Dwa tygodnie mi to zajęło. Znaczy samo malowanie. Cały remont niebawem będzie rok. Ale wreszcie ten etap mam już za sobą. Nawet drobne poprawki już zrobione. Zawsze gdzieś się nieopatrznie maźnie, kapnie czy chlapnie. Najważniejsze też, że założyłem kaloryfery poza jednym w salonie. Sam nie dam rady. Po pierwsze ciężki, po drugie zastawiony na razie meblami. Z kaloryferami miałem stres, bo ten w łazience zakładany przez fachowców kapał i oczywiście został pozostawiony zakręcony, a nie byłem w stanie odkręcić. Raz, że ciasno, drugie zawór nie chciał puścić. Okazało się, że wszystkie zawory są nie do ruszenia. Ale jak to ktoś powiedział. Dajcie mi punkt podparcia i odpowiednio długi drąg, a poruszę ziemię. I ja złapałem kluczyk do zaworów w wielki klucz francuski i puściły, każdy po kolei. A kaloryfer w łazience okazał się niedokręcony. W ogóle jestem poirytowany na fachowców. Tu kaloryfer niedokręcony, tam wylewka pęka, a i płytki tak sobie położone. Może to dlatego, że większość sam robiłem i starałem się wszystko dopieścić. To i to co fachowcy robili i nie dociągnęli mnie irytuje. Czasami wydaje mi się, że jakbym miał jeszcze rok, zrobiłbym sam wszystko lepiej. Dziś zaczynam podłogę w sypialni i potem w salonie. Malowanie zajęło mi dwa tygodnie, myślę, że podłogi zajmą podobnie.
Kuchnia już zaprojektowana, fronty i blaty wybrane. Ale nie wiem jak ja to budżetowałem,. Kuchnię w zasadzie pominąłem, gdzieś tam, ktoś wspomniał, że kuchnię to można kupić w Ikei czy w leroy za 1000 zł. Zaprojektowana z wyspą, choć ścianka szafek ma dosłownie dwa metry wyszła… nie powiem ile razy więcej. Ale dużo, o wiele za dużo. Trochę mnie to załamało. Na szczęście mam już kolejne 1000 pkt na karcie co oznacza 10% zniżki. Podobno od piątego jest jakieś święto w leroy i będzie kolejne 10% razem 20% tak mnie zapewnił pan, że rabaty się łączą. Faktycznie pamiętam w tamtym roku było tak z regipsami. Ale i tak trzeba będzie jeszcze kupić zlewozmywak i baterię, a najgorsze, że płytę grzewczą i piekarnik. Postanowiłem od razu kupić piekarnik, bo chcę mieć z głowy montowanie tego w meblach. Nie będzie dziury do marca. Okazuje się, że te kuchnie solgazu, można kupić na miejscu w Krakowie. Są o 20 zł droższe niż na ich stronie, ale to i tak taniej o przesyłkę. No i z ewentualną reklamacją nie będzie problemu.
Wczoraj byliśmy u rodziców L. zaprosili nas. No skoro córka ma zamieszkać u nas, to trzeba nawiązać rodzicielskie kontakty. L. bardzo się fascynuje tym mieszkaniem, nakupiła już sprzętów kuchennych na wyposażenie. Cieszy się kolorami malowania i w ogóle. Ja tylko się boję, że jak zderzy się z dojazdem pociągiem rano do pracy i w ogóle mieszkaniem na wsi 20 km od Krakowa. Może zmienić zdanie. Na razie podobało jej się grabienie liści jak ostatnio pomagała Konradowi. Tak może się to podobać jako zabawa, ale jak przyjdzie grabić co dzień przez dwa tygodnie, to można wymięknąć. Poczekamy zobaczymy.
Kuchnia już zaprojektowana, fronty i blaty wybrane. Ale nie wiem jak ja to budżetowałem,. Kuchnię w zasadzie pominąłem, gdzieś tam, ktoś wspomniał, że kuchnię to można kupić w Ikei czy w leroy za 1000 zł. Zaprojektowana z wyspą, choć ścianka szafek ma dosłownie dwa metry wyszła… nie powiem ile razy więcej. Ale dużo, o wiele za dużo. Trochę mnie to załamało. Na szczęście mam już kolejne 1000 pkt na karcie co oznacza 10% zniżki. Podobno od piątego jest jakieś święto w leroy i będzie kolejne 10% razem 20% tak mnie zapewnił pan, że rabaty się łączą. Faktycznie pamiętam w tamtym roku było tak z regipsami. Ale i tak trzeba będzie jeszcze kupić zlewozmywak i baterię, a najgorsze, że płytę grzewczą i piekarnik. Postanowiłem od razu kupić piekarnik, bo chcę mieć z głowy montowanie tego w meblach. Nie będzie dziury do marca. Okazuje się, że te kuchnie solgazu, można kupić na miejscu w Krakowie. Są o 20 zł droższe niż na ich stronie, ale to i tak taniej o przesyłkę. No i z ewentualną reklamacją nie będzie problemu.
Wczoraj byliśmy u rodziców L. zaprosili nas. No skoro córka ma zamieszkać u nas, to trzeba nawiązać rodzicielskie kontakty. L. bardzo się fascynuje tym mieszkaniem, nakupiła już sprzętów kuchennych na wyposażenie. Cieszy się kolorami malowania i w ogóle. Ja tylko się boję, że jak zderzy się z dojazdem pociągiem rano do pracy i w ogóle mieszkaniem na wsi 20 km od Krakowa. Może zmienić zdanie. Na razie podobało jej się grabienie liści jak ostatnio pomagała Konradowi. Tak może się to podobać jako zabawa, ale jak przyjdzie grabić co dzień przez dwa tygodnie, to można wymięknąć. Poczekamy zobaczymy.




Komentarze
Po "fachowcach" poprawiałem jeszcze trzy lata, a niektórych rzeczy poprawić się na da i musiał bym robić od początku a tego mi się nie chce.
Liści z premedytacją nie grabię, niech leżą, pozbierać jak spadną do zera albo... wiosną ;). I tak dobrze że w tym roku nie zanosi się na listopadowe koszenie jak w ostatnich latach.