Nowe Gwiezdne Wojny

Takie odgrzewane kotlety. Jakbym oglądał film z przed trzydziestu lat.
Chwała producentowi za to, że przywrócił klimat Gwiezdnych Wojen z przed trzydziestu lat. Ale niestety scenariusza prawie nie zmienił. Schematycznie film taki sam. Co więcej technologia zatrzymała się w tym świecie. Nadal latają X-Wingami. Przynajmniej rebelianci. Ponadto, dalej są rebeliantami? Przecież wygrali ostatnio. Kolejna gwiazda śmierci, znowu syn i ojciec po przeciwnych stronach mocy. Zresztą syn wygląda jak nie z tej bajki. Bardziej pasowałby do filmu o wielkim kompozytorze albo malarzu. Spotkanie w knajpie podobne. Oczywiście film bardziej poprawny politycznie, coś w stylu lesbijka i murzyn ratują świat, ops… wszechświat. Dla nowych oglądaczy, co nie widzieli starych gwiezdnych wojen, będzie to jednak kawał dobrej rozrywki i uczta dla oczu fanów SF. Mamy tu niesamowite szalone pościgi i bijatyki. Akcja od samego początku nie zwalnia tempa ani na chwilę. Ciągle coś wybucha i ktoś kogoś goni. Co do postaci, poza kilkoma nowymi. Wszyscy starzy znajomi. Oczywiście Han Solo ze swoim włochatym przyjacielem. Księżniczka Lea i oczywiście nasze ukochane roboty. Pod koniec pojawia się nawet sam Luk Skywalker.

Komentarze

makroman pisze…
No cóż to opowieść o tym że zło jest wieczne - a przywrócenie "równowagi mocy" nie polegało na tym że ciemna strona przestała istnieć, ale na tym że przestała dominować...

Generalnie bajka i tak należy to traktować, tyle że z całym szacunkom przynależnym bajkom.

poza tym w końcu wyrosły nowe pokolenia, dla których nasze "gwiezdne wojny" to ramol i wapno, no to dostali swoje.