Tyle się dzieje jak zwykle, a ja nic na blogu. Coś serca już nie mam do tego miejsca. Właśnie uciekaliśmy w popłochu ze spaceru przed deszczem. Moja aplikacja mnie zawiodła. Używam Radar Storm. Do tej pory sprawdzała się co do minuty. Pokazuje obraz radarowy chmur, deszczu i burz. Można zobaczyć symulację rozwoju tychże. Co prawda, było koniec deszczu o 16:00, ale widziałem, że chmury odchodzą i wyszliśmy o 15:00.
No i odchodziły przez pierwsze pół godziny spaceru. Po czym wiatr się zmienił i zaatakował nas deszcz. Na szczęście w kolejne 15 min przeszliśmy ostatnie pół godziny i znowu tak bardzo nas nie zmoczyło. Po miesiącu nie padania. Wreszcie deszcz. Cały czerwiec i część lipca nie spadła u nas kropla deszczu praktycznie. Dookoła pustynia. Dwa tygodnie temu wyciągnąłem kosiarkę, aby w zasadzie odkurzyć ogród. Trudno było nazwać to koszeniem.
Co do moczenia się (będę szedł od tyłu linii czasu) wczoraj byliśmy na kajakach. Po raz drugi w moim życiu. Tym razem zabrałem Basią i Konrada z Lidzią. Na Białą Przemszę 21 km po dzikiej rzece. Basia, Konrad i Lidka byli zachwyceni. Nie spodziewali się jednak, że to będzie aż tak wyglądało. Teraz rzeka, a w zasadzie ten trudny odcinek jest oceniany na 3 w skali trudności. To już wygląda inaczej niż jak płynąłem trzy lata temu. Wtedy ktoś powiedział, że było to 4,5. Teraz przynajmniej nie trzeba było siadać okrakiem na pniach i przenosić kajaka. Mimo tego było bardzo trudno technicznie. Były miejsca, gdzie trzeba było się mocno rozpędzić i mimo to zawisało się na pniu. Trzy przeszkody pokonaliśmy tyłem. Nie sposób było wykręcić przed pniem.
Było kilka razy przepływanie pod pniami w taki sposób, że trzeba było się całemu schować w kajaku. Na nieszczęście dopadły mnie skurcze, a w kajaku nie da się wstać aby nogę wyprostować. Jak dopłynęliśmy do ostatniego odcinka, gdzie są już szuwary i rzeka staje się spokojna i szeroka. Co prawda jest tam kilka jazów, ale to po tym wszystkim już tylko frajda. Nie mieliśmy ochoty już wiosłować, tylko dryfowaliśmy. Zaświeciło wtedy nawet słońce. No bo od początku trasy, przez prawie trzy godziny padał deszcz. Na szczęście nie taki, że trzeba by było osuszać kajak. Wyruszyliśmy w osiem kajaków, a było kilkanaście wywrotek. Trzy załogi jedynie uniknęły kąpieli. W tym Ja z Basią i Konrad z Lidzią. Pierwsze wywrotki były już po kilkuset metrach na jazie pod mostem. Byliśmy przekonani, że my też tam się skąpiemy, bo płynący przed nami wywrócili się w poprzek jazu. Jakimś cudem udało nam się przejść dosłownie na centymetry obok nich.
Parę tygodni temu za to byliśmy wreszcie w górach Izerskich. Moje marzenie się spełniło aby tam pojeździć na rowerze. Byliśmy z Basią. Kwaterę mieliśmy w Harrachovie. Wjechaliśmy prawie pod sam szczyt Szrenicy. Opis całej wycieczki wraz z mapką interaktywną i trasami tu: Trzeba powiedzieć, że Basia może się już zaliczyć do górskich rowerzystek. Bardzo się cieszę, że zmieniło się jej podejście do życia zaledwie po jednym wyjeździe do Laponii. Teraz przeciwności i trudy traktuje jak wyzwania. Nie wyżywa się na mnie za nie. Oczywiście po raz drugi nie udało mi się zrobić sensownego filmu z przepłynięcia tej rzeki. Tym razem założyłem sobie kask rowerowy, aby na nim zamontować kamerę. Wiem, że głupio wyglądałem. Niestety moje poświęcenie i tak poszło na marne. Głównie sfilmowałem niebo. Dla przypomnienia film Maćka z którym płynęliśmy trzy lata temu.
W następną sobotę ruszamy na podbój rowerowy Mikulova. Wiele osób tamtędy przejeżdża jadąc do Austrii na narty. My przejechaliśmy raz w tym roku w styczniu i stwierdziłem, że musimy tam pojechać na rower. Noclegi załatwione, trasy wyznaczone. Każda trasa ma pod 100 km. Ale nie wiem czy jesteśmy w stanie przejechać jakąkolwiek jednego dnia. Jest po drodze tyle rzeczy do zobaczenia. Relacja niebawem.
No i odchodziły przez pierwsze pół godziny spaceru. Po czym wiatr się zmienił i zaatakował nas deszcz. Na szczęście w kolejne 15 min przeszliśmy ostatnie pół godziny i znowu tak bardzo nas nie zmoczyło. Po miesiącu nie padania. Wreszcie deszcz. Cały czerwiec i część lipca nie spadła u nas kropla deszczu praktycznie. Dookoła pustynia. Dwa tygodnie temu wyciągnąłem kosiarkę, aby w zasadzie odkurzyć ogród. Trudno było nazwać to koszeniem.
Co do moczenia się (będę szedł od tyłu linii czasu) wczoraj byliśmy na kajakach. Po raz drugi w moim życiu. Tym razem zabrałem Basią i Konrada z Lidzią. Na Białą Przemszę 21 km po dzikiej rzece. Basia, Konrad i Lidka byli zachwyceni. Nie spodziewali się jednak, że to będzie aż tak wyglądało. Teraz rzeka, a w zasadzie ten trudny odcinek jest oceniany na 3 w skali trudności. To już wygląda inaczej niż jak płynąłem trzy lata temu. Wtedy ktoś powiedział, że było to 4,5. Teraz przynajmniej nie trzeba było siadać okrakiem na pniach i przenosić kajaka. Mimo tego było bardzo trudno technicznie. Były miejsca, gdzie trzeba było się mocno rozpędzić i mimo to zawisało się na pniu. Trzy przeszkody pokonaliśmy tyłem. Nie sposób było wykręcić przed pniem.
Parę tygodni temu za to byliśmy wreszcie w górach Izerskich. Moje marzenie się spełniło aby tam pojeździć na rowerze. Byliśmy z Basią. Kwaterę mieliśmy w Harrachovie. Wjechaliśmy prawie pod sam szczyt Szrenicy. Opis całej wycieczki wraz z mapką interaktywną i trasami tu: Trzeba powiedzieć, że Basia może się już zaliczyć do górskich rowerzystek. Bardzo się cieszę, że zmieniło się jej podejście do życia zaledwie po jednym wyjeździe do Laponii. Teraz przeciwności i trudy traktuje jak wyzwania. Nie wyżywa się na mnie za nie. Oczywiście po raz drugi nie udało mi się zrobić sensownego filmu z przepłynięcia tej rzeki. Tym razem założyłem sobie kask rowerowy, aby na nim zamontować kamerę. Wiem, że głupio wyglądałem. Niestety moje poświęcenie i tak poszło na marne. Głównie sfilmowałem niebo. Dla przypomnienia film Maćka z którym płynęliśmy trzy lata temu.
W następną sobotę ruszamy na podbój rowerowy Mikulova. Wiele osób tamtędy przejeżdża jadąc do Austrii na narty. My przejechaliśmy raz w tym roku w styczniu i stwierdziłem, że musimy tam pojechać na rower. Noclegi załatwione, trasy wyznaczone. Każda trasa ma pod 100 km. Ale nie wiem czy jesteśmy w stanie przejechać jakąkolwiek jednego dnia. Jest po drodze tyle rzeczy do zobaczenia. Relacja niebawem.

Komentarze
A sprzęt dobry, bezpieczny i w miarę stabilny.
Pozazdrościć Izerów na rowerze.