Komu w drogę, temu rower do wora

Moje przerażenie wzrasta z dnia na dzień. Z jednej strony czytam, że w zasadzie to tam pełna komercja i cywilizacja w pełni. I chyba faktycznie tego trzeba się spodziewać. Z drugiej czytam, i sam przewodnik nam to mówi. Cały Nepal cierpi na deficyt prądu. W samym Katmandu są ciągłe wyłączenia prądu. Na trasie, owszem są wioski co jakieś 10 km, w każdej praktycznie sklepik i nocleg. Ale prąd, to tam jest dwie-trzy godziny dziennie. Zero zasięgu i zero bankomatów. A tu znowu czytam, że ktoś tam pisze o wiosce aklimatyzacyjnej Manang, że miał problem z wypłaceniem z bankomatu, bo prąd wyłączyli. Znaczy, że jest nawet bankomat na prawie 4000 metrów. Widzę w necie zdjęcie z Manang - stoi wieża GSM. No to jak z tym jest? Niby mamy mieć dwa noclegi zupełnie bez prądu. Zobaczymy jaka prawda, ale na zdrowy rozum. To bardzo popularny i oblegany turystycznie szlak. Na szlaku i w okół podobno mieszka 100 tyś Nepalczyków. Każdy chce wygodnie żyć i czerpać zysk z turystów. Myślę, że wszystko to o surowości i trudności jest mocno przesadzone. Każdy, kto był, chce wokół takiej wyprawy i swojej osoby zrobić aurę niesamowitości i wyjątkowości. Nie ulega wątpliwości jednak, że wysokość 5416 to jednak nie Kasprowy, czy nawet Rysy.
A na jeden i drugi wepchać rower nie bardzo sobie wyobrażam. We środę jadę. Jedziemy z Galerii Krakowskiej o 7:00 takim minivanem, który mam odwieść potem do Krakowa jak wrócimy. Maciek, nasz organizator zostaje w Warszawie. Z Krakowa jedziemy w cztery osoby, w Warszawie dołączy jedna lub dwie. Czyli maksymalnie jedziemy w sześć osób. Odebrałem już torbę na rower. Spakowałem go i wszystkie ciuchy do niej. Ten bagaż max może mieć 30 kg. Do tego torba jako bagaż osobisty. Biorę po prostu plecak rowerowy. Głównie zabiorę do niego sprzęt nagrywający. Na miejscu mamy jednego szerpę na dwie osoby. Szerpa zabiera 18 kg na plecy. Oczywiście oni idą skrótami. Pewnie nawet częściowo się organizują i gdzie się da na dole jadą. W związku z tymi kłopotami z prądem. Zrobiłem sobie dwa powerbanki. Jeden na baterie R20. Mam też kupny powerbank o pojemności 21000 mAh Ten bateryjny też ma coś około 20 tyś Drugi jest na paluszki. przetestowałem telefon i zegarek jak działają na oszczędzaniu baterii. Bardzo długo. Zresztą telefon będę włączał jedynie wtedy, gdy będę chciał zrobić zdjęcie 360. Powinno starczyć do końca. Dokupiłem sobie jeszcze dwie baterie do aparatu. Co ciekawe, oryginalna, jedna kosztuje 250 zł! Ja kupiłem zamienniki, oczywiście, że nie tak pojemne, ale za 35 zł. Na miejscu i tak zobowiązani jesteśmy kupić sobie miejscowe karty sim.
Kupiłem do tego specjalny telefon. Takie bez WiFi, aparatów i innych bajerów można kupić za jedyne 19zł! Tak można kupić w EuroAGD telefon za 19zł. Nie trzeba mieć od razu smartfona za 3500zł. A taki telefon ratuje życie w górach. To może śmieszne, ale Basie przymusiłem do zapamiętania haseł, numerów kont, numerów telefonów do gościa od pieca, ogrzewania, koszenia pola i innych. Poinstruowałem gdzie jest kluczyk do skrzynki na listy itp. Nawet dałem instrukcje co do ewentualnej katastrofy. W końcu lecę czterema samolotami 7 tyś kilometrów. Zwłok nie sprowadzać, spalić i rozsypać na miejscu jeśli tylko prawo na to pozwala. Mnie nawet żaden symboliczny pogrzeb nie potrzebny, chyba, że jej będzie potrzebny. No dobra bo zaczynam już pieprzyć od rzeczy. Jednym słowem: ahoj przygodo i komu w drogę, temu rower do wora.

Komentarze

Marzena pisze…
Noo to trzymam kciuki! Będzie dobrze ;-)
Beskidnick pisze…
Powodzenia!!!!!!!!