Rowerkiem...

Zachęcony wczorajszą piękną słoneczną pogodą i dniem iście wiosennym postanowiłem dziś wybrać się na rower. Z rana niestety nie zapowiadało się tak jak wczoraj. Już prawie zrezygnowany zostałem nagle oświetlony jasnym słońcem. Człowiekowi od razu wtedy chce się wszystko. W piętnaście minut zebrałem się i spakowałem plecak. Dosiadłem niebieskiej meridy i pomknąłem bez większego planu w stronę doliny Będkowskiej.

Stamtąd na Łazy i niebieskim szlakiem gdzie wjechałem w całe kilometry błota. Tam błoto jest zawsze. W głowie narodził się plan: Na Olkusz. Tu po drodze w Racławicach piękny drewniany kościół p.w. Narodzenia NMP datowany na 1511 rok. Wprost na szlaku orlich gniazd. Znalazłem fajny przejazd przez 94 przed samym Olkuszem. Zaraz za okazało się, że mam już przestarzałe mapy. Zamiast czerwonego szlaku. Piękna szeroka droga, co dopiero zbudowana. Ruch minimalny więc pojechałem. Na końcu zacząłem zawracać w stronę domu. Dotarłem do miejscowości za Olkuszem, której nazwa mnie zdziwiła. Niby niedaleko Olkusza, a jakby nie w Polsce. POtem zacząłem kierować się na Skałę.

O ile z mojej strony 94 jest pełno dochodzących przecznic. Tu między Olkuszem a Skałą w zasadzie nie ma ani jednej. W sumie nie pojechałem do Skały, bo po drodze zobaczyłem fajniejszy przejazd. Pieszym szlakiem turystycznym. Na szczęście w większości asfaltowy, a jedynie na końcu niesamowity zjazd wąwozem. Tak trafiłem do Ojcowa, a stamtąd już wiadomo. Kostkową drogą, potem na Bębło i zjazd do domu. Zawsze na końcowym zjeździe przemarzają mi stopy. Słońce oczywiście po godzinie od wyjazdu zaszło.

Route 2 886 721 - powered by www.bikemap.net

Komentarze

makroman pisze…
A mnie po pierwszej w tym roku rowerowance naparzają "mięśnie kegla" ;-) bo urwałem siodełko i jakoś usiłowałem utrzymać je między nogami i na jednej śrubie... męka.