Kiedyś trzeba było podjąć taką decyzję. Niby miałem do marca czas. Ale po co ma stać, zajmować miejsce i się męczyć. W piątek poszukałem w necie i zadzwoniłem. W pięć minut wycena i sms z numerem pod który trzeba zadzwonić aby przyjechali zabrać. Zadzwoniłem i umówiłem się max do 11:30. albo po 15:00 Basia akurat ten tydzień ma na drugą zmianę. Wypisałem upoważnienie. Oczywiście zadzwonili we wtorek, że będą miedzy 12:00 a 15:00. No przecież mówiłem, że max do 11:30 nawet pan to zapisał. Ok, to będziemy jutro. Jutro około 14:00 dzwonię, bo nie przyjechali. Ale my ten rejon obsługujemy co drugi dzień, możemy być we czwartek. No przecież pan mówił, że dziś przyjedziecie. Ok, W czwartek telefon, no to będziemy koło 14:00 Ożeż ty! ile razy mam mówić, że max do 11:30! Ale w końcu dałem za wygraną. Dobra mogę być o 14:00 ale na 100% bo muszę zwolnić się z pracy. Będziemy o 14:00. O 13:00 telefon. Będziemy za 15 min. Ja pierdziu! No przecież umówiliśmy się na 14:00 nie zdążę dojechać w 15 minut z Krakowa. Dobra to o 14:00. 14:30 dzwonię zniecierpliwiony. Już jedziemy. Przyjechali parę minut przed 15:00.
Łezka w oku się kręciła jak odzierali z rejestracji. Bronił się. Przysiadł na bagażniku i zaparł się tylnymi oponami. Zacisnął ręczny i nie chciał puścić. Wreszcie wciągnęli na przyczepę. Papiery o eutanazji wypisali. Silnik pójdzie na aluminium, a reszta w kostkę. Tyle razem przeszliśmy. Kulę ziemską objechaliśmy prawie 10 razy.
Łezka w oku się kręciła jak odzierali z rejestracji. Bronił się. Przysiadł na bagażniku i zaparł się tylnymi oponami. Zacisnął ręczny i nie chciał puścić. Wreszcie wciągnęli na przyczepę. Papiery o eutanazji wypisali. Silnik pójdzie na aluminium, a reszta w kostkę. Tyle razem przeszliśmy. Kulę ziemską objechaliśmy prawie 10 razy.


Komentarze