No i nastał ostatni dzień, trzeba jechać do domu, ale zanim pojedziemy, to jeszcze mamy coś do zobaczenia. Wszystkiego i tak nie zwiedzimy, bo musielibyśmy być tu z miesiąc. Obiecuje sobie jak zawsze, że wrócę tu. Mam zamiar we wrześniu, nie wiem jednak czy będzie pogoda.
Chciałbym pojeździć rowerem. Jest gdzie, ruch samochodowy minimalny. Basia ma wtedy polecieć na Maltę, więc miałbym czas dla siebie. Przed wyjazdem do domu pojechaliśmy znowu w okolice Małej Skały. Basia chciała koniecznie posiedzieć nad wodą. A ja chciałem jeszcze przejść skalny labirynt. Jak spogląda się na mapę, to chciałoby się przejść wszystkie te ścieżki. Nie sposób tego dokonać. W skalnym labiryncie spędziliśmy dwie godziny.
Upał nieznośny mimo skał. Z labiryntu pojechaliśmy nad wodę do Małej Skały. Ja mam jeszcze do przejechania 400 km. Ale ok, skoro Basia tak bardzo chce. Wymoczyliśmy się trochę. Około 13:00 zebraliśmy się i ruszyli wreszcie do domu. Mała Skała jest w odwrotnym kierunku, więc musiałem dołożyć do 400 jeszcze 30 wsiami. Po drodze przejechaliśmy przez dwie nawałnice z piorunami. Miejscami lało tak, że trudno było jechać. W tej drugiej wysiadł GPS. Ściana deszczu i ciężkie chmury. Na szczęście pojawiły się drogowskazy na Nachod i nie było problemu. Po jakichś 50 km GPS zaczął widzieć ponownie satelity. W okolicach Kudowej obowiązkowo sklep, ostatni Czeski. Kofola i piwo. A potem to już Polska.
Chciałbym pojeździć rowerem. Jest gdzie, ruch samochodowy minimalny. Basia ma wtedy polecieć na Maltę, więc miałbym czas dla siebie. Przed wyjazdem do domu pojechaliśmy znowu w okolice Małej Skały. Basia chciała koniecznie posiedzieć nad wodą. A ja chciałem jeszcze przejść skalny labirynt. Jak spogląda się na mapę, to chciałoby się przejść wszystkie te ścieżki. Nie sposób tego dokonać. W skalnym labiryncie spędziliśmy dwie godziny.
Upał nieznośny mimo skał. Z labiryntu pojechaliśmy nad wodę do Małej Skały. Ja mam jeszcze do przejechania 400 km. Ale ok, skoro Basia tak bardzo chce. Wymoczyliśmy się trochę. Około 13:00 zebraliśmy się i ruszyli wreszcie do domu. Mała Skała jest w odwrotnym kierunku, więc musiałem dołożyć do 400 jeszcze 30 wsiami. Po drodze przejechaliśmy przez dwie nawałnice z piorunami. Miejscami lało tak, że trudno było jechać. W tej drugiej wysiadł GPS. Ściana deszczu i ciężkie chmury. Na szczęście pojawiły się drogowskazy na Nachod i nie było problemu. Po jakichś 50 km GPS zaczął widzieć ponownie satelity. W okolicach Kudowej obowiązkowo sklep, ostatni Czeski. Kofola i piwo. A potem to już Polska.


Komentarze