13 września minął 256 dzień roku. 256 to 2 do potęgi ósmej. To maksymalna liczba, którą można zapisać na jednym bajcie. W zasadzie to najmniejsza zmienna używana w programowaniu. Oczywiście jest jeszcze bool - pojedynczy bit, ale tego nie wszystkie języki dopuszczają. Bajt to podstawa. Jest taki kawał: Jeden programista do drugiego - pożycz dwie stówy. Dam ci 256 zł, będzie równiej. Programista deklarując zmienną stringową o długości np 200 czy 1000 zawsze zadeklaruje 256 lub 1024. I ten równy dzień w roku został wyznaczony na międzynarodowy dzień programisty. Oczywiście nie obchodzi się go, tak jak dzień hutnika czy górnika. Choć śmiem twierdzić, że programistów już na świecie jest chyba więcej niż górników czy hutników. To dość zaniedbany zawód. Tak jakby świat dalej uważał, że programiści to mali chłopcy lubiący komputery. Bawiący się w pracy. Ubolewam wielce nad tym, bo to bardzo trudny i wymagający zawód. Owszem może nie jest niebezpieczny, bo jedyną krzywdę fizyczną jaką można sobie w takiej pracy zrobić, to spaść z krzesła lub ewentualnie nadwyrężyć palec.
Ale zawód ten niestety ma ogromne konsekwencje psychiczne, które traktuje się na razie bardzo po macoszemu. Wręcz pomija. Ja nie mówię tu tylko o programistach, tych tak zwanych koderach. Mowa tu o wszystkich ludziach tworzących oprogramowanie. Projektantach, testerach i innych. W tej branży presja czasu jest ogromna. Praca jest do granic możliwości wielozadaniowa, nawet na kursie dla liderów na jaki teraz chodzę jest takie zagadnienie. To chyba jedyna praca w której przychodzisz co dzień rano i co dzień nie masz pojęcia jak się zabrać do pracy. Często przez kilka dni nie jesteś w stanie napisać ani linijki kodu, po prostu nie masz pojęcia jak rozwiązać dany problem algorytmiczny. Ba co dzień rano okazuje się, że musisz przerwać, to nad czym pracujesz od tygodnia i zabrać się za trzy inne jeszcze bardziej nierozwiązywalne problemy. Ktoś kiedyś pięknie to ujął. Jakbyś spał i co pół godziny, ktoś by cię budził pytając która jest godzina. Wyspał byś się? Ta praca to jak nieustanne rozwiązywanie bardzo skomplikowanych zadań logicznych, jakby ktoś permanentnie robił co dzień przez 8 godzin test na iloraz inteligencji. I na ten dzień programisty w pracy rano czekały na nas jabłka. Wygrawerowane jabłka. Taka naszła mnie refleksja gdy jadłem to jabłko. Nam jabłka grawerują, a w innych częściach świata głód. A my mamy jeszcze czelność narzekać, że nam źle.
Ale zawód ten niestety ma ogromne konsekwencje psychiczne, które traktuje się na razie bardzo po macoszemu. Wręcz pomija. Ja nie mówię tu tylko o programistach, tych tak zwanych koderach. Mowa tu o wszystkich ludziach tworzących oprogramowanie. Projektantach, testerach i innych. W tej branży presja czasu jest ogromna. Praca jest do granic możliwości wielozadaniowa, nawet na kursie dla liderów na jaki teraz chodzę jest takie zagadnienie. To chyba jedyna praca w której przychodzisz co dzień rano i co dzień nie masz pojęcia jak się zabrać do pracy. Często przez kilka dni nie jesteś w stanie napisać ani linijki kodu, po prostu nie masz pojęcia jak rozwiązać dany problem algorytmiczny. Ba co dzień rano okazuje się, że musisz przerwać, to nad czym pracujesz od tygodnia i zabrać się za trzy inne jeszcze bardziej nierozwiązywalne problemy. Ktoś kiedyś pięknie to ujął. Jakbyś spał i co pół godziny, ktoś by cię budził pytając która jest godzina. Wyspał byś się? Ta praca to jak nieustanne rozwiązywanie bardzo skomplikowanych zadań logicznych, jakby ktoś permanentnie robił co dzień przez 8 godzin test na iloraz inteligencji. I na ten dzień programisty w pracy rano czekały na nas jabłka. Wygrawerowane jabłka. Taka naszła mnie refleksja gdy jadłem to jabłko. Nam jabłka grawerują, a w innych częściach świata głód. A my mamy jeszcze czelność narzekać, że nam źle.

Komentarze