Kara za niesłuchanie męża

Kiedyś nad morzem w okolicy Pucka. Jadąc na rowerową wycieczkę, bo cóż można nad morzem robić. Basia przejeżdżając tory kolejowe, które biegły w skos przez drogę. Zamiast przejechać je pod kątem prostym. Nie zadała sobie trudu, tylko usiłowała przejechać je kantem. Skończyło się to tak, że przednie koło wpadło w koleinę, a siłą bezwładności rower usiłował jechać prosto. Całe szczęście, że nic akurat nas nie mijało i nic nie jechało bezpośrednio za nami. Od tamtej pory ciągle Basi powtarzam, że każdy krawężnik czy jakąkolwiek podłużną szczelinę na drodze trzeba przejeżdżać możliwie pod kątem prostym. A na krawężnik trzeba dodatkowo umieć wjechać. Wjazd z ukosa, owszem jest możliwy, ale tylko dla bardzo sprawnych rowerzystów. Trzeba wtedy poderwać przednie koło za kierownicę z jednoczesnym jego przestawieniem w bok i bardzo szybko skoordynować ten ruch z przeniesieniem ciężaru ciała maksymalnie w przód i poderwanie tylnego koła, aby nie ślizgnęło się bokiem. We środę jechawszy do pracy rowerem Basia oczywiście ignorując moje rady próbowała wjechać na chodnik jadąc obok ulicą. Skończyło się to w oczywisty sposób.

Tak nieszczęśliwie, że dodatkowo przy dość znacznej prędkości przewróciła się upadając na rękę i kolano. Oczywiście moje prośby o jeżdżenie w kasku też ignoruje. Na szczęście tu akurat na głowę nie upadła. Nie była już po pracy w stanie wrócić na rowerze i zadzwoniła do mnie, że bardzo ją bok boli choć nie pamięta aby upadła na bok czy się uderzyła. Zaproponowałem, że przyjadę po nią natychmiast i podjedziemy na pogotowie w Krzeszowicach. Oczywiście odmówiła. Po pracy ja odebrałem obolałą. Uparła się, że pojedzie nazajutrz do pracy. Ale pojedzie sobie na zakupy do Krakowa i stamtąd do Krzeszowic busem. Okazało się, że chodząc po Krakowie prawie jej przeszło. W pracy jednak znowu znacznie się pogorszyło. Pojawił się siniak. Na mój gust złamane lub pęknięte żebro. Zaczęła się też skarżyć na ból z tyłu pleców. To już zakrawa na problem ze śledzioną. Twierdziła, że jednak upadła tylko na rękę i kolano. Mimo tego nalegałem na pogotowie. Być może, że to tylko takie zarwanie, ale śledziona jest bardzo kruchym narządem i może zostać uszkodzona w ten sposób żebro też. Oczywiście nie da się jej zmusić do pojechania na pogotowie. Dziś rano jednak pękła, trochę pod wpływem bólu, a trochę pod wpływem mojego straszenia. Pojechaliśmy na SOR do Narutowicza. Zostaliśmy przyjęci z kodem zielonym - pomoc odroczona. Czas oczekiwania do 4 godzin. Rano jednak nie ma dużo przypadków. W niecałe dwie godziny Basia została zdiagnozowana. Zostało zrobione prześwietlenie i USG. Na szczęście nic poza mocnym stłuczeniem się nie stało.

Komentarze

makroman pisze…
Cóż zauważyłem iż sporo (powiedzmy 99,9%) kobiet jest zdania iż rzeczy takie jak grawitacja, czy tarcie mężczyźni wymyślili im na złość...