Nie ma nieodpowiedniej pory, czy pogody na rower.

Tak można jedynie nieodpowiednio się ubrać. Wczoraj wieczorem o 20:00 przy 11 stopniowym mrozie ruszyłem na rower. Mam mocne światło z przodu więc ciemności mi niestraszne. Wyjechałem na ulicę i okazało się, że mimo w zasadzie braku wiatru zaczyna mi twarz odpadać. Byle szybko wjechać w dolinkę. Będzie cieplej i wąwóz osłoni od jakiegokolwiek podmuchu. Ubrałem jedynie opaskę na uszy i oczywiście kask. Lepszym pomysłem byłoby założyć jednak taką narciarską osłonę na głowę z wycięciem na oczy i usta. Usta i tak odsłoniłem chustą. W dolince śnieg na drodze. Niestety gdziekolwiek bym pojechał, to jest jakaś górka z której potem trzeba zjechać. Pojechałem do zjazdu na Łazy, ale tym razem w prawo. Stwierdziłem, że nie odważę się pojechać na Łazy i potem zjeżdżać spod skały Brodło. Mozolnie zacząłem się wdrapywać na zbocze dolinki. Ostatnio położyli na tym podjeździe asfalt. Mimo tego opony w pewnym momencie zaczęły buksować na śniegu. Wjechałem jedynie lekko spocony. Starałem się na najwolniejszym przełożeniu podjeżdżać i bardzo wolno aby się nie zgrzać. No i teraz zaczął się zjazd. Ma około 3 kilometrów. Zwalniałem na ile mogłem. Ale wystarczy jechać 10 na godzinę aby twarz aż bolała. Zaczęły mnie szczypać nogi mimo podwójnych skarpet i zimowych butów. Natomiast narciarskie rękawiczki sprawdziły się bardzo dobrze. Uszkodzony palec nie zmarzł i dało się zmieniać przerzutki. Przejechałem w niecałą godzinę 15 km. Dziś jednak chyba nie bardzo się da pojechać. Wieje znacznie mocniej i od czasu do czasu sypie śniegiem. W pracy oczywiście pomór. Właśnie od E. przyszedł SMS, że jednak posiedzi w domu do końca tygodnia. M. też wspomniała, że chyba jutro nie przyjdzie. Ja jak na razie od wielu lat nie miałem nawet kataru. Chyba właśnie dzięki takim jak wczoraj akcjom. Ale nie mówmy hop… Właśnie zacząłem słyszeć wycie wiatru na strychu i jak już zaczyna ruszać się kabel telefoniczny za oknem, znaczy nici z rowerka. A L. właśnie napisał na FB, że organizuje się ekipa na niedzielę na Mogielice. Tak, Mogielicy nigdy dość. Na BC, to już będzie chyba czwarty raz.

Komentarze