To co wczoraj widzieliśmy z roweru dziś postanowiliśmy zwiedzić. Ale wcześniej oczywiście Jaskinie. Trochę byłem zawiedziony. Myślałem, że będzie większa, tymczasem wąskie korytarze, na dodatek wybetonowane. Takich jaskiń nie lubię. Dla mnie liczy się naturalność. Plus dla organizatora, za słuchawki z tłumaczeniem. Jezioro faktycznie piękne i duże. Podobno największe podziemne w Czechach.
Z jaskini pojechaliśmy na Małą Skałę, te zamki na skale, które widzieliśmy dzień wcześniej. To okazało się strzałem w dziesiątkę. Po pierwsze wychodnie na skały skąd widać rzekę. Szlak bardzo wymagający. Do zamku musimy pokonać pionową ścianę znacznej wysokości. Warto jednak i warto zapłacić za zwiedzanie. Poza samym budynkiem chodzimy po pozostałościach orlego gniazda. Niesamowite przejścia i widoki. Po zamku idziemy na dalszy szlak.
Ten też nie jest łatwy. Są miejsca gdzie trzeba mieć odwagę aby wejść. Podesty bez żadnych zabezpieczeń wprost nad przepaściami skalnymi. Strach potęgują leżące w dole połamane resztki tych podestów. Idziemy cały czas po grani skalnej. Mijamy kolejne bramy skalne, pomniki i wychodnie. W takim ukropie nie jest to łatwe. W końcu dochodzimy do końca i do drugiego zamku. Ten jednak odpuszczamy sobie mając w pamięci złe doświadczenie ze zwiedzania Hradu Trosky gdzie trzeba było zapłacić za wejście po drewnianych schodach na wieżę i tyle zwiedzania. To wygląda dokładnie tak samo. Niby 50 koron to niewiele, ale irytuje mnie coś takiego. Pierwszy zamek kosztuje też 50 koron.
Oferuje jednak atrakcji na ponad godzinę. Wracamy tą samą stroną, chcę zrobić jeszcze kilka zdjęć od drugiej strony. Okazuje się, że zajęło nam to tyle czasu, że już nie sposób iść do labiryntu skalnego. Dodatkowo jest tak niemiłosierny upał, że nie sposób już wydobyć z siebie na to siły. Wracamy do domu, a po prysznicu wieczorem i tak idziemy jeszcze na 10 km spacer po okolicy.
Z jaskini pojechaliśmy na Małą Skałę, te zamki na skale, które widzieliśmy dzień wcześniej. To okazało się strzałem w dziesiątkę. Po pierwsze wychodnie na skały skąd widać rzekę. Szlak bardzo wymagający. Do zamku musimy pokonać pionową ścianę znacznej wysokości. Warto jednak i warto zapłacić za zwiedzanie. Poza samym budynkiem chodzimy po pozostałościach orlego gniazda. Niesamowite przejścia i widoki. Po zamku idziemy na dalszy szlak.
Ten też nie jest łatwy. Są miejsca gdzie trzeba mieć odwagę aby wejść. Podesty bez żadnych zabezpieczeń wprost nad przepaściami skalnymi. Strach potęgują leżące w dole połamane resztki tych podestów. Idziemy cały czas po grani skalnej. Mijamy kolejne bramy skalne, pomniki i wychodnie. W takim ukropie nie jest to łatwe. W końcu dochodzimy do końca i do drugiego zamku. Ten jednak odpuszczamy sobie mając w pamięci złe doświadczenie ze zwiedzania Hradu Trosky gdzie trzeba było zapłacić za wejście po drewnianych schodach na wieżę i tyle zwiedzania. To wygląda dokładnie tak samo. Niby 50 koron to niewiele, ale irytuje mnie coś takiego. Pierwszy zamek kosztuje też 50 koron.
Oferuje jednak atrakcji na ponad godzinę. Wracamy tą samą stroną, chcę zrobić jeszcze kilka zdjęć od drugiej strony. Okazuje się, że zajęło nam to tyle czasu, że już nie sposób iść do labiryntu skalnego. Dodatkowo jest tak niemiłosierny upał, że nie sposób już wydobyć z siebie na to siły. Wracamy do domu, a po prysznicu wieczorem i tak idziemy jeszcze na 10 km spacer po okolicy.


Komentarze