Od dłuższego czasu już sobie tak mówię pod względem psychicznym. Nic mnie nie złamie. Teraz mogę tak powiedzieć pod względem fizycznym. We czwartek cały dzień po pracy kosiłem. W piątek poszedłem oddać krew. Jak tylko przyjechałem zacząłem kosić sad. Okazało się, że padł napęd w kosiarce. Spadł pasek. Jakim cudem? To w zasadzie przeczy fizyce obowiązującej w tej części wszechświata. Jest trochę naderwany i aby go założyć trzeba sporo kosiarki rozkręcić. Postanowiłem kosić bez napędu.
Wymaga to trochę wysiłku w sadzie. Skosiłem połowę i nagle trach, poszła linka od sprzęgła. No niby mógłbym znowu rozkręcić całą rączkę. Jakoś naciągnąć, czymś chwycić i tak zapalić. Gasić trzeba by było znowu puszczając tą linkę. Teraz już serwis nieunikniony. Mam jeszcze kosę spalinową. Resztę sadu tak skosiłem. W sobotę 0 8:00 zebrałem się i z L. pojechaliśmy na rower ponad 80 km po terenie. Jakoś specjalnie górzyście nie było, ale L.unika asfaltów jak ognia. Tak sobie mówię, że jestem niezniszczalny, ale pod koniec w pewnym momencie trochę mdło mi się zrobiło i zimne poty wystąpiły. Tak samo z psychiką. Jestem niezniszczalny, bo na razie luzik. Ale jak tak po łbie dostanę…
A w kuchni zielono. Została do zrobienia łazienka i pralnia. Zabrałem się za łazienkę i wymiękłem. Nie ma sposobu, trzeba będzie kleić płyty. W zasadzie się poddałem w pierwszy dzień i stwierdziłem, że wezmę robotników. Zrobiłem sobie przerwę i przemyślałem i chyba się jednak sam za to zabiorę. W przerwie zacząłem czyścić pokoje. Jestem umówiony z ekipą na kucie wylewki w jednym pokoju.
Niestety tam jest wylewka na wylewce bez podkładu z papy. Jest masakrycznie krzywa. Musi zostać skuta aby był taki poziom jak w sypialni. Tam sam skuje, bo jest wylewka na papie i pęka bez problemu jak walnąć młotem. Wpierw oczywiście muszę zerwać parkiet, a jeszcze wcześniej usunąć wszystko z pokoi. Już to zrobiłem. Meble rozkręcone i tylko czekam aż Konrad przyjedzie aby mi pomógł je wynieść. Z Ekipą jestem umówiony na następny poniedziałek. Tak że jednak remont będzie całości. Mam nadzieję, że do września skończę.
Wymaga to trochę wysiłku w sadzie. Skosiłem połowę i nagle trach, poszła linka od sprzęgła. No niby mógłbym znowu rozkręcić całą rączkę. Jakoś naciągnąć, czymś chwycić i tak zapalić. Gasić trzeba by było znowu puszczając tą linkę. Teraz już serwis nieunikniony. Mam jeszcze kosę spalinową. Resztę sadu tak skosiłem. W sobotę 0 8:00 zebrałem się i z L. pojechaliśmy na rower ponad 80 km po terenie. Jakoś specjalnie górzyście nie było, ale L.unika asfaltów jak ognia. Tak sobie mówię, że jestem niezniszczalny, ale pod koniec w pewnym momencie trochę mdło mi się zrobiło i zimne poty wystąpiły. Tak samo z psychiką. Jestem niezniszczalny, bo na razie luzik. Ale jak tak po łbie dostanę…
A w kuchni zielono. Została do zrobienia łazienka i pralnia. Zabrałem się za łazienkę i wymiękłem. Nie ma sposobu, trzeba będzie kleić płyty. W zasadzie się poddałem w pierwszy dzień i stwierdziłem, że wezmę robotników. Zrobiłem sobie przerwę i przemyślałem i chyba się jednak sam za to zabiorę. W przerwie zacząłem czyścić pokoje. Jestem umówiony z ekipą na kucie wylewki w jednym pokoju.
Niestety tam jest wylewka na wylewce bez podkładu z papy. Jest masakrycznie krzywa. Musi zostać skuta aby był taki poziom jak w sypialni. Tam sam skuje, bo jest wylewka na papie i pęka bez problemu jak walnąć młotem. Wpierw oczywiście muszę zerwać parkiet, a jeszcze wcześniej usunąć wszystko z pokoi. Już to zrobiłem. Meble rozkręcone i tylko czekam aż Konrad przyjedzie aby mi pomógł je wynieść. Z Ekipą jestem umówiony na następny poniedziałek. Tak że jednak remont będzie całości. Mam nadzieję, że do września skończę.








Komentarze
Też kiedyś sądziłem że jestem niezniszczalny, w ciągu tygodnie pr,espałem może 5 godzin, w tym czasie remont dachu kumpla, remont mojego malucha (to dawno temu było) i normalna praca. Skończyło się febrą i stanem podobnym do upojenia alkoholowego. Od tego czasu zakładam że jednak nie jestem njezniszczalny, twardy ale nie, nie do złamania.