Czeski Raj - Prachovske Skaly

No i jesteśmy na wczasach, choć chyba wczasy zwykło się nazywać dwu-tygodniowym wyjazdem nad morze. A my jak zwykle w góry. Na dodatek w Czechy tam gdzie rzeka Izera zaczyna swój bieg. Jesteśmy w Czeskim Raju. Tym razem pokusiłem się na wynajęcie noclegów w takim większym pensjonacie. Pokój ze śniadaniem. Oczywiście księżniczka na wstępie niezadowolona. Nie ma w pokoju czajnika i lodówki. No bo do cholery jest restauracja i kawiarnia w ośrodku. Pierwszy dzień straciliśmy na szukaniu innego noclegu. Ostatecznie jednak zostaliśmy. Księżniczce trochę przeszły fochy, ale dzień stracony. Jedynie samym już wieczorem pojechaliśmy na rower zobaczyć gdzie najlepiej zacząć zwiedzanie Prachowskich Skał. Jeszcze z rana bym źle pojechał i księżniczka znowu byłaby niezadowolona.



Drugi dzień zjedliśmy śniadanie, na szczęście herbata była niesłodzona, bo znowu byłaby awantura i pretensje. Na dodatek w takim wielkim zbiorniku z kranem. Księżniczka mogła do woli brać. Przy stole poznaliśmy fajne małżeństwo z chyba wnuczką. Czesi oczywiście. Wygląda na to, że jest tylko jedna para od nas. Po śniadaniu ruszyliśmy samochodem na parking pod skały. Zwiedzania szacowałem na dobrych kilka godzin i baliśmy się tak rowery zostawiać. Mimo tego, że do skał mamy dosłownie jakieś trzy kilometry. Na nogach iść też nie ma sensu, bo to po prostu asfalt bez żadnych atrakcji. Bardzo atrakcyjne widokowo miejsce te skałki. Ogromna ilość wychodni z platformami widokowymi. Niestety niemiłosierny upał. W zapowiedziach było w tym regionie 39 stopni. W trakcie zwiedzania wypiłem dwa litry kofoli. Mimo tego, że większość trasy jest po lesie i w wąwozach skalnych. W środku zwiedzania jest też skalne miasto. Oczywiści nie tak wielkie jak to koło Teplic. Ale bardzo ładne. Jest też parę jaskiń, to w większości takie dziury w skale, tradycyjnie zapomniałem na wycieczkę czołówek. Zostawiłem w pokoju.

Route 3 200 106 - powered by www.wandermap.net

Po powrocie prysznic. Wczoraj rowerowo jeszcze przejechaliśmy przez piękne stawy gdzie kąpało się mnóstwo ludzi. Mieliśmy zamiar dziś po skałach pojechać się tam kąpać i poleżeć do wieczora. Basia jednak napiła się piwa i zaniemogła po nim. Słabą głowę ma. Stwierdziła, że nie ma na nic już siły. W skałach przeszliśmy 15 km, ale jest to chodzenie non stop po głazach i schodach. Bardzo wyczerpujące w takim upale. Stwierdziliśmy, że pójdziemy wieczorem jeszcze na piwo, jest obok bardzo fajna knajpka, prowadzona przez ciemnoskórą dziewczynę i chłopaka. Ona wygląda rodem jak z Afryki (skóra prawie fioletowa), on trochę jak Rom. Że jednak lubimy chodzić, to wypiliśmy piwo i poszliśmy się przejść. Nie wziąłem ani aparatu ani nawet rejestratora GPS, ale przeszliśmy chyba kolejne 15 km. W kolejnej miejscowości, spragnieni znowu poszliśmy do knajpki i wypiliśmy piwo. Tym razem barman wyglądał jak z ZZTop. Miejscowe pyszne piwo. Wróciliśmy do domu i około 22:00 polegliśmy. Spać niestety nie sposób z uwagi na upał. Mimo otwartych okien jest bardzo gorąco. Gdzieś tam w oddali pomrukuje, ale nic chyba z tego nie będzie.

Komentarze

Mamma Mia pisze…
jak nie można spać to też fajnie :)
Mamma Mia pisze…
a zdjęcia piękne, to trochę takie nasze Błędne Skały
Tesia pisze…
Przynajmniej się człowiek dowie, jak z męskiego punktu widzenia wygląda zwyczajne wyrażenie negatywnych opinii przez kobietę :-).

makroman pisze…
"Oczywiście księżniczka na wstępie niezadowolona. Nie ma w pokoju czajnika i lodówki." - a tu ma rację!!! Nie toleruję miejsc gdzie nie mogę sobie zrobić porannej kawy na przebudzenie! Wstaję stawiam wodę na kawę, idę myć zęby (opcjonalnie przy wysokiej temperaturze pod prysznic), kończę ablucję zalewam kawę i ... mam czas na dojście do siebie... czajnik musi być! (w razie W mam zawsze grzałkę)