Powoli kończymy.

Ostatnio nasz kraj zaczęły przecinać wszelkiego rodzaju trasy rowerowe. Co rusz słyszy się o projektach ze słowem “Velo” w nazwie, a to GreenVele, a to Velo Dunajec, czy choćby mnie bliskie Velo Rudawa. Będąc w serwisie rowerowym, gdzie zakupiliśmy dla Basi lampkę, bowiem Basia zaczęła chodzić na dwie zmiany. I na 14:00 jedzie rowerem (ma 6 km) wraca po 22:00 - ciemno. Właśnie minął pierwszy tydzień takiej jazdy. Jadę po nią też rowerem i wracamy razem w noc. Jako dobry mąż :) nie chcę aby się bała jadąc sama. Fajne takie nocne jazdy. W sumie w obie strony zajmuje mi to około godziny. W domu jesteśmy na 22:30 Śpię potem jak zabity. No więc wracając do serwisu. Pan znajomy wie, że jeżdżę na rowerze dość intensywnie i w różnych miejscach. Zapytał czy jechałem już z Nowego Targu szlakiem rowerowym wokół Tatr. No jechałem dookoła, ale inną trasą.

No więc jest zrobiona piękna ścieżka rowerowa dawnym nasypem kolejowym. Z samego Nowego Targu do granicy 22,5 km, a potem jeszcze przez Słowację do Trsteny 14 km. Wybraliśmy się. W Nowym Targu bardzo trudno znaleźć miejsce, gdzie zaczyna się szlak. Najłatwiej zlokalizować go przy hotelu Skalny Dworek. Przy Tesco zostawiliśmy samochód i zajęło nam około pół godziny znalezienie wjazdu na szlak. Nikt nic nie wie i praktycznie na żadnych mapach nie można wypatrzeć dokładnej lokalizacji. Nawet na stronie szlaku jest tylko poglądowa mapka. Część Polska szlaku jest niespecjalna. Jeszcze w Nowym Targu wjeżdżamy w las i to jest nasza najładniejsza część. Potem niestety jedzie się wzdłuż głównej drogi. Na szczęście po około 5 km szlak odbiega od szosy. Zaletą jest to, że praktycznie cały czas mamy panoramę Tatr przed sobą i trochę z boku. Przy pięknej pogodzie to jest aż nadto. W zasadzie nigdzie nie ma znaku, który by sygnalizował granicę. Jedynie kolor słupków to oznajmia. Jazda po drugiej stronie granicy jest znacznie bardziej atrakcyjna. Szlak wije się zupełnie przez niezaludnione tereny. Jest po prostu pięknie. Kończy się w mieście przy restauracji żabka. Lana kofola i piwo. W sumie tam i z powrotem wychodzi 75 km. W stronę Słowacką teren sukcesywnie się wznosi, choć na samą Słowację zjeżdżamy. Ale różnica poziomów wynosi 200 m. My mieliśmy w tamtą stronę silny wiatr od Tatr. Wtedy trudno się jedzie, ale za to z powrotem nie schodziliśmy poniżej 20/h. Warto zrobić taką wycieczkę.

Po dłuższej przerwie wakacyjnej. Robotnicy wracają i będziemy już kończyć. Niestety z uwagi na wakacje i niedostępność robotników wszystko przesunęło się o prawie dwa miesiące. Na szczęście poza paroma drobiazgami łazienka gotowa. Ja postanowiłem zrobić sam sufity w sypialni i salonie. Sypialnie właśnie dziś skończyłem i jutro zaczynam salon. W następnym tygodniu przychodzą robotnicy robić płytki na podłogach. Mam nadzieję, że na początku października będzie można się powoli wprowadzać.

Komentarze

makroman pisze…
no fajna trasa!!