Rowerowanie na rozpoczęcie zimy

Wczoraj na chwilę zrobiła się rano pogoda. Ja głupi myślałem, że będzie tak cały dzień. Ciepło i słonecznie. Ubrałem się odpowiednio do pogody, ale również na wszelki wypadek do pory roku. Zdmuchnąłem kurz z roweru. Sprawdziłem czy w oponach odpowiednie ciśnienie. Kapnąłem trochę na łańcuch oliwy. Pojechałem… Po niecałej godzinie niestety słońce zaszło. Dmuchało od początku dość mocno, ale byłem już od dawna napalony na rower. Co tam pogoda, to stan ducha. To jest niesamowite, że ciągle w okolicy i to tej najbliższej nadal odnajduję nowe ścieżki, nowe drogi. Tą już kiedyś miałem sprawdzić, taka alternatywna do Krzeszowic. Świetna zarówno dla pieszych wędrówek jak i dla rowerowych przejażdżek. Zaplanowałem sporą trasę, choć po około dwóch godzinach z porannej pogody zostało jedynie wspomnienie. W końcu dotarłem aż do Paczółtowic. Stamtąd chciałem niebieskim szlakiem wjechać do Łazów. To jest chyba największy obszar pól uprawnych. Ma jakieś 3 na 5 km. Zero zabudowań i brak jakichkolwiek dróg. Niezalesione łąki i pola z pięknymi ostańcami. Jedyne drogi, to dojazdy do pól i miedze.

Nie licząc oczywiście tego niebieskiego rowerowego. Choć on też jest bardo terenowy. Trudno na niego trafić, nie ma gdzie zrobić oznaczeń, a rozjazdów mnóstwo. Oczywiście nie trafiłem i na domiar złego wysiadła mi bateria w telefonie gdzie mam mapy. Wyjazd był bardzo spontaniczny i bez przygotowania. Mam dwie wady objawiające się na wyjazdach rowerowych. Jak się zdenerwuję to łapią mnie skurcze i nie potrafię się cofać. Zawsze pre naprzód. Teraz też, jest ścieżka, to jadę. Jak się skończy nie cofam się, tylko próbuję znaleźć przejście nawet po skałach i przez gęstwinę. Dopadły mnie takie skurcze na stromym podejściu, że padłem w trawę i leżałem w niej kilkanaście minut rozcierając mięśnie. Na szczęście mam dobrą bieliznę termoaktywną. Do zmroku pozostały dwie godziny a ja jestem w przysłowiowym lesie. Jęcząc z bólu parłem dalej po wzgórzu. Wyszedłem na górę mając nadzieję, że coś zobaczę. Okazało się, że nadal jestem w d… Ale chociaż ścieżka wile się w oddali. Ruszyłem nią i po jakimś kilometrze okazało się, że trafiłem na czerwony pieszy. Jestem uratowany! Przynajmniej wiem gdzie jestem, znam ten szlak. Ale do rowerowego to ja mam jakiś kilometr. Zmiana planów, co oznacza, że jeszcze trochę nadrobię, ale nie będę musiał się wspinać do Łazów. Podjadę od tyłu znacznie łagodniejszym podjazdem. A z Łazów, to już tylko zjazd około 10 km. Dotarłem do tych Łazów około 15:30. Zaczynało się już ściemniać. Zimno okrutnie. Na zjeździe prawie zamarzłem. Wraz ze zmrokiem zaczęło strasznie wiać. Nogi mi tak przemarzły, że aż mięśnie zaczęły boleć. Dotarłem wreszcie szczęśliwy do domu, tego mi było trzeba!

Route 2 869 408 - powered by www.bikemap.net

Komentarze

makroman pisze…
Nie ty jeden tak masz - ja też się nie cofam. Jeszcze mniejsza na piechotę, ale z rowerem - z drugiej strony mam trening - ubzdurałem sobie że jak jadę na rowerze do pracy, a czas mnie nie ściga to... Białą robię w bród z rowerem na plecach.

Ps. Może byś tak w ramach noworocznego prezentu dla czytelników napisał jak edytować pliki z wandermapy czy navime?
Nomad pisze…
Najprościej go edytować po prostu na samej stronie. Klikasz edytuj trasę, potem dodajesz usuwasz lub przeciągasz punkty. Tak jest najprościej.