Kawał o koniu

Nie wiem może to kryzys wieku średniego, ale na to chyba już jestem jednak za stary. Pisałem już kiedyś, że przestałem jeść jakiekolwiek słodycze i pić jakikolwiek alkohol. Choć nie jestem w tym jakiś ortodoksyjny. Z alkoholem chodziło mi głównie o piwo. Piwo bardzo lubię, a najlepiej po ciężkiej pracy wieczorem. Tyle że potem chce mi się spać. Dodatkowo zaczęło mi to przeszkadzać, że czasami w lecie kończyłem pracę późno i miałem dylemat, że jak wypiję o 20:00 Po Basię trzeba jechać o 21:30, a jeszcze jakby się okazało, że samochodem, bo leje. Co wtedy, czy półtorej godziny wystarczy. Ponadto zaczęło mi się wydawać, że za często piję to piwo. Kilka razy w tygodniu. Przestałem więc definitywnie. Dałem sobie oczywiście furtkę. Mam dyspensę od słodyczy i alkoholu na wyjazdach, szczególnie zagranicznych. Nie spróbować piwa z konopiami na Słowenii? Toż to wielka strata. Wyjazd musi być pełny. Aspekt kulinarny też jest ważny. Oczywiście jak robię jakąś nową nalewkę, to muszę spróbować. Ale na tym koniec. Mam tak od października. W jeden dzień postanowiłem i koniec. Teraz na widok słodyczy, powiem szczerze, mnie mdli. W ostatni wielki piątek stwierdziłem jak post, to post. Ciekawe czy wytrzymam nic nie jedząc od obiadu we czwartek do soboty śniadania. Trudno było, ale się udało. W kolejny zwykły piątek pojawiła się myśl. A jakby w każdy piątek nie jeść nic. Dam radę, czy nie? No i od wielkiego piątku, w każdy kolejny nic nie jem. Podobno taka czystka raz na czas jest bardzo zdrowa dla organizmu. Przecież przez ostatnie sto tysiące lat ewolucji tak funkcjonowaliśmy. Ludzkość głodowała całe wieki. Nażerali się do nieprzytomności tylko wtedy jak dopadli jakiegoś mamuta, a potem znowu głód. To bzdura, że regularne jedzenie jest zdrowe, to przeczy tysiącom lat ewolucji. Przez cały piątek łapię się na tym, że ciągle myślę o tym co bym zjadł. Otwieram lodówkę i patrzę. Przypominam sobie o swoim postanowieniu i tak trwam.
W sobotę rano myślałem, że zjem konia z kopytami. Zrobiłem śniadanie i nawet połowy nie zjadłem. Musiało zostać na później. Teraz znowu jadąc na wycieczce rowerowej z Basią w sobotę. Nagle pojawiła się myśl. A może bym tak przestał pić kawę. Wyczytałem ostatnio gdzieś w artykule, że kawa i herbata nie pozwala na zatrzymanie żelaza w organizmie, wypłukuje magnez i potas. Ja mam ciągle skurcze, na dodatek już któryś raz nie oddałem krwi z uwagi na niską hemoglobinę. Postanowiłem również zrezygnować z kawy. Od poniedziałku nie piję. Wymyśliłem sobie, że tylko w sobotę i niedzielę w domu będę pił, Jaki jest dobry aspekt tego wszystkiego? Piwo wypite raz na kilka miesięcy smakuje niebiańsko, Śniadaniem w sobotę rano można się delektować. Kawa w sobotę i niedzielę będzie zapewne też wybornie smakowała. Jest takie powiedzenie, że co za dużo, to niezdrowo. Krew mam oddać 10 czerwca. Zobaczymy jaki to będzie miało wpływ na wyniki. Dodatkowo do 10 jem często wątróbkę i czerwone mięso częściej niż zwykle. Dodatkowo zielone warzywa, te też zawierają sporo żelaza. Zobaczymy co z tego wyjdzie. Kawę też uwielbiam. Kupuję różne dziwne kawy z tak zwanych Top 10 w TommyCafe. Tak sobie myślę, że to moje szaleństwo zaczęło się od postanowienia, że będę pił co dzień rano szklankę wody z sokiem cytrynowym. Teraz zamiast kawy czy herbaty w pracy piję wodę z miodem i sokiem cytrynowym. Efekt jest taki, że piję teraz znacznie więcej płynów niż przedtem. Potem doszło ćwiczenie cztery razy w tygodniu. W tym trwam nadal. Tyle, że od maja robię tylko jedną serię z braku czasu. No i tak po kolei. Przypomina mi się zawsze taki kawał z woźnicą, który oduczał konia jeść. No i koń w końcu zdechł. Zawiedziony woźnica zaklął - cholera jeszcze jeden dzień by wytrzymał i by się oduczył.

Komentarze

Ewa pisze…
Jestem pod wrażeniem Twoich postanowień. Ja również, jakiś czas temu, przez dłuższy czas, nie jadłam słodyczy i znakomicie się czułam, waga stała w miejscu, nie tyłam. Wszystko diabli wzięli podczas chemioterapii kiedy otrzymywałam sterydy - jadłam słodycze, przytyłam - nie pomagają postanowienia, zarzucam sobie słabość charakteru.
Mam nadzieję, że kierując się rozsądkiem dbasz o zdrowie.
Pozdrawiam :)
Beskidnick pisze…
A znasz to jak oficer polityczny szkolił marynarzy?
Na pokładzie zebrała się załoga, okręt na pełnym morzu, zostały na stanowiskach tylko dyżurne jednostki, reszta w dwuszeregu słucha pogadanki.
Oficer polityczny wywołał jednego z szeregu i zapytuje:
- a Wy Iwanie Iwanowiczu, kiedy Wam ojczyzna kazała rzucić picie rzuciliście?
- rzuciłem towarzyszu poruczniku!
- a jak wam ojczyzna kazała rzucić palenie rzuciliście?
- rzuciłem bym towarzyszu poruczniku!

Oficer wyraźnie zadowolony, przedstawie marynarza innym za wzór i już w żartach pyta:
- a gdyby wam Iwanie Iwanowiczu ojczyzna kazała rzucić się za burtę?
- rzuciłem się towarzyszu porucznikuuuuu!

Reasumując.
mogę przejść na wegetarianizm (z przyczyn etycznych, nie klimatycznych, czy zdrowotnych) ale rezygnować z kawy, piwa, ciacha i papieroska na wieczór nie zamierzam.