Wczoraj dla odmiany pojechałem w góry. Pojechał w stronę granicy z polską. W stronę Lądka zdroju. Po drodze wodospady srebrnego potoku. W tym roku mało wody. Na pewno znacznie atrakcyjniej to wygląda jak rok jest bardziej wilgotny. Ale i tak jest co fotografować, choć pogoda taka sobie.
Tak przy okazji myśląc o Polly uświadomiłem sobie - kurcze dla rowerzystów robi się inwestycje za trzy miliony. W Gorcach. A tu wystarczyłoby trzy stówy aby zrobić pięciometrową pochylnie z blachy, albo choćby trzech facetów z piłą i łopatami aby pięć metrów korzeni zamienić na łagodny zjazd i można podziwiać wodospad z góry.
Brakuje dosłownie pięć metrów. Może wszelkiej maści urzędnicy powinni mieć obowiązkowy jeden dzień w miesiącu na wózku. Swoją drogą jakąś obsesje mam od paru dni. Jeżdżę i ciągle sobie wyobrażam, czy tu da się na wózku dojechać. Normalnie Polly strasznie dałaś mi do myślenia :) W każdym razie można tu dojechać asfaltem - samochodem prawie pod wodospad.
Jednakże z drogi niewiele widać. Ale jedzie się asfalcikiem prawie pod samą granicę wzdłuż srebrnego potoku. Teren ciągle się wznosi na wysokość do 900 m.n.p.m. Asfalt jest praktycznie do samej góry, trochę dziurawy, ale takie podjazdy lubię. Potem trochę kamieni. Mam też zawsze inne myślenice, czy Basia już mnie zwyzywa, czy da radę jechać po takim terenie. Na wysokości 900 metrów zrobiło się tragicznie zimno, a ja zacząłem zjeżdżać szaleńczo w dół.
Musiałem stanąć i założyć spodnie i kurtkę. Było chyba z pięć stopni. Teraz kilkadziesiąt kilometrów jazdy wzdłuż granicy. Po drodze piękne łąki i tam zrobiła się słoneczna pogoda w sam raz na zdjęcia. Podobno była tu kiedyś niemiecka osada. Śladu niestety już po niej nie ma. Zjeżdża się potem w zasadzie prawie pod Javornik. Potem nawrotka i znowu wspinanie się na górę do 600 metrów. Cały czas asfalt.
Potem znowu zjazd już do Zulovej i do domu. W poniedziałek wszystkie sklepy zamknięte. Na szczęście mam co jeść. Jutro jaskinie.
Tak przy okazji myśląc o Polly uświadomiłem sobie - kurcze dla rowerzystów robi się inwestycje za trzy miliony. W Gorcach. A tu wystarczyłoby trzy stówy aby zrobić pięciometrową pochylnie z blachy, albo choćby trzech facetów z piłą i łopatami aby pięć metrów korzeni zamienić na łagodny zjazd i można podziwiać wodospad z góry.
Brakuje dosłownie pięć metrów. Może wszelkiej maści urzędnicy powinni mieć obowiązkowy jeden dzień w miesiącu na wózku. Swoją drogą jakąś obsesje mam od paru dni. Jeżdżę i ciągle sobie wyobrażam, czy tu da się na wózku dojechać. Normalnie Polly strasznie dałaś mi do myślenia :) W każdym razie można tu dojechać asfaltem - samochodem prawie pod wodospad.
Jednakże z drogi niewiele widać. Ale jedzie się asfalcikiem prawie pod samą granicę wzdłuż srebrnego potoku. Teren ciągle się wznosi na wysokość do 900 m.n.p.m. Asfalt jest praktycznie do samej góry, trochę dziurawy, ale takie podjazdy lubię. Potem trochę kamieni. Mam też zawsze inne myślenice, czy Basia już mnie zwyzywa, czy da radę jechać po takim terenie. Na wysokości 900 metrów zrobiło się tragicznie zimno, a ja zacząłem zjeżdżać szaleńczo w dół.
Musiałem stanąć i założyć spodnie i kurtkę. Było chyba z pięć stopni. Teraz kilkadziesiąt kilometrów jazdy wzdłuż granicy. Po drodze piękne łąki i tam zrobiła się słoneczna pogoda w sam raz na zdjęcia. Podobno była tu kiedyś niemiecka osada. Śladu niestety już po niej nie ma. Zjeżdża się potem w zasadzie prawie pod Javornik. Potem nawrotka i znowu wspinanie się na górę do 600 metrów. Cały czas asfalt.
Potem znowu zjazd już do Zulovej i do domu. W poniedziałek wszystkie sklepy zamknięte. Na szczęście mam co jeść. Jutro jaskinie.





Komentarze
Ba, nowo powstałe obiekty, takie jak Trzcinica także wymagają zdrowych nóg.
Rajd pierwsza klasa.