Zaległe

Tak, wiem, że to już lipiec, a ja tu o kolejnym dniu na Słowacji, gdzie byliśmy dwa tygodnie temu. Już prawie zapomniałem. Ale kolejny dzień był też bardzo udany. Niestety również deszczowy. W planach i tak była jaskinia, ta najbliższa naszego zamieszkania. Jednak najatrakcyjniejsza. Na szczęście dzień wcześniej coś mnie tknęło i zapytałem właściciela kwatery jak z tą jaskinią jest. Okazało się, że trzeba się umawiać wcześniej na wejście. Maksymalnie wchodzi 10 osób. Umówiliśmy się na drugą turę. O ile pamiętam na 10:30. Trzeba się stawić 15 min wcześniej. Podpisuje się klauzule, że idziemy na własną odpowiedzialność. Wybieramy sobie kombinezon na miarę. kask czołówkę i wór jaskiniowy. Pakujemy wszystko i ruszamy w las. Do jaskini idzie się około 30 min. Tam zakładamy stroje i kaski. Nie można niczego zabierać do jaskini i niczego z niej wynosić. Można focić do woli, ale nie jest zalecane zabiera nie aparatu. Na własną odpowiedzialność. Co rzeka zabiera, to nie oddaje. Miejscami ma 3 m głębokości. Ja zabrałem telefon. Wszystkie zdjęcia zrobione są więc telefonem przy świetle czołówek. W jaskini nie ma światła elektrycznego. Najpierw przy samym wejściu pogadanka. jak się zachować.


Co można, czego nie. Jest też historia jaskini. W końcu ruszamy. jaskinią płynie cały czas rzeka. Miejscami jest taki hałas, że niewiele słychać. Idziemy wąskimi kładkami z desek, a miejscami po wąskich gzymsach i drabinkach. Jest nawet jeden zacisk. Ale Z0. Nie ma więc problemu, nawet grubasy się mieszczą. Mieliśmy na początku z tym ubaw. Wśród nas znalazł się jeden facet pokaźnych rozmiarów. Dostał mu się fioletowy kombinezon w kwiatki. Innego w takim rozmiarze nie było. Swoją drogą jako jedyny wyszedł z jaskini cały upaprany. Inny jedynie mili parę mokrych plamek gdzieniegdzie. W jaskini po drodze jest też jedno przejście po linowym moście. Wygląda to tak, że nad jeziorem podziemnym są zawieszone dwie liny. Mniej więcej o długości 20 metrów. Po jednej się przesuwa stopy, a drugiej górnej się trzyma. Jednak jest to banalne. Liny są bardzo naprężone. Nikt nie miał problemów w jaskini. W końcu dochodzimy do końca jaskini, gdzie w ogromnej sali jest stalagmit o wysokości 32 metrów i wadze 2 tys ton. Roczny jego przyrost szacuje się na około 150 kg. Warto go zobaczyć i warto pokusić się na tą przygodę. Może z opisu wydawać się trudna, ale jest to naprawdę banalne do przejścia.

Komentarze

makroman pisze…
Miejscówka w sam raz dla mnie! Dawno nie byłem w jaskini, choć takie "ucywilizowane" mniej mnie rajcują niż "dzikie".