Byłem po raz trzeci na Turbaczu rowerem. Chyba znalazłem wreszcie kogoś z kim mogę jeździć. On dopiero zdobywa te wszystkie górki rowerowo, bardzo się zapalił do tego. Zdobycie Pilska, czy Turbacza na rowerze. Nie ważne czy się tam wjechało, czy w większości pchało rower i tak daje to takiego kopa jak żaden dopalacz. L. musiał być z powrotem przed 17:00 w domu. Ruszyliśmy wcześnie, bo o 6:00 i trasa była zaplanowana króciutka. Mniej niż 30 km. Wjechać na Turbacz od Rzek jednym szlakiem i zjechać innym. W międzyczasie dowiedziałem się, że jeden z tych szlaków jest zamknięty. Zamknięty z uwagi na obumierający las. Jest po prostu niebezpiecznie. Mimo wszystko ruszyliśmy tym szlakiem. Wpierw asfalcik, potem szutry i w końcu zaczęło się błotko. Mimo tego fajnie się jechało, trudno technicznie ale dawało satysfakcję. Po jakimś czasie L. zwrócił uwagę, że Turbacz to w zasadzie jest w odwrotnym kierunku. Tym bardziej, że ścieżka zaczynała powoli zanikać w gąszczu zieleni. Coś jest nie tak. Pierwszy raz zerknąłem na GPS. Ups, jesteśmy jakiś kilometr od szlaku. Gdzie żeśmy zjechali ze szlaku? Teraz to widać jak zgrałem ślad. Jeśli dwóch rowerzystów z genem antycof razem się zejdzie to wycieczka może się źle skończyć.
Przemy do przodu, przez las i krzaki. Cali poobdzierani ostrężynami i poparzeni pokrzywami w końcu docieramy do łąki. Muchy zaczynają ucztować na naszych ranach na nogach. Znowu spoglądam na GPS. Jakimś cudem dotarliśmy aż na Gorc. Teraz niebieskim na Turbacz. Od Gorca na Turbacz jazda marzenie. Docieramy do tej wielkiej polany za Jaworzyną i widać już schronisko. Czas mimo wszystko mamy niezły. Ale tradycyjnie niebo zaczyna mruczeć. Na Turbaczu zdjęcia z uniesionym rowerem ponad głową i spadamy, znowu na chwilę próbując skrótu gubię ścieżkę. Jak to L. mówi aby iść na skróty trzeba mieć dużo czasu. Ale przynajmniej jest ciekawie. Zaczyna dość mocno grzmocić na Turbaczu. Na szczęście deszczy czy wiatr, czego się w gęstym lesie obawiam, nas nie dosięga. Prujemy w dół wpierw po wymagającej ścieżce, potem już po szerokiej i niezbyt stromej. Gdy dojeżdżamy znowu do parkingu burza już daleko za nami… Właśnie musiałem przerwać pisanie, bo nad domem przeszła gwałtowna burza. Takie czasy… No nie idzie kolejna… OK, wczoraj nie dokończyłem pisania, bo jedna burza goniła inną. W nocy przeszło chyba z siedem. Na szczęście u nas bez większych wiatrów. Właśnie z FB dowiedziałem się, że koleżance spadł konar na samochód. Na szczęście tylko lekko wgnieciony dach. Nic nikomu się nie stało. Na koniec jeszcze mapka, widać gdzie zjechaliśmy ze szlaku i album rowerowanie. Zdjęcia z Mogielicy i przyszłych wyjazdów.
Przemy do przodu, przez las i krzaki. Cali poobdzierani ostrężynami i poparzeni pokrzywami w końcu docieramy do łąki. Muchy zaczynają ucztować na naszych ranach na nogach. Znowu spoglądam na GPS. Jakimś cudem dotarliśmy aż na Gorc. Teraz niebieskim na Turbacz. Od Gorca na Turbacz jazda marzenie. Docieramy do tej wielkiej polany za Jaworzyną i widać już schronisko. Czas mimo wszystko mamy niezły. Ale tradycyjnie niebo zaczyna mruczeć. Na Turbaczu zdjęcia z uniesionym rowerem ponad głową i spadamy, znowu na chwilę próbując skrótu gubię ścieżkę. Jak to L. mówi aby iść na skróty trzeba mieć dużo czasu. Ale przynajmniej jest ciekawie. Zaczyna dość mocno grzmocić na Turbaczu. Na szczęście deszczy czy wiatr, czego się w gęstym lesie obawiam, nas nie dosięga. Prujemy w dół wpierw po wymagającej ścieżce, potem już po szerokiej i niezbyt stromej. Gdy dojeżdżamy znowu do parkingu burza już daleko za nami… Właśnie musiałem przerwać pisanie, bo nad domem przeszła gwałtowna burza. Takie czasy… No nie idzie kolejna… OK, wczoraj nie dokończyłem pisania, bo jedna burza goniła inną. W nocy przeszło chyba z siedem. Na szczęście u nas bez większych wiatrów. Właśnie z FB dowiedziałem się, że koleżance spadł konar na samochód. Na szczęście tylko lekko wgnieciony dach. Nic nikomu się nie stało. Na koniec jeszcze mapka, widać gdzie zjechaliśmy ze szlaku i album rowerowanie. Zdjęcia z Mogielicy i przyszłych wyjazdów.





Komentarze
A tak na serio - pogratulować towarzysza i terenu wypadu. Sam też mam ów gen antycof więc rozumiem Was doskonale.
Ostatnio zamykają masę szlaków, wszędzie idzie wycinka drzewostanu na skalę wręcz rabunkową.