Nie wiem, ale ja chyba jestem jakiś z innej planety. Podczas mojego wyjazdu do Laponii był Geodeta w sprawie podziału tej działki. Wszystko było ustalone, dogadane z kuzynami. Dzielimy na pół jak leci. Okazało się, że w ostatniej chwili zmienili zdanie. Do podziału nie doszło. Po przyjeździe spotkałem się z nimi i okazuje się, że żądają rekompensaty za podział tej działki. W sytuacji takiej gdzie Geodeta przedstawił im plan podziału. Ich strona, która zawsze była ich, bo tak się wujek zdecydował prawie 40 lat temu. Została wyznaczona prawie półtorej ara większa. Co już samo w sobie daje zysk między 10 a 20 tyś. Przy obecnych cenach działek w tej okolicy. Ale taki podział zawsze był. Jest po prostu ogrodzenie w ten sposób. Nawet przez myśl mi nie przeszło aby to kwestionować. Na planie zagospodarowania działek Geodeta zaprojektował miejsca na ewentualne domy do zbudowania po sprzedaniu działek. Zarówno po ich stronie jak i po naszej spokojnie wchodzą domy z garażami. Teraz uwaga! Okazało się, co mi Mama zeznała. Dawno temu cała ta działka została odziedziczona przez pięcioro rodzeństwa. Dwie ciocie z uwagi na to, że nigdy tu nie mieszkały i wyprowadziły się pod granicę niemiecką. Nie były brane pod uwagę. Wtedy to państwo dzieliło i nikt nie miał za bardzo do gadania. Zostały trzy osoby, ale państwowe przepisy nie pozwalały na działkę mniejszą niż 26 arów. Można było zatem na akcie własności zapisać jedynie dwie osoby. Że jedna ciocia mieszkała już na własnej działce, znaczy męża. Z drugiej strony Wieliczki. Mama zaproponowała aby ją po prostu spłacić. Wujek, Tato tych kuzynów, z którymi teraz jest problem. Powiedział, że on nikogo spłacał nie będzie. Mama moja zatem wzięła spłatę na siebie. Wypłaciła cioci wtedy (80 rok) 20 tyś Tato brał wtedy w zakładzie pracy porzyczki i przez dwa lata po 5 tyś co pół roku spłacali ciocię. Tak po prostu ze zwykłej uczciwości. Jest na to spisana umowa. Mam ten dokument i nawet jeden ze świadków do dziś żyje. Żyją też dzieci tej spłaconej cioci. De Facto można by powiedzieć, że Mamy są dwie trzecie działki. Można też stwierdzić, brzydko mówiąc, że wujek wyłudził od Mamy połowę tych pieniędzy nie dokładając się do spłaty. Ba, można by się pokusić o stwierdzenie, że dwie trzecie domu jest Mamy. W jednej trzeciej jeszcze za moich tam czasów mieszkała Babcia. Nikt nie pisnął słowem jak kuzyn zajął po Babci tą część. Rodzice już wtedy mieszkali w Krakowie. Teraz kuzyni mi oświadczyli, że jakoby ich część działki jest mniej atrakcyjna i w związku z tym żądają ode mnie. A w zasadzie od moich rodziców 25 tyś rekompensaty. Inaczej do podziału nie dojdzie. Zablokowali go. Powiem szczerze, że jak to do mnie wreszcie dotarło, to zaczęło aż boleć. Po prostu nigdy nie spotkałem na swojej drodze takiego zachowania. Moi rodzice mają po 84 lata. Nie wiem jak przetrwają tam kolejną zimę. Nie mają prawie żadnych oszczędności. Jak można próbować wyłudzić pieniądze od kogoś w takiej sytuacji. Nie może do mnie dotrzeć, że ktoś potrafi się zdobyć na coś takiego. Jestem naprawdę z innej planety, bo nie sądzę abym potrafił coś takiego zrobić. Całe załatwienie sprawy i koszty biorę na siebie, a oni nie kiwnąwszy palcem chcą jeszcze 25 tyś? Nie wiem jak sobie z tym poradzić. Jakim cudem zdobędę pieniądze na kupno mieszkania rodzicom w rozsądnym czasie np dwóch lat. Z drugiej strony zirytowałem się też na swojego Ojca. Miał 85 prawie lat aby zadbać o swoją starość. Mieli mieszkanie w Krakowie i je sprzedali, czego byłem przeciwnikiem. Nic z tego nie zostało. Naprawdę przykro to mówić, ale rodzice nigdy nie powinni stawiać swoich dzieci w takiej sytuacji. Przecież nie powiem swojemu synowi aby się wyprowadził i wynajął sobie mieszkanie abym mógł wziąć pod dach rodziców. Najgorsze jest to, że mam cały czas wrażenie, że kuzyn Z, bo R. wydaje mi się nie jest taki i nawet pewnie się tego wstydzi. Jest pod wpływem Z. Cały czas mam taką nadzieję. Może jestem głupi, że wierzę po czymś takim nadal w dobroć, a nie oceniam, że wszyscy są podli i przebiegli. Otóż mam cały czas wrażenie, że R. Myśli, że to ja chcę sprzedać tą działkę i się obłowić. Cały czas w takim kpiącym tonie do mnie mówi jak staram się mu wytłumaczyć, że muszę w jakiś sposób rodziców stamtąd zabrać, bo są po prostu staruszkami i nie przetrwają tam kolejnego czy dwóch lat. W tej chwili dałem wszystkie dokumenty do adwokata, aby uzyskać odpowiedź jakie mam możliwości…
Okazało się, że spore. Polubowne załatwienie sprawy jest najtańsze i jak obiecałem ja je finansuje. Sprawa sądowa w razie niedogadania się jest kosztowna i długotrwała. Kosztowna po równo po obu stronach. Grozi nawet licytacją działki i domu. R zostałby wtedy bezdomny i na licytacji dostałby najniższą cenę za swoją część. Moi rodzice oczywiście też, ale mają jeszcze mnie. Ja nikomu nie chcę robić krzywdy, ani karać. Oczywiście adwokat mi powiedział, że w żaden sposób sąd im nie przyzna żadnej rekompensaty, bo jest to śmieszne...
Zadzwoniłem i powiedziałem, że oddałem sprawę do adwokata i chcę się spotkać aby przedstawić jakie w związku z tym mamy opcje. - chwila ciszy w słuchawce - i na szczęście taka groźba wystarczyła. W tej chwili podział jest już podpisany, od razu w pierwszy dzień po świętach wziąłem geodetę, na wszelki wypadek, aby się nie rozmyślili. Wreszcie mogę w miarę spokojnie spać. Choć to jeszcze potrwa pewnie z pół roku, aż naprawdę można będzie sprzedać tą część działki. Pewnie po drodze czeka mnie jeszcze sporo stresu. Niestety wiem, że nawet jeśli działka zostanie sprzedana i tak musze rodzicom dołożyć co najmniej jedną trzecią. Zburzyło mi to całkowicie bezpieczeństwo finansowe nad którym ciężko pracowałem od wielu lat. Muszę wstrzymać jakiekolwiek wydatki do momentu kupna mieszkania. Termin zero, to nie ta, ale kolejna zima. Koniec wyjazdów. Nie wiem czy gdziekolwiek w następne wakacje pojedziemy. Na szczęście te już mamy zapłacone, a i jedną wycieczkę mam darmową. Niestety zaplanowane kupno roweru i remont łazienki muszę odłożyć na co najmniej trzy do pięciu lat. Plan “B” Jest taki aby w starym domu przerobić całe ogrzewanie na gazowe. Ale trzeba myśleć pozytywnie i mieć nadzieję, że jednak działka się szybko i drogo sprzeda i nie będzie tak źle. Dodatkowo muszę przekuć te problemy w sukces. Plan jest taki, abym kupił to mieszkanie na siebie nawet jeśli kupimy je za sprzedaną działkę i powoli latami spłacić rodziców. Takie mieszkanie w Krakowie, to nasza polisa na starość, bo możemy tam zamieszkać, możemy sprzedać i odzyskać pieniądze. Na pewno jest to doskonała lokata kapitału. Może tam zamieszkać kiedyś Konrad. Wreszcie możemy je wynajmować i mieć tak zwany trzeci filar emerytalny. Same pozytywy, tyle, że kosztują na wstępie wiele wyrzeczeń. Ale w taki sposób właśnie dba się świadomie o swoją przyszłość. Najpierw coś poświęcając, a nie licząc, że potem jakoś to będzie i ktoś za mnie coś zrobi. Zwalę swój problem na kogoś i z głowy. Jeśli uda mi się jakimś cudem kupić mieszkanie za swoje wcześniej, a potem sprzedamy działkę. Blokuje rodzicom fundusze. Zero rozdawnictwa tak jak miało to miejsce wcześniej ja będę tym funduszem zarządzał do końca. Rodzice nie będą już młodsi i sprawniejsi, jeszcze nie wiadomo co mnie czeka. Skoro Ojciec sam nie zadbał o bezpieczeństwo na starość, ja muszę. Potem dopiero przejdzie ten fundusz jako spadek dla Konrada bowiem ja się zrzekłem spadku po rodzicach dobrych dziesięć lat temu. Spadkobiercom jedynym i całkowitym jest Konrad.
Co do wakacji w chudych latach też mam plan, już to praktykowaliśmy. Ja aby naładować baterie jeździłem z namiotem po beskidach. To są darmowe wczasy, na dodatek się śmieję, że odchudzające. Mam już co najmniej dziesięć pomysłów atrakcyjnych miejsc, gdzie tygodniowy koszt wakacji na dwie osoby to kilkaset zł. Tak robiliśmy do tej pory. Zwykle kosztował nas jedynie przejazd i dwie trzy stówy na nocleg. Jak się jedzie na zadupie w Czechy, Polskę, czy Słowację można wynająć za grosze nocleg. Kiedyś nocowaliśmy w górach za 17 zł od osoby, to było pięć lat temu. Na dodatek mieliśmy cały stary drewniany dom do dyspozycji. Owszem było 20 km do najbliższego sklepu. Ale my właśnie chcemy na zadupie...
Okazało się, że spore. Polubowne załatwienie sprawy jest najtańsze i jak obiecałem ja je finansuje. Sprawa sądowa w razie niedogadania się jest kosztowna i długotrwała. Kosztowna po równo po obu stronach. Grozi nawet licytacją działki i domu. R zostałby wtedy bezdomny i na licytacji dostałby najniższą cenę za swoją część. Moi rodzice oczywiście też, ale mają jeszcze mnie. Ja nikomu nie chcę robić krzywdy, ani karać. Oczywiście adwokat mi powiedział, że w żaden sposób sąd im nie przyzna żadnej rekompensaty, bo jest to śmieszne...
Zadzwoniłem i powiedziałem, że oddałem sprawę do adwokata i chcę się spotkać aby przedstawić jakie w związku z tym mamy opcje. - chwila ciszy w słuchawce - i na szczęście taka groźba wystarczyła. W tej chwili podział jest już podpisany, od razu w pierwszy dzień po świętach wziąłem geodetę, na wszelki wypadek, aby się nie rozmyślili. Wreszcie mogę w miarę spokojnie spać. Choć to jeszcze potrwa pewnie z pół roku, aż naprawdę można będzie sprzedać tą część działki. Pewnie po drodze czeka mnie jeszcze sporo stresu. Niestety wiem, że nawet jeśli działka zostanie sprzedana i tak musze rodzicom dołożyć co najmniej jedną trzecią. Zburzyło mi to całkowicie bezpieczeństwo finansowe nad którym ciężko pracowałem od wielu lat. Muszę wstrzymać jakiekolwiek wydatki do momentu kupna mieszkania. Termin zero, to nie ta, ale kolejna zima. Koniec wyjazdów. Nie wiem czy gdziekolwiek w następne wakacje pojedziemy. Na szczęście te już mamy zapłacone, a i jedną wycieczkę mam darmową. Niestety zaplanowane kupno roweru i remont łazienki muszę odłożyć na co najmniej trzy do pięciu lat. Plan “B” Jest taki aby w starym domu przerobić całe ogrzewanie na gazowe. Ale trzeba myśleć pozytywnie i mieć nadzieję, że jednak działka się szybko i drogo sprzeda i nie będzie tak źle. Dodatkowo muszę przekuć te problemy w sukces. Plan jest taki, abym kupił to mieszkanie na siebie nawet jeśli kupimy je za sprzedaną działkę i powoli latami spłacić rodziców. Takie mieszkanie w Krakowie, to nasza polisa na starość, bo możemy tam zamieszkać, możemy sprzedać i odzyskać pieniądze. Na pewno jest to doskonała lokata kapitału. Może tam zamieszkać kiedyś Konrad. Wreszcie możemy je wynajmować i mieć tak zwany trzeci filar emerytalny. Same pozytywy, tyle, że kosztują na wstępie wiele wyrzeczeń. Ale w taki sposób właśnie dba się świadomie o swoją przyszłość. Najpierw coś poświęcając, a nie licząc, że potem jakoś to będzie i ktoś za mnie coś zrobi. Zwalę swój problem na kogoś i z głowy. Jeśli uda mi się jakimś cudem kupić mieszkanie za swoje wcześniej, a potem sprzedamy działkę. Blokuje rodzicom fundusze. Zero rozdawnictwa tak jak miało to miejsce wcześniej ja będę tym funduszem zarządzał do końca. Rodzice nie będą już młodsi i sprawniejsi, jeszcze nie wiadomo co mnie czeka. Skoro Ojciec sam nie zadbał o bezpieczeństwo na starość, ja muszę. Potem dopiero przejdzie ten fundusz jako spadek dla Konrada bowiem ja się zrzekłem spadku po rodzicach dobrych dziesięć lat temu. Spadkobiercom jedynym i całkowitym jest Konrad.
Co do wakacji w chudych latach też mam plan, już to praktykowaliśmy. Ja aby naładować baterie jeździłem z namiotem po beskidach. To są darmowe wczasy, na dodatek się śmieję, że odchudzające. Mam już co najmniej dziesięć pomysłów atrakcyjnych miejsc, gdzie tygodniowy koszt wakacji na dwie osoby to kilkaset zł. Tak robiliśmy do tej pory. Zwykle kosztował nas jedynie przejazd i dwie trzy stówy na nocleg. Jak się jedzie na zadupie w Czechy, Polskę, czy Słowację można wynająć za grosze nocleg. Kiedyś nocowaliśmy w górach za 17 zł od osoby, to było pięć lat temu. Na dodatek mieliśmy cały stary drewniany dom do dyspozycji. Owszem było 20 km do najbliższego sklepu. Ale my właśnie chcemy na zadupie...

Komentarze