Technika idzie naprzód

Często na dłuższych wycieczkach rowerowych, czy pieszych. Szczególnie tych gdzie spałem pod namiotem. Ale również na takich całodziennych bywa, że Telefon z mapą GPS czy inne urządzenie z zasilaniem USB wyczerpie baterię. Kiedyś już zrobiłem sobie taką awaryjną ładowarkę. Był to pojemnik na baterie paluszki z przetwornicą i wyjściem USB. Mam do dziś. O ile do ładowania licznika rowerowego, czy MP3 w miarę wię sprawdza. A w zasadzie do podładowania, to już telefon trudno tym uratować. Popełniłem tam jeden zasadniczy błąd. Zastosowałem pojemnik na dwie baterie. To raptem 3V, a do ładowania USB trzeba przetworzyć na 5V Takie baterie szybko tracą moc. Sama przetwornica była zrobiona z pojedynczych elementów elektronicznych. Teraz technika poszła naprzód. Znalazłem moduły SMD będące takimi przetwornicami, do tego pojemniki na cztery baterie z wyłącznikiem. Sam moduł SMD jest tak maleńki, że mieści się przyklejony na ściance pojemnika. Znalazło się też miejsce na gniazdo USB. Całość wygląda zgrabnie, koszt to około 25 zł. Montaż raptem przylutowanie czterech przewodów i przyklejenie SMD i gniazda USB. Mam w planach jeszcze zrobienie pojemnika na cztery baterie R20 z dwoma gniazdami USB, to już będzie PowerBank doczepiany pod ramą roweru. Zaletą tego jest to, że baterie paluszki czy R20 można kupić wszędzie.


Komentarze

makroman pisze…
Brawo!!!
W stosunku do ceny powerbanków fabrycznych rewelacja a faktycznie paluszku kupie w każdym wiejskim sklepiku, podczas gdy powerbanka trzeba lądować.

Ja sobie kombinowałem kiedyś rewolucyjny patent - żeby w podeszwy butów trekkingowych wmontowywać piezoelektryki z układami odprowadzającymi napięcie a potem wykorzystywać je jako ładowarki, lub np. do ogrzewania kurtek czy spodni.
Być może nawet by zadziałało gdyby znaleźć odpowiednie polimery (elastyczne i odpowiednio wydajne), bo te o których właściwościach czytałem raczej się nie nadają.