Rower, wino,...

Wino z czerwonej i czarnej porzeczki wyszło rewelacyjne. Szczególnie z czarnej porzeczki. Szkoda, że tego ostatniego jest tak mało. Jeszcze nie butelkuje. Jedynie spróbowałem. To słodkie wina. Jutro dodaję klarowin, a za jakieś trzy tygodnie będę butelkował. Niestety, to na które najbardziej się nastawiłem nie mogę zmusić do sensownego fermentowania i ciągle jest zbyt słodkie.


Jutro podejmę ostatnią próbę. Dodam jeszcze raz drożdże, które bardzo rozbudziłem. Jak to nic nie da, będzie służyło bardziej jako sok do wody. Natomiast podjąłem się robienia wina z aronii, ale wytrawnego. To nie takie proste. W tej chwili jest w wiadrze fermentacyjnym i buzuje jak szalone. W tamtym roku zrobiłem ponad 20 litrów nalewek. Do tej pory wypiliśmy dosłownie kilka butelek. Starczy nam pewnie na jakieś dziesięć lat. W tym roku zabrałem się za wina. Kolejny rok - piwo?


To tyle w temacie AA. Miałem jechać do Rytra w sobotę i stamtąd górami na Jaworzyne, potem przez Wierchomle z powrotem. Niestety L. nie dopisał i pojechałem w Beskid Mały i Żywiecki. Zostawiłem samochód na przełęczy Kocierskiej i ruszyłem w stronę góry Żar. Potem przez jezioro i znowu w góry. Okazuje się, że tam ścieżki są zupełnie nie rowerowe. Wyglądają mniej więcej tak jakby ktoś z ciężarówki wysypał wielkie kamienie na nie. Ani w górę, ani w dół. Nie sposób iść, a co dopiero jechać. Jeszcze nigdy się tak nie zmęczyłem na górskiej wycieczce rowerowej. Na dodatek widoczność dosłownie na kilometr nie więcej. Upał niemiłosierny. Czterdzieści parę kilometrów zajęło mi prawie osiem godzin.


Komentarze