Wydajemy wersję

W piątek wieczorem dostałem telefon od M. z pracy. Poprosił mnie abym przyszedł w sobotę i poprawił pewien błąd. Wydajemy wersję. Powiem szczerze, że bardzo mi to nie pasowało. Chciałem się wreszcie wyspać. Nie musieć wstać o jakiejś określonej godzinie, tylko o której chcę. Choć jeden taki dzień. Od miesięcy tak nie miałem. Nawet w niedzielę wstaję n a budzik o 7:00 bo chodzimy do kościoła na 8:00. A ostatnie tygodnie ciągle gdzieś jeździmy w soboty, więc zrywamy się około piątej czy szóstej rano. Niestety taki już jestem, że nie potrafię odmówić. Z drugiej strony mam ruchomy czas pracy i mogę przyjść sobie na dowolną godzinę. Liczy się jedynie to aby w miesiącu zrobić odpowiednią liczbę godzin. Niestety jakoś nie potrafię przyjść później niż na szóstą. żal mi dnia. Wersja miała wyjść w piątek. Stąd pośpiech i nóż na gardle aby w sobotę z rana poprawić. Od razu z rozmowy wywnioskowałem, że błąd nie jest u mnie. Ale ok. Przyszedłem. Błąd namierzyłem dosłownie w pół godziny. Kolega napisał zapytanie w taki sposób, że spodziewał się jednego wyniku. Niestety zapytanie zwracało wiele rekordów. Oczywiście nie sprawdzał błędu po wykonaniu zapytania. Konsekwencje dość oczywiste. Na szybko dodałem po prostu Top 1 nie chciałem za bardzo ingerować w czyjś kod. Analizując go dalej znalazłem jeszcze jeden. Ale jak nie wystąpi pierwszy, to drugi nie ma znaczenia. Zaproponowałem jednak jego poprawę w przyszłości. Zaproponowałem też optymalizację tego kodu. Całość skróci się wtedy o kilka linijek. Na koniec poddałem jeszcze w wątpliwość. Czy aby na pewno w samej bazie nie jest błędem właśnie to, że może wystąpić więcej niż jeden dany rekord. Sprawdziłem też czy wcześniej występował ten błąd. W poprzednich wersjach. Okazało się, że tak. W sumie dziś wyszło, że faktycznie w bazie jest błąd, co i tak nie usprawiedliwia tych założeń w kodzie. Słowem całkiem niepotrzebnie zarwałem sobotę. Byłem trzy godziny. Wersja spokojnie mogła wyjść w piątek.


Natomiast w niedzielę pojechaliśmy znowu na Turbacz na narty BC. Tym razem trasa z Obidowej. Bardzo fajna trasa, ale trochę męcząca. Cały czas jest pod górkę, czasami nawet dość ostro dla nart BC. W jedną stronę 11,5 km Za to z powrotem prawie cały czas się zjeżdża. Ale to już trzeba mieć trochę doświadczenia przy takich zjazdach. Można się naprawdę mocno rozpędzić. Co ciekawe mój prawie obcięty paluch. Już po zdjęciu szwów (w piątek) Momentalnie zaczyna przemarzać. Wystarczyło zdjęcie rękawiczki i przywitanie się z kilkoma osobami na temperaturze -2 stopnie. Aby zaczął boleć. Na szczęście wziąłem bardzo grube narciarskie rękawice i musiałem je założyć dopóki palec się nie zagrzeje. Podczas zdejmowania szwów pani doktor powiedziała, że czucie w palcu jeśli wróci, to w jakiejś szczątkowej formie. Trochę mnie to zmartwiło. Mam nadzieję, że ukrwienie się jednak poprawi i nie będzie tak od razu odmarzał. A co do aktywności fizycznej niektórych osób, to spotkałem pewną znajomą blogową na Turbaczu. Była na winter camp. Jakieś chyba pół roku temu urodziła bliźniaki. Opalała się na tarasie pod schroniskiem z tymi dzieciaczkami.

Komentarze