Tak, trzeba od czasu do czasu wyjść na świeże powietrze. Choć nie brakuje mi tego, bo niemalże co dzień późnym wieczorem idziemy z Basią na pięciokilometrowy spacer. Ale tym razem zadzwonił do mnie L. z propozycją wyjazdu na trasę Mogielica na nartach typu back country.
To takie biegówki, tylko szersze. Na nich raczej się wędruje niż biega. Są doskonałe do wędrówek po jurze, po terenie niezbyt górzystym. Nie nadają się do stromych podejść czy zjazdów. Trasa wokół Mogielicy, bo o niej mówię liczy 21 km przynajmniej ta duża, bo jest też mała. Jest to szeroka droga leśna zboczami Mogielicy o niewielkich podejściach i zjazdach. Doskonała w zimie na takie wycieczki jak i w lecie na rowerowe przejazdy. Jest zresztą oznaczona jako narciarsko rowerowa. Niezrozumiałym dla mnie jest jedynie to, że w górach na wysokości 700-900 metrów w lutym praktycznie nie ma śniegu. W większości miejsc było około 5 cm śniegu. Bywały też płaty drogi, szczególnie pod drzewami, gdzie nie było śniegu wcale.
Dodatkowo to był świeży śnieg, zupełnie bez podkładu. W paru miejscach było nieco więcej śniegu, ale bez szaleństw około 15 cm. Ja ubrałem takie narty po raz pierwszy w życiu. Pożyczyłem je od L. Od razu polubiłem ten sport. Od paru już lat zresztą nosiłem się z zamiarem kupna, ale z braku śniegu nie doszło to do skutku. Nie wiem czy teraz nie kupię, bo ile jeszcze może być zim bez śniegu. Mam nadzieję, że ostatnia. Mieliśmy niejaki kłopot z dojazdem. Początkowo zadeklarowało się 6 osób, ostatecznie pojechały 3 w tym ja. Organizatorem był P. Niestety tak nas poprowadził, że dojazd zamiast półtorej godziny zajął 3 i pół. Zajechaliśmy aż pod Brzesko prawie i stamtąd musieliśmy się wracać. Potem jeszcze ostatni podjazd okazał się oblodzony i L.nie był w stanie wyjechać. Założyliśmy łańcuchy po krótkiej z nimi walce. Jeden okazał się jakoś tak dziwnie zaplątany, że 10 minut zajęło jego rozplątanie. W końcu dotarliśmy na parking w Wyrębiskach. Stamtąd zeszliśmy do końca trasy i w odwrotnym kierunku ruszyliśmy, początkowo na butach. Do tych nart są zwykłe miękkie buty. Można w nich swobodnie iść.
Do tego narty ważą niewiele więcej niż kijki. Po jakichś pięciuset metrach podejścia udało się ubrać narty. To niezwykła frajda wędrować na takich nartach. Podejścia nie sprawiają problemy, a potem można po prostu zjechać. Nie bardzo da się na nich hamować. Szczególnie jak za zakrętem okazuje się, że brakuje śniegu. Wtedy stosowaliśmy GOmUłę. Gwałtowny, ostateczny układ hamulcowy. Po prostu przewracaliśmy się. Zaczęliśmy o 12:30, a skończyliśmy o 17:15. Pogoda była cudna, widoki jeszcze bardziej.
To takie biegówki, tylko szersze. Na nich raczej się wędruje niż biega. Są doskonałe do wędrówek po jurze, po terenie niezbyt górzystym. Nie nadają się do stromych podejść czy zjazdów. Trasa wokół Mogielicy, bo o niej mówię liczy 21 km przynajmniej ta duża, bo jest też mała. Jest to szeroka droga leśna zboczami Mogielicy o niewielkich podejściach i zjazdach. Doskonała w zimie na takie wycieczki jak i w lecie na rowerowe przejazdy. Jest zresztą oznaczona jako narciarsko rowerowa. Niezrozumiałym dla mnie jest jedynie to, że w górach na wysokości 700-900 metrów w lutym praktycznie nie ma śniegu. W większości miejsc było około 5 cm śniegu. Bywały też płaty drogi, szczególnie pod drzewami, gdzie nie było śniegu wcale.
Dodatkowo to był świeży śnieg, zupełnie bez podkładu. W paru miejscach było nieco więcej śniegu, ale bez szaleństw około 15 cm. Ja ubrałem takie narty po raz pierwszy w życiu. Pożyczyłem je od L. Od razu polubiłem ten sport. Od paru już lat zresztą nosiłem się z zamiarem kupna, ale z braku śniegu nie doszło to do skutku. Nie wiem czy teraz nie kupię, bo ile jeszcze może być zim bez śniegu. Mam nadzieję, że ostatnia. Mieliśmy niejaki kłopot z dojazdem. Początkowo zadeklarowało się 6 osób, ostatecznie pojechały 3 w tym ja. Organizatorem był P. Niestety tak nas poprowadził, że dojazd zamiast półtorej godziny zajął 3 i pół. Zajechaliśmy aż pod Brzesko prawie i stamtąd musieliśmy się wracać. Potem jeszcze ostatni podjazd okazał się oblodzony i L.nie był w stanie wyjechać. Założyliśmy łańcuchy po krótkiej z nimi walce. Jeden okazał się jakoś tak dziwnie zaplątany, że 10 minut zajęło jego rozplątanie. W końcu dotarliśmy na parking w Wyrębiskach. Stamtąd zeszliśmy do końca trasy i w odwrotnym kierunku ruszyliśmy, początkowo na butach. Do tych nart są zwykłe miękkie buty. Można w nich swobodnie iść.
Do tego narty ważą niewiele więcej niż kijki. Po jakichś pięciuset metrach podejścia udało się ubrać narty. To niezwykła frajda wędrować na takich nartach. Podejścia nie sprawiają problemy, a potem można po prostu zjechać. Nie bardzo da się na nich hamować. Szczególnie jak za zakrętem okazuje się, że brakuje śniegu. Wtedy stosowaliśmy GOmUłę. Gwałtowny, ostateczny układ hamulcowy. Po prostu przewracaliśmy się. Zaczęliśmy o 12:30, a skończyliśmy o 17:15. Pogoda była cudna, widoki jeszcze bardziej.






Komentarze
W założeniu akcja wygląda tak - jak jest śnieg to nartami, jak go nie ma to z buta a narty na plecach - brzmi fajnie ale no właśnie - potrzeba "tylko" nart, wiązań i... śniegu ;-)