No to witamy nowy rok.

Nie jestem fanem imprez tanecznych, czy w ogóle jakiś imprez typu sylwestry. Ale ostatnio, może to przychodzi z wiekiem. Poznaliśmy fajnych ludzi. To miedzy innymi ci goście z którymi byłem na rowerze na Pilsku. Już w tamtym roku namawiali nas na sylwestra w Ojcowie. Przez ten rok poznaliśmy dodatkowo właściciela Piwnicy pod Nietoperzem w Ojcowie. W tamtym roku, o dziwo ja ciągnąłem, a Basia była przeciwna i w efekcie nie dotarliśmy. Tym razem koleżanka zagadnęła nas czy się tam nie wybieramy. No i zdecydowaliśmy się. To taka prawie zamknięta impreza dla grona przyjaciół i sympatyków knajpki. Zupełnie nie zobowiązująca impreza.

W tym roku była pod wezwaniem “Między nami Jaskiniowcami” Parę osób było przebranych. Nikt nie był w sztywnym garniturze. Pełen luz. Nowy rok przywitaliśmy w bramie krakowskiej koło źródełka miłości. Zaciągnęliśmy tam nawet taki akumulatorowy wielki głośnik. Na świeżym powietrzu byliśmy ponad dwie godziny. Pojechaliśmy na 20:00 a wróciliśmy na piątą rano. Właściciel lubi gotować i tak w menu, był tatar. Po raz pierwszy jadłem coś takiego. Zasmakował mi. Potem rolady z dzika z kurkami. Rosół z takim wielkim kluskiem z łoju wołowego. Ciekawe danie. Był jeszcze bigos z mięsem jelenia i dzika, lody, kanapki. Dużo tańców i śpiewów. Mieliśmy nawet jednego gościa z Niemiec, który tylko w swoim języku potrafił się porozumieć, no i oczywiście na migi. Było naprawdę przemiło. A koleżanka to chyba nawet wpadła w oko właścicielowi. Basia musiała dziś odespać po południu. Ja wstałem o 7:00 :)

Komentarze

makroman pisze…
No takie imprezy to i ja lubię.