W domu

Powoli doganiam przyszłość. Wpis o sprawach domowych, a ja już przecież ponownie jestem w Demianowskiej Dolinie. Tyle, że zamieniłem rower na Basię. Ale niech będzie jeszcze o domowych sprawach. Na Słowacji, wracając we wtorek okazało się, że klimatyzacja jakoś tak słabiutko chłodzi, a wreszcie zrobiło się gorąco. Od razu umówiłem się do serwisu. Jeden serwis dopiero w poniedziałek i rozpoczęli rozmowę od tego, że muszą podłączyć urządzenie diagnostyczne, co kosztuje 150 zł. Ja twierdzę, że skończył się czynnik chłodzący. Podziękowałem i zadzwoniłem do innego. Mogę przyjechać na dziesiątą. I tu rozmowa inna dopełnimy, zobaczymy ile wejdzie i tyle. Będzie kosztowało 99 zł. No i tak zrobili, zaproponowali nawet na czas naprawy rower. Ale miałem swój. Oczywiście w tym dniu musiałem też skosić resztę ogrodu, na szczęście Konrad skosił podwórko jak mnie nie było. Ostatnie dwa tygodnie mam niezwykle intensywne. W tamten czwartek kosiłem od 16:00 do 21:00 na dodatek odebrawszy kosiarkę z serwisu. W piątek od razu po pracy do Demianowskiej Doliny i rozgrzewkowy wjazd 700 metrów w pionie pod Chopok. Potem przez trzy dni 250 km po górach. Przyjazd do Krakowa, serwis samochodu koszenie i znowu do Demianowskiej Doliny.

Komentarze