamiast fajnej wycieczki będzie klapa. Jednak los mi sprzyjał i wszystko skończyło się dobrze mimo tego, że na wstępie był wąwóz Kleszczowski, a na koniec powrót główną drogą przez Zabierzów.

Pojechaliśmy jak już wspomniałem wąwozem w górę, potem koło lotniska, Liszki i Piekary. Tam chwilę pooglądaliśmy klasztor. Potem do Autostrady i przez kładkę. No i tu zaczęła się wycieczka i podziwianie najpiękniejszego chyba brzegu Wisły w okolicach Krakowa. Wzgórze z willą Decjusza. Trochę poleżeliśmy nad Wisłą w trawie. Potem pod Wawel. Przekroczenie Wisły przez most przy rondzie Grunwaldzkim. Wisłą aż na Salwator i tam wzdłuż Rudawki, a potem Szczyglice, Skała Kmity i główną drogą, a właściwie chodnikiem przez Zabierzów do domu. W sumie wyszło 52km
Komentarze