Oczywiście wróciłem szczęśliwie już w tamtym tygodniu we wtorek wieczorem. Tak udało się przejechać przełęcz i całą trasę. Na dodatek jesteśmy pierwszą ekipą w historii CykloTrampu której udało się przejechać wszystkie etapy bez korzystania z dżipów, autobusów i osiołków. Dopiero po, dowiedziałem się, że w tamtym roku nie udało się przejechać przełęczy z uwagi na słabą ekipę, która zdecydowała, że zawraca zaraz po wyjściu z basecampu na wysokości 4540. A dwa lata temu dwa etapy przejechano autobusem. Nie dość, że daliśmy radę, to jeszcze w niesamowitym stylu. Bez chwili odpoczynku i bez dnia aklimatyzacyjnego. Zdecydowaliśmy się z niego zrezygnować, bo trafilibyśmy dokładnie w załamanie pogody. Po drodze spotkaliśmy jedną ekipę ze Szwecji, która zawróciła spod przełęczy i potem kolejną z Polski, która też zrezygnowałą, bo trafiła na opady śniegu. Był to ekstremalny wysiłek, ekstremalne drogi i ekstremalne warunki sanitarne. Nawet w najczarniejszych scenariuszach nie jawiło mi się, że to będzie tak wyglądało. Natomiast nie dostałem ani sraczki, ani wymiotów, ani nawet głowa mnie nie bolała. A w ekipie było nawet zapalenie pęcherza. Co więcej jeden z szerpów dostał choroby wysokościowej i ratowaliśmy go diuramidem. Na wysokości 3700 rano jak się budziliśmy, to zewsząd dobiegały odgłosy rzygania. Tak niestety działa wysokość. Spędziłem jedną noc w temperaturze -5 stopni na wysokości 4500 metrów i kilkakrotnie w nocy obudziłem się w panice, że się duszę! A rano trzeba było ruszyć na 5416. Ale jest, nikt mi tego już nie odbierze i nic już nie muszę! Marzenie spełnione, odfajkowane. Wyżej i bardziej na rowerze już się nie da. Wspomnę jeszcze, że moje obawy, że nie dam sobie rady, bo będą tam wymiatacze i mnie starego pierdziocha zostawią w tyle. Zaginę w Nepalu i nie zdążę na powrotny samolot. Okazały się nieuzasadnione. Na większości podjazdów byłem pierwszy i podjeżdżałem gdy inni prowadzili. Robiłem innym dzięki temu zdjęcia. W miejscowości aklimatyzacyjnej Manang byłem piętnaście minut przed ekipą. To wszystko chyba ze strachu, że nie nadążę i mnie zostawią. Dziś krótko, bo szerszy opis - relacja pewnie pojawi się do tygodnia czasu. A, jeszcze jedno. Dziennie wciągaliśmy tam około 4 tyś kalorii, tak na oko. A po dwóch tygodniach schudłem prawie 5 kg. To daje obraz jaka to była wyrypa. A tymczasem miłego oglądania.
![]() |
| Więcej w Himalaje rowerem |

Komentarze
Gratulacje!
Stare twardziele jeszcze niejedno dokazać mogą!