Paczkomat

Ale ze mnie chyba “dupa wołowa” Miałem dziś do odebrania dwie paczki w tym samym paczkomacie w tym samym czasie. Już kiedyś miałem przy takiej okazji problem. Dziś dodatkowo spieszyłem się do fryzjera. Ponadto była zawierucha i sypnęło śniegiem. Ja oczywiście w sweterku i koszulce z krótkim rękawem. Z garażu do garażu to więcej nie potrzebuję. Odebrałem pierwszą paczkę za pomocą kodu QR. Próbuję drugą i komunikat “ups! chyba już odebrałeś paczkę” Już kiedyś tak miałem. Wtedy za którymś razem się udało. Nie byłem wtedy pewien, czy czasami nie myliłem SMS-ów z kodami. Teraz próbowałem kilkakrotnie i nawet wpisywać zwykłe kody i nic. Na domiar złego po chwili doszedł mail z potwierdzeniem odbioru obu paczek. No i teraz nie wiem czy czasami nie otwarła się jednak skrytka, a ja to przegapiłem. Z domu, po fryzjerze zadzwoniłem na infolinię i powiedziałem jak jest. Pani stwierdziła, że kurier zablokuje skrytkę i jeśli przesyłka nadal jest, przełoży ją do innej skrytki i dostanę ponownie SMS-a z kodem do odbioru. Ja cały czas mam poczucie, że jednak skrytka się otwarła tylko ja w amoku nie zarejestrowałem tego faktu. I teraz jeśli są uczciwi ludzie, to nikt sobie nie przywłaszczył nie swojej paczki i skrytka nadal jest otwarta.
Jutro rano w drodze do pracy podjadę pod paczkomat i sprawdzę. Pani na infolinii powiedziała mi jeszcze, że może drzwiczki się zacięły i trzeba w nie postukać. Posiłować się trochę z nimi. Podała mi która to skrytka. Zobaczymy, liczę na uczciwość ludzką. Wartość jest niewielka przesyłki, to po prostu części elektroniczne, nikomu się nie przydadzą.

Dla przeciwwagi, wczoraj w sklepie kupowałem dwa alkohole na prezent. Jeden i drugi kosztował czterdzieści parę złotych. Do tego banany, cytryny i coś tam jeszcze drobnego. Pani przy kasie kasuje i podaje mi kwotę trochę ponad 70 zł. Ja pakuję i tak mnie tknęło. No zaraz skoro oba alkohole były po czterdzieści parę, to jakim cudem mam do zapłacenia siedemdziesiąt parę. Mówię pani, że chyba coś źle policzyła. No faktycznie skasowała tylko jeden alkohol. Pewnie, że to wielki hipermarket i dziennie ma tego typu strat na parę tysięcy, ale jakoś sumienie mi nie pozwoli. Pewnie, że kantują klientów jak się tylko da. To taki odwieczny dylemat, czy można okraść złodzieja?

Z innych rzeczy, bo przecież ja ciągle muszę sobie dokładać roboty, to kupiłem słoninę i topię na smalec. Trochę roboty przy tym jest.
Trzeba drobno pokroić, do tego trochę boczku, trochę cebulki. Ten z dwa i pół kilo słoniny robię jeszcze z orzechami. Drobno posiekałem i pod koniec wytapiania dodałem dwie garście. Topiłem po dwie godziny przez trzy dni. Na koniec przestudziłem trochę i do słoików. Już dwa wszamaliśmy. Nie ma żadnego porównania z takim sklepowym. Trochę wysiłku, a smakołyk nieziemski. No co prawda nie każdy lubi takie prawdziwe jedzenie.

No i przechodzimy do wycieczek. Państwo sprawiło prezent w postaci wolnego w poniedziałek aby poświętować rocznicę Niepodległości. No to ja pojechałem świętować na Słowację. Tam lepsze piwo mają, choć nadal nie piję. Oj trudno było odmówić sobie piwa, kofoli i margotek na wyjeździe. Ale kupiłem dla rodziny. Pojechałem do Słowackiego Raju na rower. No oczywiście nie jeździłem po ferratach. Jest tam mnóstwo świetnych tras rowerowych. Dojechałem tam w sobotę około 8:00 rano. Na parkingu 2 stopnie. A ja z marszu 400 metrów w górę na 1050. Ja pierdziu jak tam wiało i było zimno, a ja cały spocony. Lało się prawie po mnie po takim podjeździe. Puściłem się w dół na drugą stronę. Jeszcze gorzej, bo jeszcze bardziej wieje jak się zjeżdża.
Na dole zatrzymałem się i ubrałem kolejną warstwę i jeszcze jedne skarpetki. Niestety po paru kilometrach zaczął się kolejny podjazd. No nie ma się jak ubrać. Ale trasę prawie 6 dych zrobiłem. Zjechałem na kwaterę, bardzo fajna miejscówka. Na drugi dzień zweryfikowałem trasę i trochę skróciłem. Miałem jechać ponad siedemdziesiąt. Spłaszczyłem trochę i pojechałem trochę ponad pięćdziesiąt. Na kolejny ostatni dzień wybrałem się już pieszo. Oczywiście największa ferrata jest zamknięta od listopada do czerwca. Ale i tak zrobiłem fajną trasę. Wyjazd udany, ale zimno jak diabli.

No a teraz, bo początek tego posta zacząłem pisać we wtorek, a dziś już piątek. Oczywiście, że skrytka była otwarta, istotnie otwarła się minimalnie, ale trzeba być ofiarą losu aby nie spojrzeć na cały paczkomat. Przy samej ziemi była skrzynka. Na szczęście do rana nikt nie wyjął przesyłki. Ale ubolewam sam nad sobą.

Komentarze

Beskidnick pisze…
Bywa, miałem podobnie, tyle ze jedna paczucha była dla mnie druga dla syna, po długiej walce, się udało, zawiodła wtedy weryfikacja numeru, teraz przy QeRach raczej problemów nie miewałem. Ale i tak zamawiamy już do innych paczkomatów, tak żeby jemu było po drodze ze szkoły (zazwyczaj jednak zapomina i potem kręci na rowerze) a mi wygodnie na spacerze z psem.

Trasy malownicze. Sam bym tam chętnie pośmigał, na pewno mordercze ale samo patrzenie na zdjęcia przydaje endorfin.

Mi ostatnio odbiło i jadąc rankim do pracy zajechałem jeszcze na "Marcinkę" niby nic, bo się trasa wydłuzyła o raptem 7 km, ale podjazd bez rozgrzewki spowodował że miałem serce w przełyku, a potem duszę na ramieniu na zjezdzie, bo mi się los Szurkowskiego nie marzył.
Marzena pisze…
Z paczkomatami chyba każdy miał jakieś przygody. Kiedyś odebrałam przesyłkę, sprawdzam w domu a tam tylko połowa zamówienia a faktura do zapłaty na całość. Zanim dodzwoniłam się do dostawcy minęła godzina a mój poziom adrenaliny sięgnął zenitu. Okazało się, że spakowali w dwa kartony opisane cyframi. Rzeczywiście, doczytałam się wtedy, że mam opakowanie nr 2. No super, kurier nie włożył do skrytki opakowania nr 1. Dzwonię na infolinie prawie że z pretensjami, a pani grzecznie, że wyśle jeszcze raz kod odbioru, żeby sprawdzić skrytkę. Poszłam. Skrytka na wysokości moich oczu. Patrzę, w głębi leży szare pudło... 5 cm wzrostu więcej niby nic, a mogłoby zaoszczędzić nerwy i 2 stracone godziny.