Panie, się rusza...

W zasadzie mogę powiedzieć, że to już jest koniec. Przynajmniej moich intensywnych prac remontowych. Skończyłem dokładnie wszystko. W sobotę przykręciłem ostatnią płytę na sufit. Mieli to robić robotnicy, ale termin zbyt odległy. W tej chwili facet kończy kłaść płytki na podłogach. Zdecydowałem się położyć płytki przed gipsowaniem i szlifowaniem płyt z uwagi na dostępność ekip. Potem płytki zabezpieczymy folią. Oczywiście. Ja będę musiał położyć jeszcze w sypialni i salonie podłogę panelową, ale to jak puzle czy klocki lego. no i oczywiście jeszcze malowanie mnie czeka. Kontakty i takie tam inne duperele.

Ale to już można robić nawet jak będą mieszkali. Z takich największych obaw jakie mnie trapią, to montowanie kuchni. Zrobienie tej całej wyspy z kuchenką i zlewozmywakiem. To może być problem. Potem meble, firanki, w ogóle urządzanie. Ale to tak jak mówiłem, można mieszkać. Mam nadzieję, że na święta będzie full wypas. Tak że termin przekroczony o jakieś 3-4 miesiące, ale pokoi nie było w planach i budżet prawie dwukrotnie. Tak to już jest. Najgorsze jednak jest, że facet położył płytki w piątek, ja wszedłem na nie w sobotę. Zresztą on sam chodził w piątek po czwartkowych. W sobotę wieczorem stwierdziłem, że 14 płytek się rusza. Załamałem się. Coś jest nie tak. Dziś go nie było, dzwoniłem z tą informacją. Mam nadzieję, że będzie jutro. Ale jestem pełen obaw co będzie po roku użytkowania.

Komentarze

makroman pisze…
Dziwne z tymi płytkami, u mnie też było chodzone na drugi dzień, i nic nie drgnęło, może kwestia kleju, albo jego rozrobienia (za mokry i wiązał ze zwłoką)?