No i przyszedł czas na rower. A jest tam gdzie jeździć. Może nie w takim upale. W planach było znalezienie jaskini z największym podziemnym jeziorem. Chciałem tam podjechać rowerem i sprawdzić jakie są możliwości parkowania, zwiedzania itp. Postanowiliśmy jednak jechać dookoła. Głównie przez Hrubą Skałę. Dzień wcześniej byliśmy tam pieszo i okazało się, że jest wspaniała ścieżka rowerowa przez sam środek parku. Na koniec jest niesamowity zjazd serpentynami. Potem wjeżdża się na ścieżkę wzdłuż rzeki. Basia lubi jeździć nad wodą. Niestety pomyliłem trochę drogi i do rzeki dotarliśmy kilka kilometrów dalej. W okolicach Małej Skały, którą odkryliśmy przypadkowo, jakoś na mapie jej nie zinterpretowałem jako atrakcji. Okazała się chyba największą atrakcją. Piękny zamek na skale, a w dole rzeka po której można brodzić i opalać się nad nią. W tych okolicach niestety zaczęła się też zmieniać pogoda.
Zaczęło straszyć burzą. Teren w czeskim raju jest też bardzo wymagający. Jest bardzo sfałdowany. Policzyłem szybko, że jeśli pojedziemy jeszcze pod jaskinie, to zrobimy grubo ponad 70 km. A widziałem, że Basia ma już dość. W takich warunkach temperaturowych trudno jechać więcej niż parę godzin. Postanowiliśmy najkrótszą drogą wracać. Stwierdziliśmy, że po jaskini na drugi dzień idziemy na tą skałę z zamkami, a potem jeszcze do labiryntu skalnego opodal małej skały. W momencie gdy dojechaliśmy do naszej miejscowości zaczęło minimalnie kropić. Ale bardziej była to bryza niż jakiś deszcz. Zresztą nie trwało to nawet minuty, choć niebo nad Jiczynem było granatowe i widać, że tam bardzo leje. Upał jednak nadal był niemiłosierny. Wróciliśmy do domu, a wieczorem znowu nas wzięło i podjechaliśmy jeszcze do Jiczyna. Pogoda znowu zrobiła się piękna słoneczna. Pojechaliśmy szukać Rumcajsa a znaleźliśmy smoka i mlekomaty. Takie budki w których można kupić mleko. Pierwszy raz coś takiego widziałem. Oczywiście do Jiczyna podjechaliśmy samochodem.
Zaczęło straszyć burzą. Teren w czeskim raju jest też bardzo wymagający. Jest bardzo sfałdowany. Policzyłem szybko, że jeśli pojedziemy jeszcze pod jaskinie, to zrobimy grubo ponad 70 km. A widziałem, że Basia ma już dość. W takich warunkach temperaturowych trudno jechać więcej niż parę godzin. Postanowiliśmy najkrótszą drogą wracać. Stwierdziliśmy, że po jaskini na drugi dzień idziemy na tą skałę z zamkami, a potem jeszcze do labiryntu skalnego opodal małej skały. W momencie gdy dojechaliśmy do naszej miejscowości zaczęło minimalnie kropić. Ale bardziej była to bryza niż jakiś deszcz. Zresztą nie trwało to nawet minuty, choć niebo nad Jiczynem było granatowe i widać, że tam bardzo leje. Upał jednak nadal był niemiłosierny. Wróciliśmy do domu, a wieczorem znowu nas wzięło i podjechaliśmy jeszcze do Jiczyna. Pogoda znowu zrobiła się piękna słoneczna. Pojechaliśmy szukać Rumcajsa a znaleźliśmy smoka i mlekomaty. Takie budki w których można kupić mleko. Pierwszy raz coś takiego widziałem. Oczywiście do Jiczyna podjechaliśmy samochodem.
Route 3 204 730 - powered by www.bikemap.net




Komentarze