Nowe sprawności

Jak co lato sporo roboty, ale pomału się odrabiam. Powiem szczerze, że na początku roku byłem załamany ilością zadań, które mam do nadrobienia. Rok remontu rozwalił mi wszystko. Nie żebym żałował, ale mam jakieś takie dziwne poczucie straty. To głupie. Przecież zrobiłem to dla Konrada. Nawet jeśli się wyprowadzi, to i tak jest to jakaś tam wartość dodana do całości. A z nowych rzeczy które poznałem to: Robienie dżemu. To jest dylemat. No bo można zrobić tak, że gotujemy owoce około dwóch godzin i dzięki temu się żelują. Niestety przez dwie godziny tracimy naturalny kolor i wygotowujemy zdecydowaną większość składników mineralnych i witamin. Czyli na końcu otrzymujemy nieładną papkę z cukrem. Ja uwielbiam dżemy z całymi owocami.

Zdecydowałem się więc na żelfix 3:1 Trochę sztuczności, ale gotujemy jedynie 2 minuty. Jest jeszcze trzeci sposób. Kupić naturalne pektyny. Ale trudno je znaleźć. Słoiki wypłukałem w roztworze pirosiarczanu potasu, a potem jeszcze je wyparzyłem 20 min w piekarniku na 105 stopni. Gorące zalałem gotującym się dżemem. Jak na razie po prawie dwóch tygodniach. Trzymają się idealnie. A smak jest nieziemski. Mam ponad 10 słoików ok 300 gramów czarnej porzeczki i tyle samo czerwonej. Do tego dziś obrałem, choć już trochę spóźnione porzeczko-agrest. Udało się obrać niecały kilogram i wyszły z tego zaledwie trzy słoiki. Wygląda apetycznie. Oczywiście ja co roku robi się wino. Choć zastanawiam się kto to będzie pił. Jest jeszcze nie ruszone wino sprzed 3 lat. To samo z nalewkami.

My jak pijacy mamy takie ciągi. Pijemy przez kilka dni, a potem nic przez kilka miesięcy. Obiecujemy sobie, że co dzień wieczorkiem. A potem zapominamy. Zrobiłem też nalewkę z truskawek. Trochę dużo. Dziś zlałem. Prawie 10 półlitrówek. Tym razem jednak zrobiłem bardzo łagodne. Chodziło głównie o truskawki, aby te były alkoholowe. Do ciasta, no i rzecz jasna, po prostu do jedzenia.

Kolejna sprawność jaką zdobyłem, to pieczenie chleba :) Upiekłem w piekarniku. Wyszedł zadziwiająco dobry. Byłem przekonany, że na drugi dzień będzie niejadalny bez tych wszystkich spulchniaczy i polepszaczy. Okazało się jednak, że i na trzeci dzień jest w miarę zjadliwy. A tak w ogóle jestem na krótkim urlopie.

Komentarze

Ewa pisze…
Warto jeszcze otulić ze wszystkich stron gorące słoiki kocykiem, żeby bardzo wolno stygły. Widzę, że przewracasz je do góry dnem. Ja tego nigdy nie robię, bo i po co. Sprawdzam jedynie czy zakrętka jest szczelna i zawartość słoika nie wycieka. Słoiki zawsze mi się zamykają.
Pozdrawiam ciepło :)
Nomad pisze…
Właśnie tak się zastanawiałem, czy ma sens odwracanie do góry dnem. Potem dżem się przykleja do zakrętki. I tak wolno stygną, bo gorąco tu u nas pod Krakowem :)
Ewa pisze…
Im wolniej stygną tym bardziej powietrze się skrapla i wytwarza się próżnia, a zatem otulanie kocykiem ma sens, przewracanie zaś do góry dnem to metody naszych babek na sprawdzenie szczelności - jak nie wycieka to się zamknęło. Kiedyś popularne były weki, a zakrętki z odzysku...
makroman pisze…
I nie ma to jak nabywač nowych umiejętności.