Coraz mniej czasu i chyba chęci na pisanie tego bloga. Jest facebook i chyba on stał się takim pamiętnikiem codziennym. Choć w nim nie tak prosto znaleźć okruchy przeszłości. Nie chcę porzucać tego, tu miejsca. Choć boję się czy google w pewnym momencie wszystkiego nie zamknie. Zresztą z FB też może się tak stać. Nikt nie zagwarantuje ciągłości. Po prostu może powstać coś innego na co się wszyscy przesiądą. Choć trudno sobie wyobrazić, że takie BigData zniknie bezpowrotnie i nikt nie będzie chciał tego przejąć. No ale takim czynnikiem mogą być po prostu użytkownicy.
Tak z innej beczki, uświadomiłem sobie ostatnio jakie przełomowe, rewolucyjne zmiany zaszły za mojego życia. Tak z ostatniej chwili, w zasadzie dzieje się to na naszych oczach. Mam tu na myśli doniesienia z Enceladusa. Inne życie i to w naszym układzie słonecznym. No może trochę przesadzam. Nie odkryto może zielonych ludzików, ale złożone cząsteczki organiczne. Nie metan, a wiele bardziej złożone cząsteczki, co praktycznie jest dowodem na istnienie jakiegoś życia. Choćby bakterii. A dosłownie 20 lat temu, nagle jeden facet, dostał zresztą nagrodę nobla za to. Stwierdził na podstawie zbadania czterdziestu kilku supernowych, że wszechświat się rozszerza coraz szybciej. Najśmieszniejsze jest to, że ponownie po wielu latach do słynnego wzoru Einsteina musiała wrócić stała kosmologiczna lambda wszystko za sprawą ciemnej energii i materii. Wcześniej wstawił ją tam sam Einstein aby wszechświat stanął w miejscu. Dzięki Hubblowi znowu ruszył i uradowany Einstein mógł przywrócić piękno wzoru. A również całkiem niedawno, no trochę przed moim urodzeniem nagle okazało się, że nasza galaktyka nie jest jedyna. Są ich miliardy. (Znowu Hubble) To kolejny cios dla egocentryzmu.
A wracając do BigData nie zdajemy sobie sprawy jakie ogromne możliwości to stwarza, jakie perspektywy otwiera. Na naszych oczach rodzi się też sztuczna inteligencja, największe zagrożenie jakie można sobie wyobrazić. Bomby atomowe razem wzięte, to pikuś przy zagrożeniu jakie to niesie. Tak naprawdę wszystkie te rzeczy to niecałe ostatnie 100 lat naszej historii, a ja przeżyłem z tego połowę. To mnie ostatnio bardzo zafascynowało, że większość prawd objawiła się za mojego życia.
No ale znowu filozofuje. Wróćmy na ziemię. Kupiliśmy sobie ostatnio stół do ping-ponga. Marzył mi się od jakiegoś czasu. Trochę jest kłopot z przechowywaniem go. Co prawda jest odporny na warunki atmosferyczne. Może stać nawet na deszczu i mrozie. Ale jakoś tak wydaje mi się, że jak będzie stał jednak w garażu, czy domku gospodarczym pożyje znacznie dłużej. Jednak w garażu trochę przeszkadza, dziś dokupiłem pokrowiec dla niego i będzie stał pod balkonem. Po sezonie pójdzie do domku gospodarczego.
Tamten rok sponsorowały dżemy wszelkiej maści. Choć i w tym zrobiłem ich bez liku. Zrobiłem nawet z rabarbaru. Skończyły mi się niestety słoiki. Natomiast w tym roku robię soki. Kupiłem sobie sokownik i jest już około 15 litrów soków. Kłopot z butelkami, bo powinny być takie z zakrętką typu twist, jak w słoikach. Wypatrzyłem w Auchan szklane z sokami przecierowymi, głównie z marchewką. Piję je teraz nagminnie. Co dzień mam w pracy jedną butlę 750 ml. Jedna z sokiem kosztuje 1.69. Najtaniej widziałem za sześć sztuk pustych niecałe 7 zł. To ja już wolę sobie wypić przy okazji sok. Na wycieczkę rowerową też takie kupuje. W sumie to bardzo dobre te soki. Przedwczoraj przerobiłem siedem kilogramów czarnej porzeczki. Oczywiście wszystkie owoce z własnego ogrodu. Wczoraj kolejne 5 kg. Do tego obrałem 3 kilo wiśni. Mam takie malutkie, prawie jak dzikie. Ale jak dojrzeją stają się czarne i przepyszne. Zalałem je białym rumem i zasypałem cukrem. Będą do lodów i ciast. Te są z pestkami. Bo w zasadzie nie sposób ich wydrylować. Ale wcześniej taki sam słój zrobiłem wydrylowanych takich wielkich. Tak zwanych szklanek. Jest w tym roku takie mnóstwo owoców. Oczywiście już złamała się jedna śliwa. Dwa dni ją ciąłem. Odpadło prawie pół drzewa.
Równo za miesiąc jedziemy na Ukrainę, tym razem pieszo po Karpatach, ale w ostatni dzień jest przewidziane zwiedzanie Lwowa. A za kolejny miesiąc rowerek w Alpach, tym razem w okolicy jezior na granicy Szwajcarsko-Włoskiej i tam z kolei w ostatni dzień zwiedzimy Mediolan. A na kolejny rok mam taką ilość kierunków, że nie wiem na razie na co się zdecydować. Przede wszystkim. Jeśli tylko uda mi się Basię przekonać, to Laponia na nartach BC. To jest taka trochę hardkorowa wyprawa. Idzie się w parach ciągnąc sanie z ekwipunkiem i jedzeniem od chatki myśliwskiej do chatki. Jedne sanie na dwie osoby. Dzienne dystanse w okolicy 20 km. W chatce nie ma prądu, ani wody. Nie ma też łazienki, czy nawet zlewu. Wychodek jest na zewnątrz. Wodę uzyskuje się topiąc śnieg. Oczywiście jak się dojdzie do chatki, trzeba narąbać drewna i rozpalić. Trochę trwa zanim zrobi się ciepło. Ale przygoda na miarę Annapurny. Inne propozycje, to ja sam rowerowo. Dachem świata. Pamir - Tadżykistan. Coś w stylu Annapurny. Tylko 800-1000 km w 16 dni. Z czego sporo trasy w okolicach 4000 metrów. Najwyższy punkt to coś koło 4600. Jeszcze inna - Lafoty rowerowo z namiotem, bo tam drogo. Albo Transfogarska w Rumuni. W sumie najtańszy wyjazd i najbardziej mnie kusi. Wtedy moglibyśmy sobie pozwolić jeszcze na wyjazd z Basią i tu propozycja rowerek w okolicy jeziora Bodeńskiego. Wtedy zaliczamy cztery kraje na raz. Niemcy, Austria, Szwajcaria i Lichtenstein. Nie wiem co wybrać.
Tak z innej beczki, uświadomiłem sobie ostatnio jakie przełomowe, rewolucyjne zmiany zaszły za mojego życia. Tak z ostatniej chwili, w zasadzie dzieje się to na naszych oczach. Mam tu na myśli doniesienia z Enceladusa. Inne życie i to w naszym układzie słonecznym. No może trochę przesadzam. Nie odkryto może zielonych ludzików, ale złożone cząsteczki organiczne. Nie metan, a wiele bardziej złożone cząsteczki, co praktycznie jest dowodem na istnienie jakiegoś życia. Choćby bakterii. A dosłownie 20 lat temu, nagle jeden facet, dostał zresztą nagrodę nobla za to. Stwierdził na podstawie zbadania czterdziestu kilku supernowych, że wszechświat się rozszerza coraz szybciej. Najśmieszniejsze jest to, że ponownie po wielu latach do słynnego wzoru Einsteina musiała wrócić stała kosmologiczna lambda wszystko za sprawą ciemnej energii i materii. Wcześniej wstawił ją tam sam Einstein aby wszechświat stanął w miejscu. Dzięki Hubblowi znowu ruszył i uradowany Einstein mógł przywrócić piękno wzoru. A również całkiem niedawno, no trochę przed moim urodzeniem nagle okazało się, że nasza galaktyka nie jest jedyna. Są ich miliardy. (Znowu Hubble) To kolejny cios dla egocentryzmu.
A wracając do BigData nie zdajemy sobie sprawy jakie ogromne możliwości to stwarza, jakie perspektywy otwiera. Na naszych oczach rodzi się też sztuczna inteligencja, największe zagrożenie jakie można sobie wyobrazić. Bomby atomowe razem wzięte, to pikuś przy zagrożeniu jakie to niesie. Tak naprawdę wszystkie te rzeczy to niecałe ostatnie 100 lat naszej historii, a ja przeżyłem z tego połowę. To mnie ostatnio bardzo zafascynowało, że większość prawd objawiła się za mojego życia.
No ale znowu filozofuje. Wróćmy na ziemię. Kupiliśmy sobie ostatnio stół do ping-ponga. Marzył mi się od jakiegoś czasu. Trochę jest kłopot z przechowywaniem go. Co prawda jest odporny na warunki atmosferyczne. Może stać nawet na deszczu i mrozie. Ale jakoś tak wydaje mi się, że jak będzie stał jednak w garażu, czy domku gospodarczym pożyje znacznie dłużej. Jednak w garażu trochę przeszkadza, dziś dokupiłem pokrowiec dla niego i będzie stał pod balkonem. Po sezonie pójdzie do domku gospodarczego.
Tamten rok sponsorowały dżemy wszelkiej maści. Choć i w tym zrobiłem ich bez liku. Zrobiłem nawet z rabarbaru. Skończyły mi się niestety słoiki. Natomiast w tym roku robię soki. Kupiłem sobie sokownik i jest już około 15 litrów soków. Kłopot z butelkami, bo powinny być takie z zakrętką typu twist, jak w słoikach. Wypatrzyłem w Auchan szklane z sokami przecierowymi, głównie z marchewką. Piję je teraz nagminnie. Co dzień mam w pracy jedną butlę 750 ml. Jedna z sokiem kosztuje 1.69. Najtaniej widziałem za sześć sztuk pustych niecałe 7 zł. To ja już wolę sobie wypić przy okazji sok. Na wycieczkę rowerową też takie kupuje. W sumie to bardzo dobre te soki. Przedwczoraj przerobiłem siedem kilogramów czarnej porzeczki. Oczywiście wszystkie owoce z własnego ogrodu. Wczoraj kolejne 5 kg. Do tego obrałem 3 kilo wiśni. Mam takie malutkie, prawie jak dzikie. Ale jak dojrzeją stają się czarne i przepyszne. Zalałem je białym rumem i zasypałem cukrem. Będą do lodów i ciast. Te są z pestkami. Bo w zasadzie nie sposób ich wydrylować. Ale wcześniej taki sam słój zrobiłem wydrylowanych takich wielkich. Tak zwanych szklanek. Jest w tym roku takie mnóstwo owoców. Oczywiście już złamała się jedna śliwa. Dwa dni ją ciąłem. Odpadło prawie pół drzewa.
Równo za miesiąc jedziemy na Ukrainę, tym razem pieszo po Karpatach, ale w ostatni dzień jest przewidziane zwiedzanie Lwowa. A za kolejny miesiąc rowerek w Alpach, tym razem w okolicy jezior na granicy Szwajcarsko-Włoskiej i tam z kolei w ostatni dzień zwiedzimy Mediolan. A na kolejny rok mam taką ilość kierunków, że nie wiem na razie na co się zdecydować. Przede wszystkim. Jeśli tylko uda mi się Basię przekonać, to Laponia na nartach BC. To jest taka trochę hardkorowa wyprawa. Idzie się w parach ciągnąc sanie z ekwipunkiem i jedzeniem od chatki myśliwskiej do chatki. Jedne sanie na dwie osoby. Dzienne dystanse w okolicy 20 km. W chatce nie ma prądu, ani wody. Nie ma też łazienki, czy nawet zlewu. Wychodek jest na zewnątrz. Wodę uzyskuje się topiąc śnieg. Oczywiście jak się dojdzie do chatki, trzeba narąbać drewna i rozpalić. Trochę trwa zanim zrobi się ciepło. Ale przygoda na miarę Annapurny. Inne propozycje, to ja sam rowerowo. Dachem świata. Pamir - Tadżykistan. Coś w stylu Annapurny. Tylko 800-1000 km w 16 dni. Z czego sporo trasy w okolicach 4000 metrów. Najwyższy punkt to coś koło 4600. Jeszcze inna - Lafoty rowerowo z namiotem, bo tam drogo. Albo Transfogarska w Rumuni. W sumie najtańszy wyjazd i najbardziej mnie kusi. Wtedy moglibyśmy sobie pozwolić jeszcze na wyjazd z Basią i tu propozycja rowerek w okolicy jeziora Bodeńskiego. Wtedy zaliczamy cztery kraje na raz. Niemcy, Austria, Szwajcaria i Lichtenstein. Nie wiem co wybrać.


Komentarze
Na Enceladusie wykryto wyłącznie tyle że coś tam jest, ale wszystkio co zaobserwowano może też powstać w wyniku przemian i reakcji chemicznych innych niż procesy życiowe, więc raczej jestem zimnokrwisty w tej kwestii.
Faktycznie wiele się zmieniło za naszego pokolenia. Ławki z kałamarzami zamieniliśmy na tablety i smartfony, gadżetów mamy pierdyliardy, ale w kosmos zwykłemu człowiekowi tak samo daleko jak 50 lat temu.