No i kolejny wyjazd z horyzontami, tym razem Włochy i Szwajcaria. Wycieczka nazywa się: “Niczym Alpejskie zwierciadła” Nazwę bierze z jezior wokół których jeździliśmy na rowerze. Tym razem jednak troszkę byliśmy zawiedzeni. Owszem zawsze pewnie już będziemy porównywali do pierwszego wyjazdu. Tu z uwagi na to, że jazda jest wokół jezior. A jeziora są otoczone zewsząd wysokimi górami. Nie ma gdzie zrobić rozsądnych tras rowerowych. Zwykle najbliższa droga jeziora wiedzie nad urwiskiem, które wpada do jeziora. Z kolei nad drogą górują wysokie szczyty. Stąd jeździliśmy drogami publicznymi i to czasami o sporym ruchu. Zresztą Włosi chyba nie bardzo jeżdżą na rowerach. Nie ma tam praktycznie w ogóle infrastruktury rowerowej. Oni wolą te swoje bzykawki, które doprowadzały nas do szału. Mieszkaliśmy w małej mieścinie Cittiglio. Ogólnie mam wrażenie, że tam czas zatrzymał się jakieś dwadzieścia lat temu. Warunki hotelowe też niespecjalnie. Trochę taki socjalizm późne lata osiemdziesiąte. Pokrzywione chodniki, dziury w drogach, odrapane kamienice. Natomiast Szwajcaria, jak w przysłowiowym zegarku. Śliczniutka, czyściutka i wszystko wręcz perfekcyjne. Dwukrotnie też byliśmy trochę wyżej. Dwie wycieczki, to był wjazd autokarem. Raz na 1700, a raz na 1200 i hajda w dół na rowerach. Tym razem też te trasy wokół jezior były bardziej górzyste. Trochę trzeba było się pomęczyć. O dziwo, tu ekipa miała już niezłą kondycję. W zasadzie nie było żadnych maruderów i nikt nie wsiadał do autokaru. Zaskoczyła mnie dla odmiany roślinność. Była tam niesamowita ilość palm. Nawet były bananowce i bambus. Na tej wycieczce praktycznie nie było nic do zwiedzania. Jedynie odwiedziliśmy Sacro Monte, to takie wzgórze na które wjechaliśmy kolejką i tam można zwiedzić kilkadziesiąt budynków, niby kapliczek w których są niesamowite rzeźby. Rzeźby przedstawiają różne sceny biblijne i sceny Męki Pańskiej. Są niesamowite. Postacie są bardzo sugestywne, naturalnych rozmiarów i mają prawdziwe włosy i brody. Na koniec zwiedzaliśmy Mediolan. Taki sobie. Ale moja ocena jest zaniżona przez to, że miasta mnie po prostu nużą. Wchodziliśmy do katedry, gdzie przed wejściem, każdy przechodził kontrolę osobistą, a ja oczywiście miałem wielki nóż w plecaku. Zapomniałem jedynie zabrać granatów. Okropnie mnie ten świat irytuje, ale taki sobie sami stworzyliśmy, no to mamy za swoje. Katedra jak katedra. Wielka i ciemno. W Mediolanie tak naprawdę najbardziej mnie zainteresował park Sempione, w którym spędziliśmy dwie godziny wolnego czasu. Szkoda, że tak późno załapałem, że jest tam wieża obserwacyjna. Nie zdążyliśmy się już na nią wdrapać.
A na przyszły rok mamy już zamówioną wycieczkę na przerwę majową. Jedziemy na Istrię. Po drodze zatrzymamy się na Słowenii dwa dni. Zwiedzimy jaskinię Postojna i tam pojeździmy, a potem na Chorwację i tam reszta jazdy. Na jesień prawdopodobnie, jak starczy z funduszu wczasowego - Toskania po wybrzeżu. No oczywiście, że rowerem. No i jeszcze... cicho sza! Coś tak spektakularnego jak himalaje tegoroczne. Na razie nic nie pisnę aby nie zapeszyć. No bo to z Baśką chce. Nie, nie rower. To by się odbyło pod koniec marca. My i pustka dookoła. Ale dość ględzenia, niech przemówią obrazy.
A na przyszły rok mamy już zamówioną wycieczkę na przerwę majową. Jedziemy na Istrię. Po drodze zatrzymamy się na Słowenii dwa dni. Zwiedzimy jaskinię Postojna i tam pojeździmy, a potem na Chorwację i tam reszta jazdy. Na jesień prawdopodobnie, jak starczy z funduszu wczasowego - Toskania po wybrzeżu. No oczywiście, że rowerem. No i jeszcze... cicho sza! Coś tak spektakularnego jak himalaje tegoroczne. Na razie nic nie pisnę aby nie zapeszyć. No bo to z Baśką chce. Nie, nie rower. To by się odbyło pod koniec marca. My i pustka dookoła. Ale dość ględzenia, niech przemówią obrazy.
![]() |
| Więcej w Niczym Alpejskie zwierciadła |


Komentarze
I tak w ogóle to widzę, że u Ciebie dzieje się że ho ho!
Pozdrawiam ciepło :)