Wreszcie na Slowacji

Trafiło się okienko pogodowe i na dodatek zgrało się z tym, że Basia nie szła w sobotę do pracy. Niby mieliśmy z L. i P. śmignąć po mojej okolicy na rowerach. Jednak od początku maja był niespełniony wyjazd na Słowację Szybko we czwartek załatwiłem nocleg w samym Prosieku. Niby cena 9 Euro za noc od osoby, ale, że na jedną noc. Niestety troszkę drożej. W planach od dawna przejście Prosiecką i Kwaczańską.

Mieliśmy ruszyć o szóstej rano, ale ruszyliśmy prawie o siódmej. No cóż od pewnego czasu jeśli się z kimś umawiam i mam tam pójść z Basią. Zawsze mówię, że nie mogę zagwarantować punktualności i nie biorę odpowiedzialności za deklaracje czasowe. Sam jestem zawsze punktualny co do minuty. Nie potrafię sobie wyobrazić, że robię coś kosztem innych. Spóźnianie się jest wykorzystaniem czyjegoś czasu dla własnej wygody. Uważam to za wysoce nieetyczne. Teraz tak właśnie było. To Basia zaproponowała taką godzinę. Wstałem o 5:00 aby zdążyć i dotrzymać terminu. Mogłem spać prawie godzinę dłużej.

Na kwaterę dojechaliśmy prawie na 10:00 Dokładnie na sześć kilometrów przed kwaterą. Spostrzegłem, że na tablicy rozdzielczej zapaliła się żółta kontrolka. Nie czerwona na szczęście. Od razu sobie pomyślałem. Równowaga musi być zachowana. Ostatnio nabyłem nowego laptopa i telefon. Ponadto zapowiada się fajna wycieczka. Byłbym zbyt szczęśliwy, trzeba mi dokopać. Zepsuł się samochód. Dojechaliśmy na miejsce i z premedytacją stwierdziłem. Mam to gdzieś. Idziemy na wycieczkę, a po powrocie dopiero sprawdzę co zacz. Będę się martwił potem.

https://get.google.com/albumarchive/104896263042754159806/album/AF1QipMNuTrbo5K4m-sPoOLGdYIX78n72zMeNmKhozVp
Więcej w Dolina Kwaczańska

Zaufaj Bogu/przeznaczeniu/losowi (niepotrzebne skreślić) Ruszyliśmy z kwatery do Prosieckiej. Jakiś kilometr. Początek imponujący. Pogoda cudna - zdjęciowo. Niestety, słonecznie i piękne pierzaste chmurki, ale zimno jak pies. Z powodu mętliku w głowie spowodowanego awarią nie wziąłem żadnej bluzy czy kurtki Aplikacja w telefonie pokazuje 14 stopni. Ja w podkoszulku z krótkim rękawem. W połowie dolinki przypomniałem sobie, że nie wziąłem logera GPS. Nie będzie śladu trasy i nie będzie tagów GPS na zdjęciach. No trudno. Napawajmy się widokami. Cieszmy się chwilą. Po początku doliny obfitującym w skałki, wąskie przejścia mostki i drabinki. Ślad nie został. Jedynie jakieś krzaczory i wyschnięty potok. Trochę czułem się zawiedziony. Ale na końcu znowu atrakcje jak na początku, a nawet większe. No i wodospad. Imponujący. Ale nigdzie nie mogę znaleźć go na mapie. Nie ma go zaznaczonego na mapach. Nie wiem, czy nie był to po prostu efekt niedawnych deszczy. Tu link do zdjęcia 360. Potem w planach było przejście z Prosieckiej do Kwaczańskiej przez szczyt Prosiecki. Zaczęliśmy iść szlakiem w górę, ale okazało się masakrycznie mokro i na dodatek szlak co rusz się gubił w wycince drzew. Na dodatek zaczęło nam się robić żal widoków. Weszliśmy w las, a dolną piękne widoki w obie strony. Zawróciliśmy postanowiwszy pójść jak wszyscy doliną. Okazało się to znacznie lepszym wyborem, przynajmniej widokowo. Tak doszliśmy do młynów na końcu Kwaczańskiej, po drodze zaliczywszy kolejny wodospad. W samych młynach zrobiliśmy małą przerwę na przekąskę i zwiedzenie ich. Mnóstwo ludzi. Na dodatek atrakcja w postaci kóz z młodymi, które podchodziły do ludzi i dawały się głaskać licząc na poczęstunek. Potem już wróciliśmy Kwaczańską w dół. W Kwaczanach poszliśmy na kofolę i piwo do tej samej knajpki co ja kiedyś rowerem. Potem wróciliśmy przepięknym trawersem z widokiem na nasze Tatry od drugiej strony wprost do Prosieckiej i na kwaterę.

Route 3 522 164 - powered by www.wandermap.net

Po wycieczce wreszcie zajrzałem do samochodu. Przyczyna dość prozaiczna. Poziom oleju minimalny. A po roku od ostatniego przeglądu usiłowałem się umówić na zmianę oleju w serwisie, to pani mnie poinformowała, że co dwa lata lub co 30 tyś km. Zdziwiło mnie to, ale skoro tak twierdzi. Pojechałem więc na najbliższą stację i kupiłem litr oleju. Wlałem i wskaźnik nie zgasł. Dojechałem ponownie na kwaterę i trochę jednak zdezorientowany odczekałem pół godziny. Sprawdziłem bagnetem. Maksymalny poziom oleju. No dobra może wskaźnik się zepsuł. Nic, jestem na wycieczce mam to gdzieś. Mam assistance i mam gwarancję siedem lat na samochód.

Drugi dzień - atak szczytowy. Z rana postanowiliśmy iść do kościoła. Niestety w zabytkowym kościele, w którym sprawdziłem w Beszanowej, że msza jest o 8:00 okazała się o 8:30. Mając prawie 40 min czasu. Poszliśmy na spacer. Szukając sklepu znaleźliśmy obok drugi kościół w którym zaczynała się msza.

https://get.google.com/albumarchive/104896263042754159806/album/AF1QipOMVUgMv65yBIWK45G3vtziiPUawspoFJWRBygU
Więcej w Wielki Chocz

Szybko skorzystaliśmy. Co ciekawe, po słowacku. A dowiedziałem się skąd nazwa nowenna. Bardzo lubię kościoły i msze w Czechach lub na Słowacji. Potem luż pojechaliśmy do miejscowości w której zaczyna się szlak na Wielki Chocz. Ale ostatnio zjeżdżając tam rowerem nie znalazłem wodospadu. Teraz postanowiłem koniecznie go odszukać. Szczęście nam dopisało. Wjechaliśmy prosto na parking przed wodospad. Postanowiliśmy tu zostawić samochód, choć stąd do szlaku jest ponad kilometr przez miasto. Nad wodospadem kolejny kościół z rozpoczynającą się mszą. Wodospad jest imponujący. W samym środku miasta. Porobiliśmy trochę zdjęć i na szlak na Chocz. Początkowo podejście szlakiem rowerowy, ale zaraz po jakimś kilometrze zaczęła się stromizna. Dawno nie szedłem tak stromą ścieżką. Cały czas bez chwili wytchnienia, aż na sam szczyt 1610 m. Ale warto. Widoki ze szczytu cudne. We wszystkie strony góry. Posiedzieliśmy tam trochę i zaczęliśmy schodzić. Wycieczkę zakończyliśmy po 16:00. Teraz do domu. Trochę się stresując tym olejem. Ale okazało się, że wskaźnik zgasł dokładnie w tym samym miejscu drogi w którym się zaświecił. Pewnie potrzebował czasu na rozprowadzenie się.

Oczywiście jakiś problem z mapkami, ale można u samego dołu kliknąć ten długi numerek i przekierowuje. Te dwa zdjęcia, też u dołu można kliknąć i jest to przekierowanie do całych albumów.

Route 3 523 048 - powered by www.wandermap.net

Komentarze

makroman pisze…
Fajne trasy. Mi Wandermapa szwankowała już dłuższy czas, dlatego przeszedłem do Navime (też ma swoje wady).
Kobiety już tak mają, tomy można by pisać!
Osobiście jako nieelektronik uewaźam że układy elektroniczne zaczynają wykazywać efekt emergencji i "żyją własnym życiem" ;)