Wygrałem w totka

Od czasu do czasu, jednak bardzo rzadko. Kupuję totka. Tylko gdy wygrana przekracza dziesięć milionów. Potem tygodniami nie pamiętam, albo nie mam czasu sprawdzić. No i po czterech tygodniach przypomniałem sobie, że kiedyś kupiłem. W październiku. Już miałem wyrzucić, ale pomyślałem sobie: Jak wyrzucam milion? Sprawdziłem. Pierwsza cyfra się zgadza, druga też, trzecia… Czwarta już nie, ale piąta tak. Szkoda, że na tym koniec. Pierwszy raz w życiu trafiłem cztery cyfry. Ja wiem, że wartość oczekiwana w grach losowych jest ujemna, ale dostałem za to 134 zł. To jest ponad czterdzieści zakładów. Na pewno tyle nigdy w życiu nie wysłałem. Zgodnie ze zdrowym rozsądkiem i matematyką powinienem przestać grać. Niestety dusza hazardzisty mi na to nie pozwoli. Swoją drogą byłem przekonany, że po prawie miesiącu nie wypłacą mi wygranej. Ale w zwykłym kiosku ruchu zrealizowałem wygraną.
W piątek wieczorem zadzwonił z pracy do mnie M. Abym przyjechał w sobotę i zajął się pewnym problemem u klienta. Na sobotę planowałem ogród. Zmielenie i zgrabienie liści do końca. Jakbym chciał pracować jako wdrożeniowiec, to bym się nie zatrudniał jako programista i podniecałbym się stresem związanym z problemami klienta.

Po czterech godzinach analizy bazy testowej doszedłem do tego, że problemem jest źle napisany przez wdrożeniowców trigger. Po wyłączeniu go czas zatwierdzania dokumentu spadł z prawie 10 sekund do półtorej sekundy. Co więcej taki sam czas uzyskałem po naprawieniu go. Nie dość, że nie trafiał sobie w indeks, to jeszcze aktualizował nie to co trzeba. Cały czas byłem w kontakcie z dziewczyną która jechała po Warszawie i raz dzwoniła do mnie, a raz do klienta. Współczuję wdrożeniowcom, ale taką pracę wybrali, ja inną. Okazało się, że wyłączenie tego triggera na bazie produkcyjnej nie pomaga. Test jednak nie kłamie. Wyłączenia dokonywał sam klient. Albo robi to źle, albo nie na tej bazie. Około 12:00 zebrałem się i odłożyliśmy problem do poniedziałku. Mam nadzieję, że jednak w poniedziałek okaże się, że już jest ok i klient nie umiał tego sam zrobić. Trigger był ewidentnie zły. Istnieje niewielka szansa jednak, że źle mi przekazano informacje i przy okazji poprawiłem nie to z czym klient miał problem i jest jeszcze coś innego. Zobaczymy w poniedziałek. Niestety w sobotę jak przyjechałem zaczęła się mżawka i nici z ogrodu, a dziś wicher, który rozwiał mi wszystkie liście. Jestem strasznie wkurzony. Teraz mam dwa razy więcej pracy
Wieczorem pojechaliśmy do teatru Variete na "Przerażony na śmierć" Nie jest to jakiś ambitny teatr i sama sztuka też nie. Poziom aktorski mniej więcej na etapie seriali TV. Zresztą tacy aktorzy. Wyjątkiem był narrator. Widać, że to kompletnie inna klasa aktora. Niemniej jednak wieczór był bardzo udany. Mieliśmy miejsca w pierwszym rzędzie. To nie kino, jednak na kolejny raz wezmę co najmniej drugi lub trzeci rząd.

Komentarze

Ewa pisze…
No i taka to przyjemna rzeczywistość...
Nad moim ogrodem przeszła także wichura i nic w tym wkurzającego by nie było gdyby nie te liście. Napracowałam się, wygrabiłam cały ogród... i d..a blada, znowu przynajmniej na dzień roboty...
Miłego tygodnia :)
makroman pisze…
gratulacje - wygrana zawsze cieszy.
Wdrożenia to parszywe zajęcie - obserwuję u siebie w firmie męki ludzi którzy usiłują swoje programy zarządzania energetyką wdrożyć do realiów mojej elektrowni - śmiejemy się że jeden z nich wyrwał sobie już wszystkie włosy z głowy i teraz zaczyna wyrywać te spod pachy... ;-).

Żeby unaocznić fakt parszywość tego zajęcia - ich programy są naprawdę wysokiej klasy - problem w tym że.. teraz trzeba je popsuć żeby pasowały do realiów...