Pętla nie do przerwania

    To choroba, obsesja, czy kryzys wieku średniego. Choć ja to już chyba powyżej wieku średniego jestem. Już bliżej niż dalej. Chodzi o to, że jak siedem lat temu Konrad zapytał, czy jak już wyremontuje tą łazienkę na dole, to czy on mógłby się wprowadzić z Lidką na dół. No więc ja wiele się nie zastanawiając. Stwierdziłem, że to ja w takim razie wyremontuje jeszcze przedpokój i kuchnię. No i skończyło się na remoncie całego dołu. Na full z burzeniem jednych ścian i przestawianiem innych. Gdzieś na tym blogu sprzed siedmiu lat będą zdjęcia. Po to tego bloga zresztą pisałem. Z ciekawości nawet sam poszukam. Zajęło mi to pełen rok z pomocą fachowców. Choć oni wylali tylko wylewki, bo nawet podłogi do gołego piasku zlikwidowałem. Zagipsowali i przeszlifowali też regipsy, bo to też żmudna i czasochłonna czynność. Dół wtedy zmienił się nie do poznania. Drzwi zostały tylko do łazienki i sypialni. Reszta to otwarta przestrzeń.

Chodzi o to, że od tamtego czasu nie jestem w stanie wyrwać się z pętli pracy. Cały czas coś robię. Ciągle mam jakiś projekt i pomysł. Od tamtej pory przebudowałem, a w zasadzie zabudowałem całe schody na strych. Przedtem jak przychodziła zima, to czuło się powiew mrozu przechodząc koło drzwi na strych. Teraz to cała zabudowana klatka. Położone płytki, porobione mnóstwo półek, szafek. W zimie jest tam darmowa chłodziarka. Panuje tam temperatura poniżej 10 stopni. Ale nie wieje mrozem spod dachu. W ogóle trzymamy tam sporo rzeczy. między innymi sprzęt do sprzątania, chemię gospodarczą i inne. W tym samym czasie zrobiłem to samo ze schodami do piwnicy. Również zagospodarowałem tą przestrzeń. Tam z kolei jest całoroczna darmowa lodówka i spiżarka. Też wszystko w regipsach i płytkach. No i największy projekt to oczywiście kotłownia. Teraz jest tam czyściutko i schludnie. Wszystko w kafelkach. Zrobiłem tam nawet zawieszoną podłogę, bo po obfitych deszczach lubi tam wyjść woda. Kotłownia jest ponad metr poniżej gruntu, a niestety fundamenty są sprzed pięćdziesięciu lat, a teren ogrodu pochyły w stronę domu. Co wsiąka na ogrodzie wychodzi potem podłogą w kotłowni. Teraz jest tam pralnio-kotłownia. Piec został wymieniony na nowoczesny sterowany przez Wi-Fi. O systemie grzewczym w domu jeszcze pewnie kiedyś napiszę, bo to też kolejny mój projekt i jest dość zaawansowany technicznie. W kotłowni jeszcze do zrobienia są meble. Aby stała się pralnio-kotłownio-pracownią. Co do pralni, to zrobiłem specjalny podest wysokości około 1m i stoją na tym pralki i suszarka. Dzięki temu nie trzeba się schylać aby wrzucić czy wyjąć pranie. Jest to komfortowe rozwiązanie. Ponadto wymuszone też wypustem wody, bo jak wspominałem kotłownia jest ponad metr poniżej gruntu, a odpływ wody musiał być wyżej. Meble są już w połowie gotowe. Oczywiście projektuję je sam i sam robię.


    
Wspomnę też, że zrobiłem meble razem z łóżkiem w mojej pracowni, a teraz Mamy pokoju. Nadal jak pracuję zdalnie to tam siedzę. Mama w zasadzie cały czas śpi jak pracuje. A w lecie chodzi na długie spacery. No ale wracając do meritum. Od tych siedmiu lat dzień w dzień przychodzę z pracy i idę do kolejnej pracy realizując te projekty. Jak w jakiś dzień totalnie mi się nie chce i po prostu nic nie robię, albo po prostu jestem totalnie zmęczony. Potem mam wieczorem straszne wyrzuty sumienia, że minął dzień a ja nic nie zrobiłem. To jest chore, to jakaś obsesja. Nie mogę się od tego uwolnić. Ponadto mam tendencję do zapalania się do kolejnego projektu zanim skończę poprzedni. Oczywiście kończę poprzednie. To nie jest tak, że mam pięć rozgrzebanych i je porzucam. W tej chwili pozostają jedynie meble w kotłownio-pralni do dokończenia. Ale nowy projekt rozpoczęty, to ogród zimowy, ale o tym już w kolejnym odcinku :)


Komentarze