Zamówiłem w poniedziałek piekarnik. Jak zamawiałem płytę, dokładnie w tej samej firmie. Zamówiłem ją po południu, a na drugi dzień rano odebrałem. Teraz czekam do czwartku i nic. Na dodatek przyszedł mail z prośbą o opinie o firmie. A piekarnika nie ma. Zadzwoniłem. Pan zdziwiony mówi, że istotnie nie ma listu przewozowego. Poprosił abym mu dał 10 min - oddzwoni. Oddzwonił i mówi, że firma wysyłkowa nie jest w stanie zlokalizować przesyłki. Ale żebym się nie martwił, bo to ich problem. We wtorek, czyli jutro najwcześniej jest w stanie wysłać mi drugi piekarnik, a oni już sobie załatwią z firmą przewozową. Pierwszy raz coś takiego mi się przydarza. Trzeba jednak przyznać, że firma solidna. No ale poczekam, aż piekarnik dostanę. Natomiast do nas na górę po piętnastu latach od zrobienia kuchni wreszcie jest mikrofalówka pod zabudowę w miejscu do tego przeznaczonym. Fajna ta mikrofalówka. Tamta mimo tego, że z pewexu, 25 letnia. Miała jedynie funkcję grzania. Ta, to zupełnie inna technika. Jest nawet grill kwarcowy. Działa jak to mój kolega mawia automagicznie. Co ciekawe, początkowo chciałem kupić kuchenkę Boscha. Tak jak płyta i piekarnik. Ale 1800 zł za kuchenkę tylko z funkcją grzania. Na dodatek bez szans aby pasowała wymiarowo. Ta jest nareszcie europejska, a nie amerykańska. Ma ludzki zegar - 24 godzinny. Nie wiem co z tym mają amerykanie. U nich zegarki są tylko 12 godzinne. Strasznie mnie to zawsze irytowało w tamtej kuchence. W tej również musiałem ciachnąć kabel i zamontować wtyczkę, po przeciągnięciu go przez otworek. Czemu w urządzeniach do zabudowy nie robią odłączanych wtyczek. Przecież nie wytnę wielkiej dziury przez inne szafki aby wtyczka przeszła. Ciekawe jak się zepsuje, czy będę miał kłopoty z gwarancją.
Chwilowo wstrzymałem prace strychowo-piwniczno-kotlowniane. Zagospodarowałem tam pozostałości regipsów. Robiąc ściany, sufity, półki i wnęki. Wstrzymałem na rzecz ogrodu, bo pogoda się klaruje i wszystko zaczyna budzić się do życia. Po poprzednim roku ogród, bez ogrodnika ledwo zipie. Wiele rzeczy wymaga naprawy, przycięcia, strzyżenia i grabienia. Od kilku dni intensywnie to robię.
Dziś wreszcie po dwóch nieudanych podejściach od września tamtego roku oddałem krew. Dzięki temu pozałatwiałem mnóstwo rzeczy. Odebrałem piłę z naprawy, półki z cięcia, zrobiłem zakupy, umyłem samochód, odkurzyłem go, zmieniłem opony. Byłem u fryzjera, no i do 19:30 pracowałem na ogrodzie. W między czasie zrobiłem pyszne polędwiczki w sosie z suszonych pomidorów. Naprawdę dobre. Ja sobie je zjadłem z chlebkiem naan, który też zrobiłem. Wystawiłem na parapet do słońca ciasto na chlebek. Przychodzę po godzinie, a ono wystaje z miski. Strasznie wyrosło. Aż się przestraszyłem, że coś z nim nie tak. Pierwszy raz też w przepisie mleko zastąpiłam śmietanką 30-tką. Miałem nosa. Eksperyment się powiódł. Chlebek jest aksamitny i mięciutki. Zjadłem chyba z pięć kawałków po dwudziestej. Będę się smażył w piekle. Oczywiście do tych polędwiczek powinny być ziemniaki, ryż lub kasza. Ale ja miałem ochotę na chlebek.
Oczywiście znowu nie udało się pojechać na Słowację na rower. Ale za to pojechałem sprawdzić trasę wiślaną. Jest 12 km świeżutkiego asfalciku po wałach Wisły. Fajnie się jechało. Za to z powrotem całe 40 km pod wiatr i zimno.
Chwilowo wstrzymałem prace strychowo-piwniczno-kotlowniane. Zagospodarowałem tam pozostałości regipsów. Robiąc ściany, sufity, półki i wnęki. Wstrzymałem na rzecz ogrodu, bo pogoda się klaruje i wszystko zaczyna budzić się do życia. Po poprzednim roku ogród, bez ogrodnika ledwo zipie. Wiele rzeczy wymaga naprawy, przycięcia, strzyżenia i grabienia. Od kilku dni intensywnie to robię.
Dziś wreszcie po dwóch nieudanych podejściach od września tamtego roku oddałem krew. Dzięki temu pozałatwiałem mnóstwo rzeczy. Odebrałem piłę z naprawy, półki z cięcia, zrobiłem zakupy, umyłem samochód, odkurzyłem go, zmieniłem opony. Byłem u fryzjera, no i do 19:30 pracowałem na ogrodzie. W między czasie zrobiłem pyszne polędwiczki w sosie z suszonych pomidorów. Naprawdę dobre. Ja sobie je zjadłem z chlebkiem naan, który też zrobiłem. Wystawiłem na parapet do słońca ciasto na chlebek. Przychodzę po godzinie, a ono wystaje z miski. Strasznie wyrosło. Aż się przestraszyłem, że coś z nim nie tak. Pierwszy raz też w przepisie mleko zastąpiłam śmietanką 30-tką. Miałem nosa. Eksperyment się powiódł. Chlebek jest aksamitny i mięciutki. Zjadłem chyba z pięć kawałków po dwudziestej. Będę się smażył w piekle. Oczywiście do tych polędwiczek powinny być ziemniaki, ryż lub kasza. Ale ja miałem ochotę na chlebek.
Oczywiście znowu nie udało się pojechać na Słowację na rower. Ale za to pojechałem sprawdzić trasę wiślaną. Jest 12 km świeżutkiego asfalciku po wałach Wisły. Fajnie się jechało. Za to z powrotem całe 40 km pod wiatr i zimno.

Komentarze