Byłem przed - jestem po.

Wreszcie stres z głowy. Stresowałem się okropnie tynkowaniem mojego domku. Nie wiedziałem jak sobie z tym poradzę. Byłem przekonany, że kompletnie to spieprzę. Dziś już jestem po i szczęśliwy. Okazało się to najprostszą czynnością jaką robiłem przy tym domku ostatnio. Jest to tak banalna praca, że każdy jest w stanie to zrobić bez jakiegokolwiek przygotowania. Nie chcę tu umniejszać zdolności ekip budowlanych, bo czym innym jest wytynkowanie domu, a czym innym mojej szopy.

Uporałem się ze wszystkimi ścianami w sześć godzin. Tynkowałem najtańszym na rynku tynkiem. Worek 25 kilowy po 30 zł. Zużyłem cztery worki. W zasadzie może tak zostać, ale ja jeszcze mam w planach zagruntować i pomalować farbą fasadową w jakimś szarym kolorze. Całość nie powinna przekroczyć 500 zł. Jeśli kupiłbym akrylowy tynk zamiast mineralnego i na dodatek od razu w jakimś kolorze. Musiałbym wydać co najmniej 1000 zł. Oczywiście mniej pracy. Przyznam, że teraz jak już potrafię tynkować, tak bym zrobił. Ale wtedy nie chciałem zaryzykować.

Przeznaczyłem na to sobotę, bo nie bardzo nadawała się na rower. Cieszę się, że jest to już za mną.

A z innych ciekawostek. Coś takiego znalazłem na ogrodzie, z daleka myślałem, że to ludzka czaszka. Jakby ktoś nie wiedział, to Czasznica Olbrzymia. Potocznie nazywana purchawką. Potrafi osiągnąć nawet 50 cm średnicy.

A z jeszcze innych rzeczy. Zaczął się wrzesień i skończyła się moja dyskwalifikacja w krwiodawstwie. Zgłosiłem się na badania. Prawdopodobnie będę musiał zrobić dwa potwierdzające. Pani doktor jednak ostrzegła mnie, iż może się okazać, że nadal test będzie reagował pozytywnie. Powiedziała, że mają sporo takich przypadków. Coś w moim organizmie, jakieś uczulenia, albo utrzymująca się infekcja. Będzie dawała taki wynik i nie ma na to rady. Oczywiście nie oznacza to absolutnie choroby, ta została wyeliminowana przez test właściwy.

Komentarze

Anonimowy pisze…
I posiadłeś nową umiejętność!
makroman pisze…
Że tynkowanie nie jest specjalnie wymagającą pracą potwierdzają choćby zarobki tynkarzy... Sam popróbowałem budując dom, ale stwierdziłem że mnie krew zaleje od nudy i zostawiłem tę pracę fachowcowi, z drugiej strony fajnie jest popróbować, tyle że ja robiłem "maltę" z pisaku, wapna i cementu, Namieszałem tego całą kasztę i miałem szmat czasu luzu nim gość to na ściany wyrzucił.

Purchawka wyśmienita - pozazdrościć. Chciałbym mieć taką w ogrodzie.