Powroty

    To naprawdę już 2023 i to w zasadzie koniec? Przestałem pisać bloga w 2020! Czyżbym miał naprawdę wrócić tutaj? Bardzo bym chciał, aczkolwiek nie wiem czy zdecyduje się na jakąś intymność. Chyba nie. Może dlatego, że tym razem bardzo musiałbym się odsłonić. Bowiem nie wszystko tym razem wygląda tak kolorowo. Musiałbym ujawnić moją ciemną stronę? A może to wcale nie byłaby ciemna strona, tylko po prostu życie. Życie, które nigdy nie było różowe, Basia wcale nie jest tak wspaniała jak ją zdjęcia malują. Ups… chyba za dużo napisałem. Może wyszłoby co mam zamiar zrobić kiedyś. Może jedynie ujmę to tak. Mam zamiar kiedyś wsiąść na rower, pojechać i już nie wrócić. 

    Kilka razy próbowałem tu wrócić, nawet pisząc to, sam nie wiem czy i tym razem tylko napiszę, ale wcale nie wrócę? Nie opublikuję nawet. Próbowałem wracać w ten sposób, że chciałem w jednym poście opisać co przez te wszystkie lata niebytności się zdarzyło.
Chyba to zła droga. Może lepiej nie pisać, albo napisać kiedyś przy jakiejś okazji?

    Może zacznę od teraz. Jest już jesień. A skoro jesień, to urlop wyczerpany. Zostało awaryjnie trzy dni. I tak ma zostać. I tak zyskałem kilka dni w związku z tym, że teraz jest dwa dni za oddanie krwi. Wykorzystuję to tak, że jak mam gdzieś pojechać na jakieś tak zwane wczasy, choć na typowe wczasy to dawno nie pojechaliśmy. Wtedy dzień przed oddaje krew i dzięki temu, po pierwsze przed wyjazdem mam jeden dzień wolnego, a na dodatek rezygnuję z pierwszego dnia urlopu i zastępuję go tym z krwi. Tak w tym roku zrobiłem już trzy razy. Nie do końca to jest dobre. No bo np tak zrobiłem jadąc do Rity na Podlasie. O Ricie pewnie jeszcze napiszę. Od nas na Podlasie, to jakieś pięć/sześć godzin jazdy. A na dodatek zrobiłem to tak, że wróciłem z krwi i wsiadłem do samochodu i pojechaliśmy. Kolejny raz. Oddałem krew, a na drugi dzień polecieliśmy do Paryża, z Paryża dalej do Francji. Do Francji gdzie lecieliśmy kolejne 11 godzin :) Bo to Francja wyspowa na środku oceanu indyjskiego. Nie jest to rozsądne. Na szczęście jak na razie po oddaniu krwi w zasadzie nie odczuwa żadnych ubytków na kondycji. Czasami jak na drugi dzień jadę na rower czy idę w góry, to mam tak zwany deficyt tlenowy. Lekką zadyszkę. A może tylko mi się zdaje.
Ale o  czym to ja chciałem… A, już wiem. Skoro jesień i my już po wszelkich wyjazdach bez urlopu. No to planujemy kolejny rok. Gdzie by tu pojechać? Do tej pory jest już czwarty lub piąty kierunek. Jeszcze na Podlasiu u Rity podjęliśmy decyzję, Razem jedziemy na Svalbard, tam gdzie Gwiezdny Pył. Potem przyszła propozycja: Rakiety śnieżne w Bułgarii. Nie na plaży, a w górach. Kolejna fascynacja. Może nie Svalbard, a Grenlandia. Kolejna jeszcze była Afryka i Kalahari. Nawet kupiłem książkę: “Zew Kalahari” Teraz już na topie jest Peru, nie jakiś Maciu pikciu czy jakoś tak. Ale wysokie góry, powyżej 4000 m Trekking z namiotami. Na początku grudnia jedziemy do Wrocławia na inaugurację sezonu 2024 do Barentsa, to biuro z którym jeździmy na Trekkingi. Ostatni był całkiem niedawno: Hardangervidda i język trolla. Swoją drogą z ciekawostek ostatniego wyjazdu: Z całej wycieczki jedynie my i pilot weszliśmy na język trolla. Ktoś mnie zapytał czy tam się wjeżdża kolejką. Otóż nie, trzeba zapierdzielać w jedną stronę ponad 10 km w poziomie i chyba z kilometr w pionie. To całodzienny trekking. Wycieczka miała być tak zorganizowana, że język trolla miał być na początku, a potem dopiero trekking przez Harde. A tu niespodzianka. Najpierw 130 km przez pustkowie, po skałach i bagnach w deszczu i wichrze.
Powrót do cywilizacji po 8 dniach późnym wieczorem. W ostatni dzień co mniej więcej dwa kilometry, a było ich 23 trzeba było się zatrzymać. Wylać wodę z butów i dalej. Po tym Trekkingi i późnym powrocie, trzeba było wstać na drugi dzień o 5 rano aby zdążyć na autobus. Okazało się, że wstaliśmy tylko my i pilot :) Ale wracając do tego Wrocławia, to jedziemy z Dorotką. Poznaliśmy ja na Reunion w tej dalekiej Francji. No i jakoś tak przygarnęliśmy ja po Trekkingu, bo to też był trekking 11 dniowy po kalderze wygasłego wulkanu. Przygarnęliśmy ją do naszego pokoju. No i wiadomo jak się z kimś śpi. No może nie dosłownie :) To się człowiek jakoś zaprzyjaźnia bardziej. Ponadto fajna dziewczyna. To ciekawe, że ludzie mający po prawie 60 nadal mówią chłopak, czy dziewczyna :) Teraz też mamy wspólny pokój w tym Wrocławiu. Ale zarówno na Reunion jak i tu mamy wynajęty apartament z dwoma sypialniami. W zasadzie to Dorotka może sobie kogoś przygarnąć, bo pokój jest i tak czteroosobowy. Ale dość o wyjazdach, bo pomysłów pewnie jeszcze będzie kilka. Teraz będzie z innej beczki.



    No bo przecież od zawsze prawie, a jak policzyłem. To od siedmiu lat. Non stop coś robię. Cały czas, nieustająco realizuję jakiś domowy projekt, albo nawet i kilka na raz. Teraz to “ogród zimowy” Ale, ale. Trochę już późno się robi, a ja muszę wstać o 5:20. Tak więc może aby faktycznie wrócić do tego pisania tu. Tak to zostawię, a dokończę w kolejnym poście? Jedynie wrzucę tu kilka fotek z wypadów naszych tegorocznych, aby ten wpis jakoś okrasić.

Komentarze