Już nigdy tak nie zrobię. Wstałem rano i zobaczyłem przez okno, że idzie spora burza. Postanowiłem być szybszy. Pospieszyłem się i gdy na biegu wyszedłem na zewnątrz zaczęła się taka wichura i błyskawice, że nie miałem odwagi zamykać już bramki. Ruszyłem zwykłą drogą, choć prawie nic widać nie było. Ujechałem jakieś 200 metrów do pierwszych drzew i nagle widzę coś ciemnego wali się przed samochód. Wyhamowałem ledwo przed walącym się drzewem. Na szczęście nie było duże. Ale i tak musiałem zawrócić. Pojechałem w przeciwnym kierunku do głównej drogi. Waliło niemiłosiernie liśćmi i małymi gałązkami.
Zaczęły na dodatek zaparowywać szyby. Ominąłem zwalony konar i za chwilę widzę kolejne leżące drzewo. Znowu zawróciłem. Pani za mną z wrażenia wjechała do rowu zawracając. Ale jakimś cudem wytargała koła na jezdnię. Pojechałem kolejną trzecią drogą w stronę Katowic zamiast Krakowa. Mnóstwo konarów i drzew na jezdni. Na szczęście można było ominąć. Nie tarasowały całkowicie przejazdu. Wiatr zaczął się trochę uspokajać. Wreszcie udało się objechać miejscowość i wyjechać na główną drogę. Niestety kilometr dalej korek. I tak aż do granic Krakowa. Co kawałek objeżdżanie konarów i drzew. Nawet na drodze leżały betonowe słupy. W jednym miejscu zwisały kable telefoniczne jakieś 20 cm nad ulicą. Ale wszyscy twardo przejeżdżali przez nie. Nigdy tak nie można robić. Lepiej przeczekać nawałnicę. Nie da się przed nią uciec. W piętnaście minut było po wszystkim. Nawet przy Ikei w centrum było drzewo na trzypasmowej drodze. To drzewo koło domu mogło spaść na mnie jakbym ruszył kilka sekund wcześniej. Mimo tego że małe i tak zniszczyłbym samochód o ile nie odniósłbym sam jakiejś szkody na ciele. Wróciłem do domu i o dziwo domek gospodarczy stoi. Z tego jestem bardzo dumny.
Jak to przetrwał. Przetrwa wszystko. Natomiast złamał się stelaż na winogrono przy tarasie. Połamał się doszczętnie. Złamała się do końca wiśnia w ogrodzie. Ta co w tamtym roku została rozpołowiona. Połamało się trochę konarów i na końcu ogrodu jakieś drzewo, ale od sąsiada. Ja mam na razie sporo u siebie do sprzątania. Uprzątnąłem na deszczu, bo ciągle pada. Tą wiśnię. Spadła na pole sąsiada. Na szczęście w miejscu gdzie już wykopał ziemniaki. U sąsiadki złamała się wiekowa sosna. Była dwa razy wyższa od jej domu. Nie wiem czy czasami nie zmiażdżyła psa razem z budą. Miał budę pod tą sosną. Znowu mam roboty na tydzień.
Zaczęły na dodatek zaparowywać szyby. Ominąłem zwalony konar i za chwilę widzę kolejne leżące drzewo. Znowu zawróciłem. Pani za mną z wrażenia wjechała do rowu zawracając. Ale jakimś cudem wytargała koła na jezdnię. Pojechałem kolejną trzecią drogą w stronę Katowic zamiast Krakowa. Mnóstwo konarów i drzew na jezdni. Na szczęście można było ominąć. Nie tarasowały całkowicie przejazdu. Wiatr zaczął się trochę uspokajać. Wreszcie udało się objechać miejscowość i wyjechać na główną drogę. Niestety kilometr dalej korek. I tak aż do granic Krakowa. Co kawałek objeżdżanie konarów i drzew. Nawet na drodze leżały betonowe słupy. W jednym miejscu zwisały kable telefoniczne jakieś 20 cm nad ulicą. Ale wszyscy twardo przejeżdżali przez nie. Nigdy tak nie można robić. Lepiej przeczekać nawałnicę. Nie da się przed nią uciec. W piętnaście minut było po wszystkim. Nawet przy Ikei w centrum było drzewo na trzypasmowej drodze. To drzewo koło domu mogło spaść na mnie jakbym ruszył kilka sekund wcześniej. Mimo tego że małe i tak zniszczyłbym samochód o ile nie odniósłbym sam jakiejś szkody na ciele. Wróciłem do domu i o dziwo domek gospodarczy stoi. Z tego jestem bardzo dumny.
Jak to przetrwał. Przetrwa wszystko. Natomiast złamał się stelaż na winogrono przy tarasie. Połamał się doszczętnie. Złamała się do końca wiśnia w ogrodzie. Ta co w tamtym roku została rozpołowiona. Połamało się trochę konarów i na końcu ogrodu jakieś drzewo, ale od sąsiada. Ja mam na razie sporo u siebie do sprzątania. Uprzątnąłem na deszczu, bo ciągle pada. Tą wiśnię. Spadła na pole sąsiada. Na szczęście w miejscu gdzie już wykopał ziemniaki. U sąsiadki złamała się wiekowa sosna. Była dwa razy wyższa od jej domu. Nie wiem czy czasami nie zmiażdżyła psa razem z budą. Miał budę pod tą sosną. Znowu mam roboty na tydzień.


Komentarze