Pan pierdziołka spadł ze stołka.

Kiedyś widziałem książkę dla dzieci o takim tytule. Remont ze strychu przeniosłem teraz do piwnicy. tak jak jest klatka schodowa z domu na strych, tak też jest klatka schodowa z domu do piwnicy. Też chcę aby wyglądała jak część domu. Obłożyć surowe, krzywe ściany regipsem, potem pomalować. Chcę aby było tam schludnie, czysto i funkcjonalnie. Od jakiegoś miesiąca, po godzinach zajmuje się tym. Przeznaczam dziennie około dwóch godzin na ten cel. W tygodniach w których Basia jest na popołudniu w pracy. Wczoraj też tak było. Wczoraj zabrałem się za taką wnękę i półkę betonową, która jest na wysokości około półtorej metra w dole schodów. Na niej kiedyś stał hydrofor od studni. Aby tam wejść trzeba było stanąć na taborecie, przełożyć nogę przez deskę na wysokości klatki piersiowej i już można robić. Zamontowałem stelaże aluminiowe, częściowo płyty. Zbliżała się godzina 20:00. Posprzątałem więc. Wcześniej kułem tam beton, więc na podłodze było trochę gruzu i resztki lampy z takiego grubego szkła. Nie dała się odkręcić, a zmieniłem ją na reflektorki sufitowe 12 V. Nie poddawała się, więc rozbiłem ją młotkiem. Leżało też parę kawałków stalowych rur, które musiałem wyciąć po starym ogrzewaniu i wodzie ze studni. Wszystko to sprzątnąłem i chciałem iść już pod prysznic i odpocząć. Basia wraca o 22:10. Ale jeszcze pomyślałem, że zmierzę sobie na jutro jakie mają być tam płyty. Wlazłem na taboret, przekładam nogę przez deskę i nagle trach! Załamał się taboret. Z nogą w górze lecąc w dół. W ułamku sekundy uświadomiłem sobie, że muszę się tak obrócić, aby uderzyć w betonową podłogę jak największą powierzchnią pleców możliwie najrówniej. Dociągłem też maksymalnie głowę do klatki piersiowej, bo wiedziałem, że mam ostrą, nierówną ścianę metr za mną. To zadziwiające ile można sobie w stresie uświadomić w ułamku sekundy. Wyrzut adrenaliny do krwi działa błyskawicznie. W momencie upadku na moment zgasło światło w mojej głowie. Leżąc uświadomiłem sobie, że drętwieje mi noga i przestaję ją czuć. Pierwsza myśl, że złamałem. Ale uświadomiłem sobie też, że nie czuję palca wskazującego prawej ręki. Najprawdopodobniej przeciąłem nerwy i impuls poszedł po całym ciele aż do nogi. Myślałem, że wytknąłem go przy upadku. Jednak noga cała.

Nagle widzę, że całą rękę mam we krwi. Zacząłem szukać i aż mi się słabo zrobiło. Palec prawie odcięty. Nie mam pojęcia o co. Nie czuję żadnego bólu z rozcięcia. Adrenalina znieczula. Najprawdopodobniej nieświadomie w akcie rozpaczy złapałem za ten nieszczęsny profil. Szybko na górę, brocząc krwią. Znalazłem plastry, bandaż i nożyczki. Ale nie sposób zrobić tego lewą ręką. Pod kran spłukałem bieżącą zimną wodą. Krwawienie trochę przygasło, ale nie na tyle aby móc je opanować. Muszę przestać krwawić aby po pierwsze zadzwonić na 112 i dowiedzieć się czy mnie zaszyją w Krzeszowicach, czy muszę jechać do Krakowa. Potem pojechać na szycie. Pobiegłem na dół do L. Wpierw zapytałem przez drzwi czy nie ma problemu z widokiem krwi. Na szczęście dziewczyna opanowana. Pomogła mi zawinąć palec, tak że przestała lecieć krew. Zacząłem też niestety czuć ból. Zadzwoniła na 112. Okazało się, że muszę pojechać na Wrocławską do wojskowego szpitala do Krakowa. Zostałem przyjęty w trybie pilnym w dosłownie 5 min. Mimo, że w poczekalni było ze 20 osób. Od razu na stół. Znieczulenie i szycie. jak zaczął czyścić ranę, okazało się, że palec można odgiąć jak wieczko puszki sardynek. Cięcie mniej więcej na głębokość pół centymetra i długość około półtorej. Oczywiście zrobiłem sobie zdjęcie. Nie umieszczę go tu jednak. Jeszcze trochę i odciąłbym cały spód palca. Oczywiście do szpitala pojechałem swoim samochodem prowadząc. L. uparła się pojechać ze mną. Nie chciałem aby prowadziła, bo ma niewielką praktykę. Do tej pory jeździła dosłownie parę razy matizem. Ten samochód jest prawie dwa razy większy. Nie chciałem jej dodatkowo stresować. Zresztą mógłbym sam jechać. Nic mi nie było. Palec jedynie wymagał szycia. Zanim jednak pojechaliśmy. Umyliśmy podłogę, umywalkę w łazience. Okazało się, że krew jest w paru miejscach w przedpokoju na ścianach (na szczęście zmywalne) na drzwiach i na wyłącznikach światła. Przecież jakby Basia wróciła i zobaczyła tyle krwi i nie zastała mnie w domu. Padłaby na zawał. Udało się mimo to wrócić przed nią. Lekarz chciał mi dać zwolnienie z pracy na 8 dni, do ściągnięcia szwów. Przez cztery dni mam nosić rękę na temblaku. I po czterech dniach sprawdzić, czy nie wdało się zakażenie. Oczywiście zwolnienia nie przyjąłem. Palec i główka to szkolna wymówka. Zresztą wydajemy wersję w tym i następnym tygodniu. Dostałe ketonal od bólu, ale nie biorę, to silny lek, a ja wolę wiedzieć co się dzieje z palem. Aż tak nie boli. Da się żyć.

Komentarze

Beskidnick pisze…
U mnie miał bys srogi opeer za przestrzeganie zasad BHP...
Ewa pisze…
U mnie z rozsądkiem też kiepsko, mimo że zdaję sobie z tego sprawę. Wracaj szybko do zdrowia i nie właź więcej na stare stołki...
Pozdrawiam :)
Nomad pisze…
To nie tak, że taboret był stary, czy że ja prosiłem się o to. Wszystko było rozsądnie Taboret był sprawny. Po prostu zmęczenie materiału. Używałem go od poprzedniego jeszcze remontu. Zgubiła mnie rutyna :) Większość wypadków zdarza się jak się straci czujność. W ogóle to mój pierwszy wypadek w życiu. Po prostu ostatni pomiar i nie ustawiłem odpowiednio taboretu, był trochę za bardzo wsunięty. Jak podniosłem nogę i się przechyliłem, po prostu się przechylił i już dalej poszło.
Beskidnick pisze…
Od lat już funkcjonuje pojęcie "sytuacji potencjalnie wypadkowej", jesteśmy nastawiani by je wyłapywać i eliminować. Ale faktycznie, nie raz słyszę "panie, ja tylko se chciałem to czy tamto..."
Sam zresztą poleciałem osiem metrów w dół, gdy chcialem od jednej sekretarki wydziałowej czmychnąć przez okno... Udało się w oka mgnieniu ;). Więc zasadniczo wyrozumiały jestem i nigdy jeszcze wniosku o ukaranie "wyżej" nie pusciłem.
Nomad pisze…
Nie dość, że palca se obciąłem, to jeszcze mnie karać!