Siedzę sobie spokojnie w niedzielę, dzień pański. Nagle słyszę jakieś krzyki i przekleństwa za oknem. Wyglądam,a tam trzech młodocianych bandytów w kapturach, a jeden to nawet łysy. Stoją przed bramką sąsiada i wyzywają od … Szyba trochę tłumi i nie wiem czy padło słowo cracowia czy może się przesłyszałem. Stoją i wyraźnie wyzywają w stronę domu sąsiada. Zerkam na dom sąsiada, nic. Widzę tylko, że młodzi rolety opuścili. Młodzi, znaczy wiem które okno jest córki sąsiada co dopiero wyszła za mąż. No może jakiś rok temu. Ona trochę pulchniutka, no niech będzie, kobiece kształty ma, ale on to widziałem wyciągał ja na bieganie w lecie. Może jaki sportowiec. Może zawodnik drużyny i wyzywają go bo nie strzelił gola a mógł, albo strzelił ich drużynie, a nie powinien. Nigdy nie rozumiałem tych kilkunastu gości co to za jedną piłką biegają we wte i we wte. Czasami sobie nawet i raz nie trafią. O kibolach to mam zdanie podłe. Ci mnie nie zawiedli, takie prawdziwe buraki. W końcu się trochę znudzili, bo reakcji nie było i zdezorientowało ich to pewnie. Planu widać nijakiego nie mieli, liczyli na spontan. Jeden przez palce zagwizdał. Myślę, zaraz jakie rumaki przybiegną. A to jeno daewoo matiz, taki pomarańczowy, ale obciach. Wepchali się we czterech, piąty kierowca. Jakoś ruszył, a ja dopiero załapałem, że mogłem kamerę uruchomić i facjaty zgrać i rejestrację. Ale ze mnie osioł.
Komentarze