Klęska urodzaju

Pisałem, że byliśmy w Austrii na zjazdówkach i biegówkach. Kolega chciał jeszcze wziąć narty skitourowe, ale mu to wyperswadowałem. Efekt był i tak taki, że on przeszedł łącznie niespełna pięć kilometrów w jeden dzień, a my łącznie ponad sto. Co dzień z rana jechaliśmy na stok pojeździć na zjazdówkach. Potem około 13-14 kończyliśmy aby ruszyć na biegówki. W jeden dzień zrobiliśmy trasę ponad 25 km. Często wracaliśmy już z czołówkami. Zresztą oni jeździli też na zasadzie dwa zjazdy - piwo, dwa zjazdy obiad. I tak dalej. My wydaliśmy tam łącznie 15 euro za tydzień. Mieliśmy śniadania w cenie pokoju. To jest Austria, tam śniadanie wyglądało tak na dwie osoby: Osiem bułek różnego rodzaju, talerz wędlin, talerz serów żółtych, dwa serki topione, jeden biały. Masło, dwa paszteciki. Dwa rodzaje dżemu i miód. Kawa, sok, płatki owsiane i cięte owoce lub dwa jogurty. Jakiś owoc i ciasto.
Naprawdę ani raz nie udało nam się nawet połowy tego zjeść. Pani była bardzo zestresowana, bo mówiła tylko po Niemiecku, a usiłowała się dopytać czy jesteśmy zadowoleni, czy nam smakuje i czy dobrze nam się śpi. Ja za każdym razem odpowiadałem “ales ok”, albo nawet “ales perfekt” Nauczyłem się jeszcze parę zwrotów o pyszności śniadania i od czasu do czasu ją tymi stwierdzeniami raczyłem. Potem wpadłem na pomysł i rozmawialiśmy za pomocą google translator. Naprawdę doskonale to działa. Trzeba mieć tylko dostęp do sieci. Ale w UE nie ma z tym problemu. Jadąc tam byłem przekonany, że wszyscy będą tam śmigali na nartach, a ja będę się czuł jak ostatni łamaga. Nie żebym nie umiał jeździć, ale nigdy w Alpach nie byłem. Było nas ponad 20 osób, bardzo miłe towarzystwo. Trochę taka grupa tetryków, bo my wszyscy ponad 50. Ale było bardzo wesoło i miło.
Okazało się, że jak ja to nazywam zdecydowana większość zsuwała się po stoku, a nie jeździła. Basia też zablokowała się na dwa dni, ale potem jej przeszło. No te stoki jednak różnią się poziomem trudności od naszej Kasina Ski, czy Białki. W zasadzie jedna osoba umiała naprawdę dobrze jeździć. Jako stary pierdzioch łasy na pochwały młodych dziewcząt. Muszę się pochwalić, że po jakimś jednym zjeździe gdy się zatrzymałem czekając na Basię. Podjechała do mnie młoda urocza dziewczyna i mówi. “Ale pan szybko jeździ, jak błyskawica i tak ładnie” Trochę się speszyłem i odpowiedziałem: “Pusto na stoku, to można sobie pozwolić” Było naprawdę pusto, byliśmy w małej wioseczce. Górka jedna do jeżdżenia, tylko 14 tras. Jak na warunki alpejskie, bardzo skromnie. Powrót jednak nie był już tak wspaniały. W drodze powrotnej niestety zepsuł się samochód kolegi. Dosłownie po 100 metrach. Pękła sprężyna w zawieszeniu. Oczywiście to sobota. Austriacy nic nie zrobią w sobotę, czy niedzielę.
Nawet wsiowy mechanik ma wolne. Banalna rzecz, ale będzie dopiero na poniedziałek po południu. Załamaliśmy się. Oczywiście ubezpieczenie pokryje hotel do poniedziałku. Ale siedzieć tu tyle, po co? Od czego ma się przyjaciół i znajomych. Wrócili się z 50 kilometrów drogi. Przepakowaliśmy samochody. Przesiedliśmy się i kolega pojechał tym uszkodzonym pustym, a my za nim w charakterze asysty. Po drodze załatwiliśmy wymianę sprężyny w Gliwicach. W Polsce jeszcze wszystko się da. Zajechaliśmy do brata L. ale była już prawie 20:00 Kolega starał się nie przekraczać tym samochodem 90-tki. Tam znowu przepakowaliśmy się w samochód brata L. i ja już tym samochodem pojechałem do Krakowa za uszkodzonym L. Koniec końców byliśmy po 23:00 w domu i spełniła się moja przepowiednia, że jedziemy samochodem L.
ale pewnie okaże się, że ja będę musiał prowadzić.

A co do tytułu. To byliśmy już w Austrii na nartach, jedziemy za krąg polarny do tej Laponii, potem w maju Słowenia i Istria rowerem. No i gdzieś pod koniec tamtego roku z tego mojego wyjazdu do Nepalu został ogłoszony konkurs fotograficzny. Znaczy z tego biura ze wszystkich wyjazdów roku 2018. Wysłałem trzy zdjęcia i zapomniałem. Aż tu nagle na FB ogłoszenie wyników i okazuje się, że zdobyłem główną nagrodę. Dowolną darmową wycieczkę. Ograniczenie jedynie jest takie, że nie może to być wycieczka lotnicza. No i wybrałem MTB Czarnogóra pod koniec sierpnia. Poziom trudności C/D. “D” jest najwyższa. Będziemy jechali między innymi przez góry piekielne. A poniżej zdjęcie którym wygrałem konkurs:

Komentarze

Beskidnick pisze…
pozazdrościć.
Ewa pisze…
Ech, jak ja bym chciała pośmigać na nartach zjazdowych. Po pięćdziesiątce dwa razy w sezonie pędziłam w góry, a po sześćdziesiątce dopadała mnie choroba i narty się skończyły. Teraz marzy mi się chociażby ośla łączka...
Dopóki masz kondycję i dobre zdrowie śmigaj na nartach, na rowerze, na czymkolwiek..., na starość będzie co wspominać...
Gratuluję nagrody, w pełni zasłużonej!