Marsjanin

Czekałem długo na ten film. Zdążyłem przeczytać w miedzy czasie książkę. Zawsze mam dylemat, czy dobrze robię. Oglądając potem ciągle porównuje.
To taki trochę Robinson Crusoe na Marsie. Początkowo film nie odbiega w zasadzie od książki. Oczywiście trudno w filmie pokazać te wszystkie obliczenia i przemyślenia bohatera książkowego dotyczące jego zapasów i sposobów na przeżycie. Obrazem jednak można pewne rzeczy pokazać lepiej niż je mozolnie opisywać. Dla mnie film SF musi być dobrze technicznie zrobiony. Nie lubię niskobudżetowych produkcji gdzie widać wszędzie tekturę. Ten film, pod tym względem jest dopieszczony. Idąc na film SF chcę sycić oczy technologią. Tu można. Historia filmowa, mimo, że trwa dobrze ponad dwie godziny jest wielce uproszczona wobec książki. Nie ma całego długiego fragmentu podróży z jednej marsjańskiej bazy do drugiej. Nie ma kilku katastrof, które wtedy się po drodze, nie ma kolejnej utraty łączności i kolejnej burzy. Pod tym względem książka jest ogromnie bogata. Tam na każdej stronicy coś się dzieje, coś nie udaje. Można spokojnie zrobić z tego serial. Mimo to film jest bardzo miły dla oka i ciekawy do oglądania. Może warto robić odwrotnie, wpierw film, potem książka?

Komentarze

makroman pisze…
O tak - ksiażka niestety dopiero czeka na przeczytanie - pewnie dopiero jak przeczytam sięgnę po0 film.
Czytałem recenzje w serwisie "nauka w Polsce" i macie identyczne zdanie z ludwikiem Tomalą - największym smaczkiem jest nie tyle fabuła i przygody co "te wszystkie obliczenia i przemyślenia bohatera książkowego dotyczące jego zapasów i sposobów na przeżycie".
http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,406787,marsjanin-chyba-jednak-lepiej-pisze-niz-vloguje.html