Dwa tygodnie temu była piękna pogoda, dziś to już tylko nierealne wspomnienie. Choć z rana mgły i słońca nie widać. Odpuściliśmy sobotę i ruszyliśmy w niedzielę na Babią górę. Basia chciała. Już kiedyś byliśmy na Babiej. Wtedy i teraz, bo poprzednio to było ładnych parę lat temu. Wydawało mi się, że na Babią to trudna i czasochłonna wycieczka. Tymczasem, półtorej godzinki i już jesteśmy na górze. No i niestety za wcześnie. Cały czas w chmurze i we mgle. A wieje tak, że łeb chce urwać. Pierwsze zaskoczenie było na dole. Tłum samochodów na parkingu i tyle samo ludzi n trasie. Strasznie irytuje mnie mówienie dzień dobry na szlaku jak idzie cały sznureczek ludzi. Ja rozumiem, gdzieś w Tatrach, czy nawet w Beskidach jak się spotyka człowieka raz na godzinę.
Czasami jak jeżdżę na rowerze po Gorcach czy gdzie indziej. Zwykle mało uczęszczanymi szlakami. Za cały dzień udaje mi się spotkać jedną, dwie osoby. Albo wcale. Wtedy nawet się zatrzymujemy na pogawędkę. Skąd, dokąd i w ogóle. Ale mówić dzień dobry co trzy sekundy. Ostatnio nawet w dolinkach zaczęli mówić dzień dobry. Mam ochotę czasami odpowiedzieć. Panie ja stąd, ze wsi nie turysta. Na górze kłębi się cały tłum turystów i smrodzą kanapkami z jajkiem i kiełbasą i dzieci wrzeszczą i peciarze smrodzą. Zrobiłem niezadowolony parę zdjęć i ruszyliśmy na drugą stronę do Markowych szczawin. Po jakichś dwudziestu minutach schodzenia odwróciliśmy się. A tu szczyt w słońcu, chmury przewiało. Chwila zastanowienia. Wracamy. I znowu mozolnie podchodzimy. Na górze tym razem długa sesja fotograficzna nad chmurami. Żałowalibyśmy dnia jakbyśmy się nie wrócili. Potem zeszliśmy już na Markowe Szczawiny i piękną ścieżką na Krowiarki. Ja muszę tam kiedyś pojechać na rowerze. Nie na Babią, bo to nie ma sensu. Ścieżką z Krowiarek na Markowe i dalej okrążyć Babią, a od Słowackiej strony wjechać jak się da najwyżej. Trzeba po prostu w lecie przyjechać tam o piątej rano, albo i wcześniej skoro świt.
A ze spraw bardziej przyziemnych, a w zasadzie ziemnych. Przyszedł las w paczce.
Sadziłem go w sobotę na deszczu. Co miałem zrobić. Sześćdziesiąt drzew. Przede wszystkim zaraz za ogrodzeniem zasadziłem trzy szpalery drzew. Będzie z tego wysoki żywopłot osłaniający ogród od wiatru. Resztę zasadziłem na końcu sadu i jeszcze trochę na samym końcu działki. Teraz obawiam się czy mi sarny lub zające nie zeżrą. Albo muszę ogrodzić, ale kiedyś widziałem w lesie pobielone wapnem. To jest znacznie prostszy i tańszy sposób, przynajmniej na tak małe sadzonki.
A w domu dalej bawię się decoupage. Zrobiłem taki zegar:
Czasami jak jeżdżę na rowerze po Gorcach czy gdzie indziej. Zwykle mało uczęszczanymi szlakami. Za cały dzień udaje mi się spotkać jedną, dwie osoby. Albo wcale. Wtedy nawet się zatrzymujemy na pogawędkę. Skąd, dokąd i w ogóle. Ale mówić dzień dobry co trzy sekundy. Ostatnio nawet w dolinkach zaczęli mówić dzień dobry. Mam ochotę czasami odpowiedzieć. Panie ja stąd, ze wsi nie turysta. Na górze kłębi się cały tłum turystów i smrodzą kanapkami z jajkiem i kiełbasą i dzieci wrzeszczą i peciarze smrodzą. Zrobiłem niezadowolony parę zdjęć i ruszyliśmy na drugą stronę do Markowych szczawin. Po jakichś dwudziestu minutach schodzenia odwróciliśmy się. A tu szczyt w słońcu, chmury przewiało. Chwila zastanowienia. Wracamy. I znowu mozolnie podchodzimy. Na górze tym razem długa sesja fotograficzna nad chmurami. Żałowalibyśmy dnia jakbyśmy się nie wrócili. Potem zeszliśmy już na Markowe Szczawiny i piękną ścieżką na Krowiarki. Ja muszę tam kiedyś pojechać na rowerze. Nie na Babią, bo to nie ma sensu. Ścieżką z Krowiarek na Markowe i dalej okrążyć Babią, a od Słowackiej strony wjechać jak się da najwyżej. Trzeba po prostu w lecie przyjechać tam o piątej rano, albo i wcześniej skoro świt.
A ze spraw bardziej przyziemnych, a w zasadzie ziemnych. Przyszedł las w paczce.
Sadziłem go w sobotę na deszczu. Co miałem zrobić. Sześćdziesiąt drzew. Przede wszystkim zaraz za ogrodzeniem zasadziłem trzy szpalery drzew. Będzie z tego wysoki żywopłot osłaniający ogród od wiatru. Resztę zasadziłem na końcu sadu i jeszcze trochę na samym końcu działki. Teraz obawiam się czy mi sarny lub zające nie zeżrą. Albo muszę ogrodzić, ale kiedyś widziałem w lesie pobielone wapnem. To jest znacznie prostszy i tańszy sposób, przynajmniej na tak małe sadzonki.
A w domu dalej bawię się decoupage. Zrobiłem taki zegar:



Komentarze
Przed zającami i innymi zwierzętami młode sadzonki owija się specjalną siatką, a przed innymi szkodnikami chroni poprzez opryskiwanie środkami chemicznymi, szczególnie wierzchołków młodych sadzonek :)
Czy powapnowanie pomozena zgryzaczy? Nie mambladego pojęcia, ale spróbuj,w razie sukcesu będziesz miał sprawność "wujek dobra rada" ;)