Sierściuch w domu.

Na tym blogu raczej nigdy nie uprawiam polityki, nie prezentuje mojego zdania w jakichś konkretnych sprawach. Nie zajmuje stanowiska. Nie opisuje mojego światopoglądu. Może czasami między linijkami. Ten blog jest bardzo luźny, można by nawet stwierdzić, że pisze go głupiutki nastolatek. Otóż ma taki być i język i forma. Tak chcę, ale czasami mnie bierze aby wyrazić moje przekonania czy zdanie na jakiś temat. Jest to dość niebezpieczne, bo moje zdania i poglądy na różne aspekty życia są dość skrajne i jednoznaczne. Nie uznaje płynności granic. Raczej używam brzytwy. Jeśli rzadko wypowiadam się poważnie w dyskusji na jakiś temat, to zwykle robię sobie wrogów. To jest dość ciekawe zjawisko. Nie wiem czy tylko w naszym społeczeństwie, czy tak ogólnie to cecha ludzka. Zawsze mi się wydawało, że dyskusja i argumentacja służy sprowokowaniu interlokutora do jego skrajnych opinii i tym samym poznania zdania i czegoś się nauczenia. A nie powalenia przeciwnika. Taką taktykę staram się stosować. Zdarza mi się wcale nierzadko zostać przekonanym w dyskusji, a często poszerzyć swoją opinię lub co najmniej zweryfikować i rozszerzyć. Jednym słowem czerpię pełnymi garściami. Nie dyskutuje po to aby przekonać kogoś do swojego zdania, tylko po to aby je wzbogacić, zmienić czy zweryfikować.

Właśnie to jest taki moment i taki czas, gdzie pozwolę sobie zająć stanowisko i wyrazić dość skrajną opinię. Nie, nie jest to zaczątek dyskusji! Nie, nie jestem wrogiem zwierząt domowych! Zacznijmy od tego, że parę tygodni temu Konrad z Lidką przynieśli kota do domu. Już dawno zapowiedziałem im, że to ich sprawa i problem, ale ja z premedytacją będę organizował sobie wczasy dokładnie wtedy gdy oni. Basi zapowiedziałem, że jeśli będziemy gdziekolwiek się wybierali, a ona stwierdzi, że za 10 min, bo ich nie ma i musi kotkowi dać jeść, to ja nawet w gaciach, ale natychmiast wyjdę z domu i pojadę na wycieczkę zostawiając ją. Jeśli będąc na zakupach ona stwierdzi, że Konrad chciał abyśmy przy okazji kupili karmę, to ja natychmiast odjadę samochodem zostawiają ją w sklepie. Uważam, że jedynym miejscem na trzymanie zwierząt jest stajnia, nie dom. Jednakże kot jest na dole i mnie to nie rusza. Zarazem powiedziałem, że jeśli w jakikolwiek sposób dostanie się na górę, to będzie miał niezapomniane przeżycia w postaci lotu przez balkon i taras na ogród. (koty spadają zawsze na cztery łapy, chyba, że do grzbietu przyczepioną mają kromkę chleba z masłem. Wtedy zaczynają lewitować. A zresztą kot ma dziewięć żyć.) Osobiście uważam, że powinno się drastycznie obniżyć populację kotów i psów.

Na wykarmienie tych pupili przeznacza się ogromne środki i przeznacza znaczną część żywności. A ludzie głodują. Posiadanie kotka czy całej sfory psów i kotów przez podstarzałe panny, to nic innego jak niezaspokojony instynkt macierzyński. (liczba wrogów rośnie z każdym słowem) Przekornie tu jednak jestem zdania, że to jedno z uzasadnień posiadania zwierzęcia w domu. Tak samo samotni, starsi ludzie. Twierdzę, że w mieście posiadanie kotka czy pieska powinno być obarczone bardzo wysokim podatkiem. Owszem jestem zdania, że dzieci powinny się wychowywać w towarzystwie kotków czy piesków. Podrapie lub ugryzie przy próbie wyrwania łapki. To jest bardzo wychowawczy element. Moim zdaniem takie dzieci są znacznie bardziej empatyczne. Sam stosowałem ten element wychowawczy. Konrad od niemowlęcych lat do prawie dorosłości żył obok kota i psa. Niestety te żyją krótko. Sam zakopałem w ogrodzie dwa psy i kilka kotów. Tak, bardzo to przeżyłem. Pies to trochę ponad dziesięć lat. Kot - średnio trzy na wsi. Zaraz go coś przejedzie albo zeżre. Od kotów dostałem z czasem uczulenia. A za psy uważam jedynie takie zbliżone do wilka. Tylko takie zawsze były w domu. Reszta ras, to ofiary eksperymentów genetycznych i substytuty psa. Nie, nigdy nie były te zwierzęta w naszym otoczeniu z mojej inicjatywy. To teściowie je posiadali. Aby unaocznić mój stosunek fizyczny, nie werbalny do zwierząt. Przytoczę tu, to co zawsze opowiadam. Jak ktoś mi zarzuca, że nie kocham zwierząt. Z drugiej strony moim zdaniem wszelkiej maści działacze na rzecz zwierząt szukając na FB domu dla kotków. Tak naprawdę kochają zwierzęta, ale do ludzi już mają zgoła inny stosunek. Czy naprawdę mają takie wielkie serce? Otóż jak po teściach odziedziczyłem psa. Dla mnie niedopuszczalne było aby pies był na łańcuchu przy budzie. Nie mogłem sobie jednak pozwolić na to aby niszczył mi ogród, który tworzyłem. Wydzieliłem mu i ogrodziłem część podwórka wielkości 750 m2 Sporo mnie to kosztowało i pracy i środków. Ale chciałem aby w spokoju i komforcie dożył sobie do końca. Pies przeżył ponad 14 lat. Co bardzo zdziwiło weterynarza. Wg tabeli dla dużego psa, to jak dla człowieka 110 lat! Sam zbudowałem mu budę. Piękną, ocieplaną. Choć często po nocy spał na śniegu, wygrzewając się do słońca. Wcześnie przy większych mrozach był zabierany do domu i dzięki temu ciągle był przeziębiony. Trzymanie psa w domu to krzywdzenie go. Jeszcze dołożę trochę. Widać jaki mam stosunek do kotów czy psów. Jednak zawsze gdy idziemy z Basią gdzieś gdzie jest kot, czy pies. Te pierwsze do mnie się łaszą, nie do Basi. Strasznie ją to irytuje :) Pies, to gatunek, którego kompletnie nie szanuję. Ewolucyjnie poświęcił wolność na rzecz pełnej michy. To oportunistyczny gatunek. Woli być kopany, bity i porzucany w lesie. Bo ewolucyjnie mu się to opłaciło. Mnoży się dzięki temu na potęgę. To bzdura, że pies to najlepszy przyjaciel i potrafi kochać człowieka. Opłaca mu się to gatunkowo, ewolucyjnie. Najwięcej prawdy jest w powiedzeniu: "Twój pies kocha cię za-żarcie"

Komentarze

makroman pisze…
Trochę racji masz...
Moja Aura ma swoje miejsce na podwórku, ogrodu specjalnie nie niszczy, no chyba że sobie jakieś żarcie zakopie.
Ald to takze świetna towarzyszka przygód. Gotowa iść za mną wszędzie tam gdzie inni iść mie chcą.

A czy psy oddały wolność za zarcie?! Raczej to była symbioza, skończyła się gdy przestaliśmy polować, paść i przeganiać stada (tam gdzie to robi się nadal, psy nie mają statusu "pupucia mamusi").

Nieco inaczej z kotami, tu faktycznie trzeba by zdecydowanie zmniejszyć ich populację, zlikwidować puszczanie kotów samopas itp.
Ewa pisze…
I ZA TO WSZYSTKO CIĘ LUBIĘ, za Twoją autentyczność i szczerość, i nie jest ważne tutaj moje zdanie...
Pozdrawiam :)