Już kiedyś się chwaliłem, że Konrad był w Faktach i w TVN24 przez moment oczywiście. Dosłownie dwa, trzy zdania na temat zarobków prezesów spółek giełdowych. No i chłopak ma parcie na szkło. Teraz w Polsce w Polsacie odbywał się casting do programu Ninja Warrior. Pod wpływem kolegów zgłosił się na ten casting. W okolicach kwietnia był pod Warszawą i przeszedł eliminacje. W zasadzie tak dla zabawy, zobaczyć jak to jest w tej telewizji. No i dostał parę dni temu maila, że zakwalifikował się i w okolicach końca lipca odbędzie się pierwsze nagranie programu. Jest duża szansa zatem, że będzie w pierwszym odcinku tego widowiska. No chyba, że na samym początku odpadnie i go w ogóle nie pokażą. Z drugiej strony jak od razu odpadnie w jakiś spektakularny sposób, to jest szansa, że go pokażą. Osobiście zawsze uważałem, że tego typu programy, to po prostu pajacowanie. Nie oglądam wszelkiego typu tańców z gwiazdami, teleturniejów i innych bigbraderów. W ogóle telewizje typu TVN, czy Polsat określam jako telewizje pajacowe. Tam nawet w wiadomościach pajacują. To rozrywka dla ludzi o nijakich gustach. Nie mam tyle czasu aby tracić go na takie bzdety. Gdy jednak Konrad bierze w tym udział, perspektywa się zmienia. W żaden sposób nie mogę sobie pozwolić na jakąkolwiek krytykę. Muszę się przełamać i w każdy możliwy sposób go wspierać.
W tej chwili po okresie zimna, gdzie w maju ciągle lało i temperatura nie wychodziła powyżej 15 stopni, teraz jest dla odmiany fala upałów afrykańskich, temperatura nie schodzi poniżej 30. Nawet około 22:00 jest nadal 26 stopni. Co ciekawe, po pracy nie jest się w stanie wyjść na zewnątrz, bo upał. Natomiast wieczorem, bo żrą komary. Nie koszę od dwóch tygodni. W sumie nie dlatego, że upał, a dlatego, że boję się aby trawa nie uschła. Uschły natomiast truskawki mimo codziennego podlewania. Trudno w domu przyjmować jakichś gości, jak człowiek w samych gaciach chodzi, bo nie sposób inaczej. Wczoraj przyszła koleżanka, ledwo wytrzymałem przez godzinę ubrany, a przyszła jak już zmrok zapadał.
W sobotę byliśmy na Kocierzy, to jedyny taki aquapark na wysokości 750 m.n.p.m Na dodatek z wodą filtrowaną biologicznie. Zamówiłem tam też stolik na cztery osoby. Zjedliśmy obiad w karczmie. Co do jedzenia. W związku z tym, że w piątki mam post, to w soboty robię sobie zawsze na śniadanie bardzo, jakby to powiedzieć. Wyszukane śniadanie. Po prostu głodny cały czas myśli o jedzeniu i zwykle cały piątek planuję co sobie zjem w sobotę rano. Stąd nie jest to chleb z pomidorem, tylko zawsze wkładam w to sporo pracy. To jest tak zwana wartość dodana tego, że nie jem w piątek. Tak samo z kawą. Kawę piję tylko w sobotę i niedzielę. Dzięki temu te dni są wyjątkowe. Odkryłem właśnie jak podnieść sobie standard życia. Wcale nie mając wszystko, tylko odmawiając sobie wszystkiego. Dzięki temu doceniam takie proste rzeczy jak śniadanie sobotnie czy kawa dwa razy w tygodniu. To po prostu działa. Co do kawy. Byłem znowu oddać krew. Oczywiście czerwone skoczyły w górę, tak jak się spodziewałem. Nie miałem też skurczy od dwóch tygodni. O niebo lepiej sypiam i nie czuję się zmęczony ciągle. Za to znowu miałem problem z białymi. Jak to mówią: Jak nie urok, to sraczka, albo przemarsz wojsk. W tej chwili jestem na etapie rezygnacji w ogóle z oddawania krwi. Już się dość naoddawałem. Starczy.
To jest miejsce gdzie nie muszę pewnych rzeczy trzymać w sekrecie. Tak na 90% planujemy w przyszłym roku pojechać do Mongolli. 3000 km na czym się da. Konno, wielbłądem, pociągiem, uazem i pieszo. Z namiotem na plecach dwa tygodnie, ale będzie jazda! Zaliczymy nawet skrawek pustyni Gobi. Ale na razie o tym cicho. To tylko na blogu. To tylko plany.
W tej chwili po okresie zimna, gdzie w maju ciągle lało i temperatura nie wychodziła powyżej 15 stopni, teraz jest dla odmiany fala upałów afrykańskich, temperatura nie schodzi poniżej 30. Nawet około 22:00 jest nadal 26 stopni. Co ciekawe, po pracy nie jest się w stanie wyjść na zewnątrz, bo upał. Natomiast wieczorem, bo żrą komary. Nie koszę od dwóch tygodni. W sumie nie dlatego, że upał, a dlatego, że boję się aby trawa nie uschła. Uschły natomiast truskawki mimo codziennego podlewania. Trudno w domu przyjmować jakichś gości, jak człowiek w samych gaciach chodzi, bo nie sposób inaczej. Wczoraj przyszła koleżanka, ledwo wytrzymałem przez godzinę ubrany, a przyszła jak już zmrok zapadał.
W sobotę byliśmy na Kocierzy, to jedyny taki aquapark na wysokości 750 m.n.p.m Na dodatek z wodą filtrowaną biologicznie. Zamówiłem tam też stolik na cztery osoby. Zjedliśmy obiad w karczmie. Co do jedzenia. W związku z tym, że w piątki mam post, to w soboty robię sobie zawsze na śniadanie bardzo, jakby to powiedzieć. Wyszukane śniadanie. Po prostu głodny cały czas myśli o jedzeniu i zwykle cały piątek planuję co sobie zjem w sobotę rano. Stąd nie jest to chleb z pomidorem, tylko zawsze wkładam w to sporo pracy. To jest tak zwana wartość dodana tego, że nie jem w piątek. Tak samo z kawą. Kawę piję tylko w sobotę i niedzielę. Dzięki temu te dni są wyjątkowe. Odkryłem właśnie jak podnieść sobie standard życia. Wcale nie mając wszystko, tylko odmawiając sobie wszystkiego. Dzięki temu doceniam takie proste rzeczy jak śniadanie sobotnie czy kawa dwa razy w tygodniu. To po prostu działa. Co do kawy. Byłem znowu oddać krew. Oczywiście czerwone skoczyły w górę, tak jak się spodziewałem. Nie miałem też skurczy od dwóch tygodni. O niebo lepiej sypiam i nie czuję się zmęczony ciągle. Za to znowu miałem problem z białymi. Jak to mówią: Jak nie urok, to sraczka, albo przemarsz wojsk. W tej chwili jestem na etapie rezygnacji w ogóle z oddawania krwi. Już się dość naoddawałem. Starczy.
To jest miejsce gdzie nie muszę pewnych rzeczy trzymać w sekrecie. Tak na 90% planujemy w przyszłym roku pojechać do Mongolli. 3000 km na czym się da. Konno, wielbłądem, pociągiem, uazem i pieszo. Z namiotem na plecach dwa tygodnie, ale będzie jazda! Zaliczymy nawet skrawek pustyni Gobi. Ale na razie o tym cicho. To tylko na blogu. To tylko plany.

Komentarze
Kolejna Twoja wycieczka zapowiada się niezwykle interesująco. Życzę aby wszystkie plany dotyczące wyprawy wypaliły. Z niecierpliwością będą czekać na Twoje relacje. Brawo za pomysł. Kawał czasu upłynęło jak oglądałam świetny film o Dżyngis-chanie i jego imperium, niestety nie pamiętam tytułu...
Pozdrawiam :)