Leje jak z cebra

No to mam czas na pisanie bloga i nie tylko. Dziś będzie trochę o owocach, przynajmniej na początku. Ten rok bardzo w nie obfituje. Drzewa łamią się pod ich ciężarem. Jakiś miesiąc temu odłamało się połowę śliwki przed domem. Śliwka ta dopiero parę lat temu zaczęła owocować. W tamtym roku też się odłamał od niej spory konar. Teraz odpadła połowa. Resztę dość mocno przyciąłem. Przynajmniej te gałęzie, które wystawały do sąsiada. A jeden konar podparłem. Może choć trochę śliwek ocaleje. Od tygodnia się nimi objadam.

Jest na ogrodzie taka grusza, która ma wspaniałe gruszki. Niestety to też ulubione gruszki szerszeni. Zwykle jest na niej dosłownie kilkanaście gruszek, które zanim dojrzeją, opadną. W tym roku jest ich tysiące. Już złamały się dwa konary. Na szczęście nie do końca i zostawiłem je. Może gruszki dojdą. Dwa dni temu podparłem największy konar na wysokości prawie pięciu metrów. Musiałem zrobić specjalną podpórkę z dwóch belek 7x7 No to konar się nie złamał, tylko trzy gałęzie z niego wyrastające. Wczoraj ciąłem i wywoziłem na koniec ogrodu do 21:00.

Wywiozłem trzy pełne taczki opadłych gruszek. Byłem strasznie wściekły. Co roku łamią się co najmniej dwa drzewa.

Najważniejsze jednak, że zacząłem ponownie po wielu latach robić altankę. Choć tak naprawdę na razie w miejscu przygotowanym już dawno pod altankę. Zacząłem robić podłoże. Od chyba pięciu lat było wykopane i wyrównane miejsce, oraz zasypane drobnym kamieniem. |Robiliśmy tam sobie zwykle ogniska i składowałem tam właśnie materiał na podłoże do altanki. Płytki wapienne i drobną kostkę granitową. Pomysł chyba wreszcie dojrzał, a ja wreszcie ukończyłem różne prace. Choć jak popadało, to pewnie w kolejnych dniach będę zdzierał darń. Rozmnażał truskawki i kładł agrowłókninę pod porzeczki. Ale altanka będzie kontynuowana. Będzie wielka altanka z kominkiem i wędzarnią i piecem, takim starym z blachą. Mam taki pomysł. Z nowych pomysłów jest też spora wiata na samochód Konrada. Zadaszająca nawet schody na górę i taras. Trzeba mieć pomysły, aby w następnych latach się nie nudzić. Muszę wymyślać coraz to nowsze realizację, nie wyobrażam sobie siedzieć i się nudzić. Być może, że części nie uda się zrealizować, ale trzeba mieć coś w zanadrzu.

No i na koniec - znalazłem pewne miejsce do zobaczenia: Łuk Mużakowski wraz z parkiem o takiej samej nazwie. O mało co nie pojechaliśmy w ten weekend (nie lubię tego słowa) Była piękna sobota, a ja nieopatrznie rzuciłem hasło na moją grupę rowerową. No i wszyscy stwierdzili, że jadą ale w następną sobotę. Teraz stanęło na tym, że jedziemy jednak już w piątek w sześć osób. Mam nadzieję, że będzie znośna pogoda. Jutro będę weryfikował i załatwiał noclegi. Tak, że, jak zwykle Ahoj przygodo… No oczywiście, że bierzemy rowery a nie łodzie.

Ach! I byłbym zapomniał. Wkurzyłem się na mój nowy notebook, bo nie spełnia moich oczekiwań. Niby nowy, a nie śmiga. Na dodatek po ostatnich aktualizacjach mulił. Oddałem do serwisu celem założenia dysku SSD. Dostałem super dysk w niezłej cenie 256 GB, Normalnie w Laptopie jest 1TB. Cała usługa kosztowała 50 zł. Z założeniem dysku, z zainstalowaniem systemu od nowa. Z wyłączeniem aktualizacji, a w WIN10 to nie jest to takie proste. Teraz uruchamia się w przysłowiowe 5 sekund do ekranu logowania. A po zalogowaniu można natychmiast pracować. Wreszcie mam nowy notebook, bo przedtem to jakby był tylko inny.

Komentarze

Beskidnick pisze…
U mnie jeszcze nie łamie gałęzi, ale faktycznie obrodziło w tym roku.

Też o "Łuku" czytałem to i owo, jawi się zachęcająco.